Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

179059 miejsce

Giertych, Giertych ....

Minister Roman Giertych wypowiedział się o aborcji i homoseksualizmie. Afera.

 

Roman Giertych. Fot. PAPOdbyło się nieformalne spotkanie ministrów edukacji państw członkowskich Unii Europejskiej. Minister Roman Giertych wypowiedział się na nim o aborcji i homoseksualizmie. Afera. Jak zwykle w takich sytuacjach, nikt nie zwraca uwagi na to, o czym naprawdę miano dyskutować. Ministrowie spotkali się przecież, aby omówić takie drobiazgi jak kształcenie dla dorosłych, znaczenie ciągłego dokształcania w zwalczaniu bezrobocia i konieczność rozbudowywania nauczania przedszkolnego. Sprawy kluczowe dla perspektyw znalezienia pracy przez starszych i młodszych. Nie są ważne. Jest spór o wartości.

„Najostrzej Giertycha potraktował "Der Spiegel", który w swoim internetowym wydaniu opublikował materiał pod tytułem "Nagonka na homoseksualistów i Kulturkampf - Skandal wokół polskiej rodziny polityków". Autor nazywa Romana i Macieja Giertychów doborową rodzinką i ultranacjonalistycznymi politykami, którzy jednego dnia w dwóch różnych miejscach, w Heidelbergu i Brukseli, oburzyli europejskich kolegów” – tak pisał „Dziennik”. Ale podobne informacje, nawet jeżeli w trochę odmiennej tonacji, znaleźć można i w innych relacjach prasowych. Właściwie media zachowały się porządnie, ten kto chciał sprawdzić pełny tekst wystąpienia, mógł to zrobić bez problemu. To dobry zwyczaj, pełnego prezentowania tekstów, wokół których toczą się publiczne dyskusje.

Szczególnie prasa niemiecka odpowiedziała na wystąpienie oburzeniem, co natychmiast dostrzeżono w Polsce. Może oburzeniem nie tak wielkim jak przedstawiano to w polskich relacjach. Sprawdzam w piątek, 2 marca, internetową stronę najbardziej chyba znanej gazety „Frankfurter Allgemeine Zeitung” – nic, ani słowa o Giertychu, nawet w odrębnej części poświęconej Unii Europejskiej. Kolejny znany tytuł to „Süddeutsche Zeitung” - znowu nic, żadnego odniesienia do Romana Giertycha i spotkania w Heidelbergu. „Welt” z 2 marca przynosi dość ogólny opis, że polski minister edukacji złorzeczył na społeczeństwa, w których dopuszczalna jest aborcja, a 11-letnie dzieci przyzwyczajane są do homoseksualizmu. Jedynie na stronie telewizji publicznej ARD znajduję trochę więcej informacji, poza tymi, które powtarzają wszyscy: że dzieci nie powinny być przy demonstracjach homoseksualistów i należy natychmiast wprowadzić zakaz aborcji. Dzień później nie pojawiło się specjalnie nic więcej.

Spójrzmy na parę, bardzo różnych, związanych z tym spraw. „Spiegel-Online” cytował fragment wypowiedzi: „Naród, który zabija swoje dzieci jest narodem bez przyszłości. Kontynent, który zabija swoje dzieci będzie zasiedlony przez tych, którzy ich nie zabijają”. Podobna formuła używana była także w innych relacjach prasowych. Ciekawe, bo w wystąpieniu Giertycha jest odwołanie, którego w tej formule nie widać: „Jeśli nie będziemy ze wszystkich sił wzmacniać rodziny, to nie ma przyszłości dla naszego kontynentu. Będziemy kontynentem zasiedlonym przez dbających o rodzinę przedstawicieli świata islamu - mówił także Giertych na wczorajszym spotkaniu ministrów edukacji krajów Unii Europejskich w Heidelbergu”. W prasie niemieckiej nie znajdujemy tego odniesienia do Islamu. Polityczna poprawność? Bo nie sądzę, żeby nie dostrzeżono go w obecnej atmosferze napięć wokół muzułmanów w Europie.

Problem drugi stanowi forma dyskusji, zaprezentowana przez ministra Giertycha. Wiadomo, że na forum Rady Unii Europejskiej nie prezentuje się swoich prywatnych poglądów. Minister edukacji, jak wynika z wszystkich relacji prasowych, wyraźnie o tym zapomniał, a potem zwyczajnie mataczył w wyjaśnieniach. W jego wystąpieniu jest jednak ważniejszy problem. Ma prawo uważać aborcję za barbarzyństwo oraz nazywać „naród, który zabija swoje dzieci narodem bez przyszłości”. Ale zwróćmy uwagę na jego sformułowanie: ”To przestępstwo legalizowane przez wiele parlamentów jest nową formą barbarzyństwa”. Czy polityk państwa należącego do Unii może publicznie uznać regulacje prawne, uchwalane przez parlamenty innych państw Unii za „przestępstwo”? Niewątpliwie może, jeżeli jego celem nie jest dyskusja tylko oddziałanie na wyborców LPR, z myślą o nie tak odległych zapewne wyborach. W innym przypadku nie ma to sensu, ponieważ blokuje jakikolwiek dialog.

