Facebook Google+ Twitter

Glaca: Żeby nadal być na krawędzi

Druga część wywiadu z Glacą, liderem zespołu Sweet Noise

Pierwsza część wywiadu z Glacą

Glaca w Mbekweni Township, getcie pod Kapsztadem, gdzie mieszka Zukile - jeden z gości na The Triptic. / Fot. Tomasz SzczyrbowskiPosługiwanie się treściami uznawanymi za kontrowersyjne często staje się źródłem popularności. Może też prowadzić do powstawania takich "wynalazków" jak słynna Czarna Lista...
- Pewnie tak. Zawsze za kontrowersją idzie popularność, natomiast tego typu listy to atak na wolność słowa i wolność przekonań i są to skrajnie niebezpieczne akcje. Nie powstają listy zespołów faszystowskich i rasistowskich, które bezpośrednio nawołują do nienawiści i niszczenia innych za to, że są czarni, czy że są Żydami, ale powstają jakieś idiotyczne listy na które wpisywane są zespoły, które głoszą wolność ducha i wolność przekonań. Poza marginalnymi przypadkami jakichś rytualnych mordów z tą kulturą nie łączy się przemoc, a wiele osób, które znam to bardzo łagodni i myślący młodzi ludzie. W ten sposób można zlikwidować w ogóle wolną myśl, bo każdego można wtedy oskarżyć o satanizm. Takie przypadki muszą być rozpatrywane pod kątem prawa. Jeżeli ktoś złamie prawo, nie wiem, spali kościół, to należy go zamknąć. Jeżeli ktoś wzywa do nienawiści i propaguje nietolerancyjne hasła, to należy go w jakiś sposób rozliczyć, ale powstawanie takich list jest absolutnym idiotyzmem, bo wypada to często nie na tych, których trzeba i nie przynosi nic poza narastającą fobią, bo wszystko nagle zacznie być umundurowane i takie jak władza tego oczekuje. Ja uważam, że niepokorna myśl jest jak najbardziej potrzebna i sądzę, że nikt nie zainteresował się działaniem zespołów, które były na tej liście poza tym, żeby taką listą stworzyć i znaleźć jakiegoś kolejnego wroga.

Myślisz, że Sweet Noise jest na tej liście?
- Nie wiem. Gdyby się przyjrzeć SN, to treści „satanistycznych” jest sporo. Mówię to w takim cudzysłowiu, bo jest dobra energia i jest zła. Uciekanie od tego, że jest ciemna strona jest negowaniem tego, że jest strona jasna. Ja zawsze działałem na pograniczu tych dwóch światów. Neguje zorganizowaną religię, ponieważ widzę w niej wiele konfliktów, wiele zakłamań. Widzę takich liderów, jak lider wielkiego radia katolickiego, który dla mnie nie jest nikim innym, jak tylko oszustem na wielką skalę. Wykorzystuje naiwność starszego pokolenia i wyciąga od nich pieniądze, które powinni poświęcić na wakacje, na wyjazdy, na siebie, a nie na jego imperium i na jego samochody. Ja jestem za wolnością myśli, przekonań. Nikomu nic do tego, w co wierzymy i jakiego boga wyznajemy. Uznawanie tylko jednej opcji prowadzi tak naprawdę do wojen.

Pytam o to, ponieważ nagraliście Sympathy For The Devil part 666, więc mając na uwadze "zapędy" autorów tej listy nigdy nic nie wiadomo... Właśnie, skąd wziął się pomysł, żeby nagrać nową wersję tego kawałka?
- Piosenka przyszła sama. Ma w sobie dźwięki, do których pięknie mi ten tekst pasował. Takie przeciwieństwo - z jednej strony delikatna muza, a z drugiej jeden z najmocniejszych klasycznych tekstów rockowych, jakie słyszałem. Zawsze dla mnie był to piękny tekst - uchwycenie istoty tego, co się działo w życiu człowieka od czasów Chrystusa do czasów Roberta Kennedy'ego i tego, jacy jesteśmy i jacy się stajemy. Decyzja o tym, że ta piosenka wchodzi na album i zaczyna go promować, była prosta. Uważam, że Szatan często kryje się pod czymś, co jest wyrafinowane, bogate, na zewnątrz wygląda ekskluzywnie. Taka też jest dla mnie kłamliwa powierzchowność władzy. To zło, które ludzie wskazują, tworząc tę paranoiczną listę. A to przecież nie jest zło, to są tak naprawdę biedne dzieciaki, które grają muzę po prostu. Wychodzą na scenę a inne biedne dzieciaki przychodzą ich słuchać. Natomiast prawdziwe zło jest tam, gdzie nam się palcem nie wskazuje i to się nazywa bardzo często właśnie władzą, jedynie słuszną drogą. Zło jest często tam, gdzie go po prostu nie widzimy.

