Facebook Google+ Twitter

"Gleba" - zwycięzca "You can Dance!" zawsze szedł na całość

O sobie mówi „matka sukcesu” - Małgorzata Gietler z MDK Wrocław-Krzyki zdradza sekrety powodzenia swojego wychowanka Macieja "Gleby" Florka – wielkiego zwycięzcy programu "You can dance!”, stypendysty na Broadwayu.

Maciej Florek czy Gleba?
Matka sukcesu Gleby. / Fot. Radomir Wit- Nie, żaden Gleba. To był zwykły chłopak - każdemu mówię, że przyszedł z kamieniami w kieszeniach. Miał chyba 11 lat, kiedy się pojawił w Młodzieżowym Domu Kultury Wrocław-Krzyki. Zresztą razem
z całą grupą – to były po prostu dzieciaki z osiedla. Akurat MDK znajdował się po drugiej stronie ulicy, naprzeciwko jego budynku.

Od razu połknął tanecznego bakcyla?
- Pracowaliśmy trochę nad tym, żeby się zainteresował tańcem. Owszem, od początku był zafascynowany zajęciami, ale nie wiadomo było, czy będzie od razu tańczył. Przyszedł po prostu do MDK. A ponieważ miał dużo energii, to ja i grupa spowodowaliśmy, że Maciek utrzymał się z nami i połknął bakcyla. Po roku było już wiadomo, że zostanie.

Od razu było widać talent czy ujawnił się on dopiero po jakimś czasie? A może jego sukces to wynik tylko i wyłącznie ciężkiej pracy?
- Na pewno wynik pracy, ale również predyspozycji, które ma. Utrzymał się w naszej grupie, a była ona dość zamknięta, obejmowała 13-14 osób. Bardzo dużo pracował. Praktycznie cały czas spędzaliśmy w MDK, prawie siedem dni w tygodniu. Tu biję czołem przed ówczesną panią dyrektor – Haliną Frank. Ona wiedziała, że warto „zainwestować” w taniec. Ja zresztą też poświęciłam tej pracy więcej czasu niż musiałam. Młodzież wyczuła to od razu – spędzaliśmy razem święta, urodziny, imieniny i inne uroczystości, było także sporo wyjazdów. Generalnie istniała tylko szkoła i MDK, nic poza tym. Był nawet taki moment, kiedy mówili do mnie „mama”.

W której grupie tańczył Maciek?
- Ostatnio właśnie się z nim zastanawiałam. On był w „Małym Stepie” i dopiero na końcu przeszedł do „Stepu”. Był poziom niżej, gdy zaczynał, to musiał do nas dobijać. Ale generalnie Maciek dużo obserwował, wszędzie się wciskał. Garnął się do wszystkiego, ale trzeba było go kontrolować. Słuchał się. Nie chodziliśmy do MDK bawić się. Przykład? Oprócz Maćka 30 proc. tej grupy to tancerze.

Wspominała Pani wcześniej o tym grupowym macierzyństwie. Czuje się Pani matką sukcesu Maćka?
- Pewnie, teraz tak. Wtedy absolutnie nie, bo nawet swoich dzieci nie miałam. Sam fakt, jak mnie traktowali - to się rzadko zdarza, nie słyszałam o czymś takim. Oni mieli przecież 13-14 lat. Tacy chłopcy i dziewczyny związali się z panią instruktor w MDK… Oni mnie już wtedy totalnie akceptowali, zawsze miałam ostatnie zdanie. Stąd przydomek „mama” – ktoś miał problem, przychodził do mnie, znałam bardzo dobrze ich rodziców. Czułam się za nich odpowiedzialna. Byłam z nimi prawie przez 24 godziny na dobę. Coś takiego mi się już w życiu nie powtórzyło.

Wiedziała Pani, że Maciek chce startować w „You can dance!”
- Nie!

To kiedy po raz pierwszy zobaczyła go Pani w telewizji? W jakich okolicznościach?
Wtedy, kiedy droczył się z jurorem – Michałem Pirógiem. Ktoś mi powiedział, że Maciek jest w tym programie, ale nie widziałam go, bo program emitowano w godzinach mojej pracy. Widziałam finał. Po jego obejrzeniu wzruszyłam się i nawet popłakałam. Wygrał zasłużenie, bo był najlepszy. Pokazał zawodowstwo, dużo warsztatu, umiejętności i wiedzy.

Zadzwoniła Pani do niego z gratulacjami?
- Tak, od razu po zwycięstwie.

Jakie emocje towarzyszyły rozmowie?
- Przez kilka lat się nie widzieliśmy, więc w tej rozmowie trochę ich było.

A jak ze spotkaniami?
- Widzimy się w poniedziałek (7 stycznia – przyp. red.). Mamy zdjęcia, bo będziemy razem pracować przy Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Ja udzielam się charytatywnie w Dziecięcym Pogotowiu Opiekuńczym. Zresztą Maciek robił to razem ze mną, gdy chodził do MDK. Maciek będzie uczył na żywo tańca podczas finału Orkiestry na wrocławskim Rynku. On, pomimo tego, że zdobył sławę, nadal chętnie zajmuje się tym, co przed laty. Wraca do korzeni i docenia to, co się dla niego zrobiło.