Już ten brak umiejętności poruszania się po scenie Unii Europejskiej dyskwalifikuje ministra Giertycha, jako kandydata do prowadzenia podobnych rozmów. Szkody, które narobił są zaś tym gorsze, że konflikt w Heidelbergu wskazuje na rzeczywiście istniejący problem. Problem gotowości starych państw Unii do uznania, że w poszerzonej Unii niektóre sprawy trzeba przedyskutować na nowo, inaczej sformułować. W przypadku Heidelbergu jest to pytanie, czy po poszerzeniu Unii katalog podstawowych wartości, na których się ona opiera należy w jakimś zakresie przedefiniować. W Heidelbergu inni (ilu, czy wszyscy?) ministrowie edukacji, łącznie z przewodniczącą, członkiem partii chadeckiej z Kraju Saary znad granicy francuskiej, Doris Pack, odpowiedzieli „nie”. I przypomnieli obowiązujący kanon: demokracja, tolerancja, prawa człowieka. Giertych chce dodania do nich ochrony tożsamości narodów, ochrony życia (w tym zakaz aborcji) i rodziny (w tym ograniczenie w sferze publicznej homoseksualizmu). Dla Doris Pack wizja Giertycha to fundamentalistyczne zasady, „których nie możemy podzielać”.

Spójrzmy na ten problem z innej perspektywy. Ulubioną w Polsce gazetą niemiecką do krytycznego komentowania jest „Tagesspiegel”. Jest to gazeta z lewej strony sceny politycznej, a cytowana bywa w Polsce ostatnio prawie jak oficjalne stanowisko strony niemieckiej. Tylko złożyć gratulacje jej korespondentce w Warszawie, Gabrielle Lesser. „Tagesspiegel” napisała o spotkaniu w Heidelbergu właściwie to samo, co inne gazety. Ciekawsze są komentarze niemieckich czytelników, które się w niej pojawiły. Ciekawsze, bo pokazujące niezrozumienie (dużej jak sądzę) części opinii publicznej, że poszerzenie Unii oznacza także zmiany. Spójrzmy na wpisy czytelników, którzy w prostszej formie powtarzają to, co powiedziała Doris Pack: „Jeżeli nie zgadzacie się na nasz porządek społeczny, który znaliście przed poszerzeniem, to złóżcie wymówienie” – z członkostwa rzecz jasna. Inny niemiecki internauta stwierdza: jeżeli bierzecie pieniądze z UE, to powinniście akceptować „wartości UE”. Ten styl myślenia widoczny był już w dyskusjach o Traktacie Konstytucyjnym (nowi członkowie nie powinni przeszkadzać). Na pewno powróci jeszcze nie raz w takim mniej więcej sformułowaniu: Przyjęliśmy was do Unii, ale my określiliśmy jej kształt i zasady, a wy nie będziecie ich zmieniać (bo ma być tak jak było).

We wpisach na stronie „Tagesspiegel” nie widać raczej wrogości wobec Polaków jako społeczeństwa, mówi się raczej o rządzie, na który Polacy nie zasłużyli, który nie jest zapewne reprezentatywny dla społeczeństwa. A jest nacjonalistyczny, antyniemiecki, antyeuropejski, homofobiczny, antysemicki, fundamentalistyczno-katolicki, itd.... Rzut oka na wypowiedzi dyskutantów na stronie „Gazety Wyborczej” pod tekstem o reakcji prasy niemieckiej, też jest ciekawy, bo jak wiadomo, nie dyskutują tam tylko zwolennicy tej gazety. Więcej osób interesuje spór o wartości i granice prawa do prezentowania odmiennych wartości w ramach UE (aczkolwiek wyrażany zazwyczaj w znacznie brzydszej formie), niż antysemityzm, czy antyniemieckość. Te ostatnie pojawiają się, ale w granicach normy. Swoją drogą nie znam niemieckiej gazety, która pozwalałaby na tak szczere dyskusje.

Sprawa ostatnia, na którą warto zwrócić uwagę to wypowiedź wspominanej Gabriele Lesser. Porównała w niej poglądy Giertycha do poglądów, "które my w Niemczech znamy od czasów III Rzeszy”. Ale podobne porównania powinny mieć sens i umiar. Polska ma problemy z budową otwartego, tolerancyjnego społeczeństwa. Nie ma problemów wynikających z tradycji rozwiązywania kwestii Żydów i homoseksualistów przez posyłanie ich „do gazu”. Polscy faszyści są w porównaniu z niemieckimi neonazistami mało wpływowi, a i często wstydzą się przyznać publicznie do swoich przekonań. Nie są dumni z utworzenia „stref wyzwolonych narodowo” ("Nationalbefreite Zone"), tylko tłumaczą, że jedynie zamawiali piwo. Wyraźnie nie sądzą, aby ich ideologia przyniosła im szerokie poparcie w społeczeństwie. Dlatego, Niemcy mają swoje doświadczenia z historią, ale nie powinni ich rzutować na społeczeństwa o zupełnie innej tradycji. Bo wychodzi coś strasznie bez sensu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

* jeżeli bierzecie pieniądze z UE, to powinniście akceptować „wartości UE”.* - jeśli student otrzymuje stypendium od państwa lub uczelni czy ma jakieś szczególne obowiązki wobec nich?
Tę Lesser to słyszałem wczoraj. Uznała, że Niemcy od III Rzeszy slyszeli podobne idee. Chyba źle zrozumiała. RG mówił przecież o poszanowaniu każdej jednostki, że każdemu należy się godność itp., a Hitler pewnie miał podobne opinie, jednak zamiast kropki było tam "dla niemieckich obywateli"...
Równie dobrze można by manipulować i orzec, że JPII oraz Hitler mieli podobne zdania - obaj w ramach wielkiej Europy chcieli budować wygodne autostrady.
Popieram Giertycha w wypowiedziach, choć nie potrafię ocenić, czy jako minister powinien to mówić w Heidelbergu. Tu już musi wkroczyć znawca tematu. Ale jeśli można tam wychwalać, to chyba też można krytykować, zwł. że w sposób kulturalny. Ja nie słyszałem złorzeczenia ani obelg, ale kutluralnie wypowiedziane zdania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.