Wracając do tematu płyty - na mnie największe wrażenie zrobiły utwory Victims of War i Black Leather Boots. Z którymi tekstami Ty jesteś najbardziej związany, które są dla Ciebie najważniejsze?

- Wiesz co, mówiąc prawdę, to wszystkie są mi bliskie. The Triptic jest według mnie tekstowo bardzo spójny. Na pewno lubię Victims of War, to dla mnie ważny tekst. Odniesienie do ofiar wojny i przemocy na całym świecie było ważnym komunikatem. Spisałem niedawno tekst Black Leather Boots i jest to również bardzo mocny tekst... Trudno jest mi wyróżnić jeden tekst, dla mnie zawsze to były bardzo całościowe kwestie. Dodatkowo są one podkreślone tekstami ludzi z Afryki, które są bardzo zaangażowane i jest w nich maksymalna energia. W ten sposób przekaz SN zyskał nowy wymiar.

Na początku Victims of War słyszymy krótki fragment przemówienia...
- To była chyba pierwsza rzecz jaką mi zaproponował Warrick Sony, z którym pracowałem w Afryce nad produkcją płyty.To człowiek mocno zaangażowany w ruch punkrockowy w RPA. Walczył z apartheidem, sam będąc białym Afrykanerem. Jego projekt nazywał się Kalahari Surfers. Poza graniem muzyki interesował się polityką, realiami. Przez lata stworzył potężną bibliotekę nagrań, tzw. field recordings, robionych gdzieś w terenie nagrań instrumentów, ale również całych ceremonii. Jeżdżąc po Afryce, m.in towarzyszył Mandeli podczas jego spektakularnego wyjścia z więzienia. To było dla niego wydarzenie życia. Zresztą dla wielu ludzi żyjących tam, Mandela jest nadal wielki. On wtedy jeździł ze stadionu na stadion, a fragment, który zaczyna płytę, to początek pierwszego przemówienia Mandeli po wyjściu z więzienia. Warrick nagrał je na dyktafon, czy wtedy może jeszcze na inny dwuśladowy system. Człowiek, który krzyczy "guerilla" w tym utworze to jest taki facet, który jeździł po tych stadionach i w związku z tym, że Mandela się wszędzie spóźniał, on musiał podtrzymywać ten tłum i sprawiać, żeby temperatura rosła. Takich właśnie perełek z bogatej biblioteki Warricka jest kilka na płycie. Poza tym, w tym kawałku są dwie postacie. Niewiele osób to zauważa, ale z jednej strony jest tu Nelson Mandela, a z drugiej Malcolm X, który mówi "freedom, justice and equality", czyli "wolność, sprawiedliwość i równość". Jest to postać, która na mnie zrobiła mega wrażenie. Czytałem jego biografię i poznałem batalię człowieka o dojście do jakiejś prawdy, wyzwolenia. Z handlarza narkotyków przeistacza się w radykalnego muzułmanina, a potem opiera się bogactwu, które mu się ładuje w ręce, buntuje się przeciwko temu. Szuka innej drogi i spada na samo dno i znowu zaczyna od podstaw. System go eliminuje, bo jest zbyt prawdziwy w swojej roli. Piękna, ale tragiczna historia.

Kiedy możemy spodziewać się koncertów SN i czy zobaczymy na nich przynajmniej kilku afrykańskich gości?
- Bardzo bym chciał. Pracuję w tej chwili nad tym, żeby projekt live dorównał projektowi, jakim jest The Triptic. Z dnia na dzień widzę, że płyta jest coraz większym wydarzeniem. Może nawet to dobrze, że od razu nie zaczęliśmy grać koncertów. Powiedziałem sobie, że będę patrzył z boku i zobaczę, jaka jest siła działania samej muzyki i co ona wywalczy. Im mniej jest nachalnej promocji, tym większą powoduje reakcję. Jestem zaskoczony bardzo dobrymi recenzjami, które napływają. Mój cel już w tej chwili został osiągnięty - ta płyta wzbudziła ciekawość i jakby stała się również płytą odbiorców. Tak czułem, kiedy byłem w Afryce i tak czuję tutaj - że to nie jest jakaś obca rzecz, pomimo języka, czy łączenia Afryki z Polską. W głosach fanów czuję coś na zasadzie "Tak, to jest nasz The Triptic". Teksty Missing You i Black Leather Boots mówią o tym, że gdzieś jestem w podróży, niedługo mnie tu nie będzie, będę za wami tęsknił, ale cały czas będę dla was. To są słowa skierowane bezpośrednio do ludzi, którym zawdzięczam to kim i gdzie jestem w tej chwili. Obiecuję ich nie zawieść i nie zapomnieć o nich.

