Facebook Google+ Twitter

"Given to the Wild" The Maccabees - muzyka gitarowa nie umarła!

Zamiast biadolić i narzekać, że muzyka gitarowa umiera i zbliża się koniec świata, skupmy się na słuchaniu muzyki, dobrej muzyki!

 / Fot. Okładka płytyObecnie angielskie media lamentują nad tym, że gitarowa muzyka słabo się sprzedaje. Przytaczają komercyjny bilans sprzedaży płyt z poprzedniego roku i dowodzą, że tylko Coldpaly, Noel Gallagher oraz Foo Fighters nie dali ciała w tej materii. Rzeczywiście, skoro ostatni album Coldplay cieszy się największą sprzedażą wśród zespołów rockowych, to chyba rzeczywiście nie jest najlepiej, bo Chris Martin oraz spółka nagrali najbardziej kiczowatą płytę w swojej dyskografii. Tylko czy to ma jakieś znaczenie? Czy ludzie kupują albumy ze względu na jego wartość muzyczną czy markę zespołu? Coldplay, Noel Gallagher, Foo Fighters - przyjrzyjmy się tym super nazwom. Sądzę, że nawet gdyby któryś z tych zespołów nagrał najgorszy shit, to i tak by dominował w różnych rankingach. Także nieobecność zespołów rockowych na zaszczytnej liście najlepiej sprzedających się płyt, wcale nie jest zarzutem, wręcz przeciwnie, czasami bywa powodem do dumy.

Weźmy dla przykładu taki Arctic Monkeys. Kiedy chłopcy byli w mainstreamie i łapali się na tzw. "indie-rock" media piały z zachwytu, a przez Wielką Brytanię przechodził huragan histerii na punkcie młodych Anglików. Kiedy zaczęli grać poważniej, dojrzalej, trudniej dla mas, utracili dużą część swojej popularności, ale czy to znaczy, że grają teraz gorzej? Oczywiście, że nie. Co tu dużo mówić, w zeszłym roku Kasabian nagrał kapitalną płytę, która powinna być w czołówce najlepiej sprzedających się albumów, ale niestety ich tam nie ma. Dobre albumy są nagrywane, tylko trzeba ich szukać.

Wbrew różnym twierdzeniom, dalej jest zapotrzebowanie na gitarową muzykę. W szczególności cieszy mnie, że wciąż powstają płyty rockowe, nasycone artystycznym wyrazem tęsknoty, nostalgii i melancholii. Oczywiście niedościgniętym wzorem jest tutaj "Ok Computer" Radiohead, czy "Parachutes" Coldplay; ale przecież w ostatnich latach również pojawiły się takie płyty. Dwa lata temu:"High Violet" The Nationals, a w zeszłym roku "Smother" Wild Beast, "Go to the fire" Wu Lyf (fenomenalny debiut) czy niedoceniany Boxer Rebbelion.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Arctic Monkeys to nie brit pop

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Przemysław Trubalski, bo to jest brit-pop, anie klasyczny rock. Słuchał pan trzeciej płyty Arctic Monkeys wyprodukowanej przez Josha Homm'a. Angielski zespół inspiruje się tutaj amerykańskim stone rockiem.

http://www.youtube.com/watch?v=oxsF8p4XY6o

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.