Facebook Google+ Twitter

Ghost in the Shell - Beauty, empty, Shell

Anime i mangi nigdy nie miały szczęścia do amerykańskich adaptacji. Większość z nich to marne, niskobudżetowe produkcje. Obecnie do kin wszedł amerykański Ghost In the Shell, produkcja, która miała okazję to zmienić.

 / Fot. MediaStingerAkcja ma miejsce w niedalekiej przyszłości, w dystopijnej metropolii New Port City. Jest to świat, w którym zaciera się granica między człowiekiem, a maszyną. Ludzie coraz bardziej uzależniają się od technologii, zastępują swoje części ciała implantami. Główną bohaterką jest Major Mira – kobieta, która w zamachu terrorystycznym straciła rodzinę, a w skutek dotkliwych obrażeń została zmuszona do kompletnej cyborgizacji (ludzki pozostał jedynie mózg). Mając do dyspozycji mechaniczne ciało o nadludzkich właściwościach i kierując się chęcią zemsty wstąpiła do Sekcji 9 – elitarnej jednostki policyjnej , zwalczającej cyberterrorystów.

Twórcy filmu zastosowali podobieństwo do adaptacji Marvela, czy DC. Nie jest to ekranizacja żadnej konkretnej mangi i anime z cyklu, tylko nowa historia, czerpiąca pomysły z materiału źródłowego. Najwięcej odwołań jest do kultowego filmu Mamoru Oshii, widzimy tu sporo scen będących rekonstrukcją najbardziej ikonicznych momentów z anime. Poza tym pojawia się szereg pojedynczych wątków i scen nawiązujących do Innocence i serialu Stand Alone Complex. Twórcy dają do zrozumienia, że znają materiał źródłowy i szanują fanów, za co należą im się wyrazy uznania.

Zdecydowanie najmocniejszą stroną jest oprawa wizualna. Design filmu jest rewelacyjny, nie tylko czepie pomysły z oryginału, ale je rozwija. Miasto podobnie jak w anime łączy w sobie teraźniejszą, brudną, ubogą rzeczywistość z niepokojąco sterylnym, chłodnym futuryzmem. Na dodatek wprowadzono element multikulturowości – to świat w którym podziały narodowe, czy rasowe praktycznie nie istnieją, wszystko jest ze sobą zmieszane. Wykreowano świat, który zarówno urzeka i przeraża. Zdjęcia, kostiumy, charakteryzacja, efekty – to wszystko tworzy dobry spektakl. Muzyka jest całkiem klimatyczna, ale w przeciwieństwie do anime, mało oryginalna i nie zapada w pamięci. Same sceny akcji są poprawne – dostarczają trochę emocji, są efektowne, ale realizacyjnie nie zaskakują i czasami są trochę wymuszone.

Najsłabszą stroną nowego Ghost In the Shell jest scenariusz. Fabuła może nie jest tragiczna, lecz do bólu przeciętna. Niby porusza podobne problemy co anime, ale do wszystkiego pochodzi dużo bardziej powierzchownie. Film rekonstruuje wiele ikonicznych scen, tylko że tutaj zabrakło kontekstu. Sceny i wątki, które w anime były symboliczne, posiadały głębie, tutaj są zwyczajnie płytkie. Jakby tego było mało, fabuła z czasem coraz bardziej upodabnia się do Robocopa. Niemal identycznie rozłożone są akcenty, bardzo podobne zwroty akcji i schematy. GitS szybko staje się przewidywalny, opiera się na rozwiązaniach, które każdy przeciętny widz zna z innych filmów akcji i science-fiction. Seans stopniowo popada w sentymentalizm – mamy tutaj zaskakująco liczne wątki melodramatyczne, wręcz rodzinne, które od połowy filmu stają się coraz bardziej ckliwe. Częściowo próbowano oddać filozofię pierwowzoru. Tutaj także poruszono problemy związane z granicą między człowiekiem a maszyną, transcendencją, starano się skomentować rzeczywistość, w której człowiek traci na znaczeniu. Niestety, całą warstwę filozoficzną, komentarze społeczne przetłumaczono na język zrozumiały dla przeciętnego widza. Kiedy bohaterowie zaczynają rozmawiać na ważne tematy, wszystko przekazują w prostej formie z gotowymi odpowiedziami. Nie ma tutaj miejsca na subtelności, na dyskusje z widzem, żadnych niedopowiedzeń, ani chwili na głębsze przemyślenia.

Wprowadzono także szereg zmian, większych lub mniejszych względem postaci. Jeżeli zaakceptujemy inną wizję Major i reszty Sekcji 9, to bohaterowie powinni przypaść do gustu. Główna bohaterka, grana przez Scarlett Johansson w tym wydaniu jest bardziej uczłowieczona, emocjonalna, a jej motywacje osobiste. Podobnie jest z resztą postaci. Aktorstwo ogólnie wypadało dobrze – każdy wywiązuje się ze swojej roli i wzbudza odpowiednie emocje.

Zaadaptowanie Ghost In the Shell w Hollywood było zadaniem naprawdę trudnym, wręcz niemożliwym. Jeśli chodzi o kwestie realizacyjne, czy aktorskie to wyszło naprawdę dobrze. Gorzej jednak z treścią, szczególnie kiedy spojrzymy na film przez pryzmat oryginału. Fabuła szybko staje się schematyczna, banalna, a wszelkie próby komentowania, czy filozofowania wypadły infantylnie. To przyzwoity, całkiem angażując film akcji ze świetną oprawą wizualną, ale z sztampową i płytką fabułą. Odbiór jest zależny od podejścia - czy zależy Wam na typowym, amerykańskim kinie rozrywkowym, czy czymś ambitniejszym.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.