Można już mówić o sukcesie komercyjnym płyty?
- Myślę, że tak. Wczoraj widziałem zestawienie. Ona jest w dwudziestce Olisu, a tam jest niewiele alternatywnych płyt, więc uważam, że tak. Przynajmniej ludzie, którzy ją sprzedają, są zadowoleni. Twierdzą, że jest to droga do jakiegoś sukcesu. To mi daje pewnego rodzaju spokój. Mam nadzieję, że będzie to największy sukces SN. Myślę tu zarówno o sukcesie artystycznym jak i komercyjnym, który z tym przyjdzie, bo ona sama w sobie toruje drogę - jedno będzie się działo tutaj, inne rzeczy wydarzą się w Afryce i potem myślę, że podzieje się na całym świecie. Tak bym chciał. Są takie płyty, które pukają do Twoich drzwi nie będąc nawet promowanymi, jak np. pierwsza płyta Rage Against The Machine. Zanim zobaczyłem video, nic nie promowało tego albumu. Były nakręcone teledyski, ale one nie odgrywały, tak naprawdę żadnej roli docierając do ludzi dużo później, natomiast wszyscy mówili, że to jest megapłyta. Słuchali jej dosłownie wszędzie, bo miała w sobie to coś. To są właśnie najpiękniejsze rzeczy. Oczywiście, firma robi swoje - w Noise Inc. są ludzie, którzy dbają o promocję i sprawiają, żeby o płycie było głośno, ale myślę, że ona ma też inną drogę…

Sweet Noise jest zespołem, który funkcjonując niejako na uboczu rynku muzycznego, potrafił się na nim utrzymać ciągle ewoluując i zyskując nowych fanów. Czy dziś czujesz się spełniony jako artysta? Jakie cele stawiasz teraz przed SN?
- Czuje się mocno spełniony. Zwłaszcza te rzeczy, które na końcu dopiąłem, czyli oprawa dźwiękowa płyty, zrobienie z niej takiego soundtracku. Wszystkie łączniki: to, co robiłem już na samym końcu, wykorzystując wszystkie swoje fascynacje nowoczesnym software'em, nowymi technologiami tworzenia dźwięku w przestrzeni, maksymalnie pięknymi narzędziami, którymi się posługuje w tej chwili. Spełniam się również w projekcie Noise Inc, mam też profil MySpace, który czasami odwiedza 20 osób, czasami więcej, ale mi to nie przeszkadza. Tam wrzucam wszystko co mam do zaproponowania. Jest to taki kalendarz, muzyczny blog. Jaki cel? Wiem, że nagram następną mega dobrą płytę SN, dlatego, że mam nowych przyjaciół. Część z nich będę chciał zaprosić do udziału w tworzeniu tego materiału. Będę szedł drogą łączenia mocnej, ekspresyjnej muzyki z globalnym przekazem. Połączenia z innymi kulturami wciągnęły mnie i będą mnie wciągać jeszcze mocniej dlatego, że w tym widzę przyszłość dla ludzi. Akurat to, myślę, mam wspólnego z ruchem rasta - to unity ponad granicami jest mi bardzo bliskie. Inspiruje mnie parę nowych trendów, cała scena noise'owa, glitch, scena 8-bitowa, przetwarzanie starych instrumentów na nowe. Drugim krokiem dla SN jest wizja. Coś więcej niż prosty teledysk. Bardzo chcę wejść w system manipulowania obrazem, tworzenia takiej wizualnej rzeczywistości. Ujawniłem już pewnie cele na dwie płyty, ale generalnie widzę ten dalszy krok. Już w tej chwili przygotowuję pewne tematy i jestem o to spokojny. Będę chciał wprowadzić jedną zmianę, by pojawiło się więcej improwizacji, żeby była bardziej wolna, ale to czas pokaże.

OK. Jaki jest Twój aktualny stan ducha?
- Ooo, ciekawe pytanie na maxa. Jaki jest mój stan ducha? Trochę uduchowiony, ale jest to poważna mieszanka spokoju, niepokoju, rozdrażnienia... Mocno twórczy - w tej chwili dużo tworzę dla Noise Inc, umieściłem właśnie utwór w sieci, który jakby improwizowałem z moją córką po koncercie Toola. Powstał kawałek Spectral Tool i można go ściągnąć z podcastu. Dzisiaj pewnie wrzucę tam nowy kawałek... Ja tak naprawdę nie znam komfortu. To cały czas była walka o każde następne dokonanie, z samym sobą, z jakimiś słabościami, żeby nadal być na krawędzi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

brawo raz jeszcze. fantastyczna robota!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.