O Maćku usłyszała teraz cała Polska. Pojawiał się w mediach. Czy nie obawia się Pani, że z tancerza-artysty, Maciek stanie się zwykłym showmanem?
- On jest artystą, bo jako artysta zaczynał. W tym programie było gros ludzi, którzy nie mieli takiego przygotowania i przeszłości jak Maciek. On po tym, jak rozstaliśmy się z zespołem, uczestniczył w bardzo dobrych, uznanych na świecie, projektach teatru tańca. Zwyczajnie się uczył, nie sprzedał się. Obok niego byli uczestnicy, którym się po prostu udało. Nie byli tak otwarci, jak on. Trudno uwierzyć, żeby program otworzył im oczy i duszę na rozwój artysty, bardziej na udział w show.

Kiedy Maciek został Pani podopiecznym, czuła już Pani, że kiedyś o nim jeszcze usłyszy?
- Było tak, ale nie tylko w jego przypadku. Sądziłam nawet, że raczej inni coś zrobią, nie on. Miałam kilka takich osób. Przypuszczam, że gdyby oni znaleźli się na castingu, to mogłoby się to potoczyć podobnie, chociaż jest w tym wszystkim sporo szczęścia. Maciek mógł wygrać przez to, że się rzucił na podłogę. Ale przyszedł też z bagażem wiedzy - czy to zadecydowało o wygranej? Raczej nie. Zdobył uznanie widzów dzięki temu, że był kontrowersyjny, potrafił się też bronić – coś w tym chłopaku jest!

To Pani nauczyła go rzucania się na glebę? Pewnie to pytanie nurtuje jurorów „You can dance!”.
- Nie. To było tak, że ja się uczyłam swojego warsztatu nauczyciela razem z nimi. Ta grupa miała okazję poznawać i uczyć się tańca współczesnego, który wtedy w Polsce dopiero się rozwijał. To były głównie warsztaty w Kaliszu, Bytomiu – u Jacka Łomińskiego. Ten taniec bazował na analizie ruchu i ciała w przestrzeni. Duży kontakt z podłogą, przemieszczanie się, duże amplitudy ruchu. Każdy mógł się wtedy wykazać. Maciek by taki nieograniczony w ruchu, szedł zawsze na całość. To nie tyczyło się tylko upadania na podłogę.

Ten brak hamulców musiał być czasem uciążliwy. Zdarzały się jakieś niebezpiecznie sytuacje?
- Były, owszem. Na koniec działalności naszego zespołu – Wrocławskiej Szkoły Tańca Współczesnego, mieliśmy spektakl w Teatrze Współczesnym. To był nasz pierwszy, co prawda prywatny, ale już profesjonalny występ. Nazywał się „Odbicie ulic” - byłam reżyserem i choreografem, aczkolwiek także grupa miała duży wkład w choreografię pewnych scen. Było kilka trudnych momentów – w jednym z nich Maciek musiał złapać w locie jabłko. To było bardzo dynamiczne, ułożone pod zespół Prodi. Dużo zależało od tego, gdzie poleci jabłko. Maciek zawsze za nim leciał. Niezależnie od tego, gdzie scena się kończyła. Raz tak gruchnął, że skończyło się to skaleczeniem. Zawsze drżeliśmy, że Maciek nie ma tego zahamowania. Mówiliśmy: „Maciek, nie łap tego jabłka, bo kiedyś zrobisz sobie krzywdę!”

Ostatnio jesteśmy świadkami wzrostu znaczenia kultury masowej tańca. Czy ten taneczny boom ma w ogóle jakiś sens? Czy przekazuje jakieś wartości?
- Pewnie, że przekazuje. Prosty przykład - gdyby nie takie programy, Maciek nigdy by nie wypłynął, ułatwiają start. Nawet jednorazowe warsztaty mogą dać sporo doświadczenia. To także krzewienie rozwoju fizycznego ciała, ruchu, poznawania obcych kultur. Pewnie, że można powiedzieć: „Ten program wypacza!”. Szczerze mówiąc, to komentują chyba tylko osoby, które siedzą w fotelach. Jestem za promowaniem tańca. A telewizja to najprostszy środek przekazu.

W Pani osobistych kontaktach z Maćkiem coś się zmieniło? Jest teraz gwiazdą, czy pozostał sobą?
- Jest moim Maćkiem, moim Florkiem, przychodzi do mnie do domu. Nawet nie Glebą, bo wtedy tak nie mówiliśmy. Jestem dumna z niego. Mało tego, teraz w lutym będzie jubileusz mojej pracy. Gramy dwa spektakle i Maciek tam będzie. Spotka się z ludźmi, z którymi zaczynał tańczyć. I to jest ciekawe – musi odtworzyć kilka choreografii sprzed lat. I teraz pytanie. Czy Maciek stanie z nimi i zatańczy? Pewnie że tak! Bardzo się na to ucieszył. Nie zrobił żadnego problemu: „Teraz nie zatańczę, bo jestem gwiazdą!” Przyjedzie i zatańczy. I to nie na zasadzie, że on da swoje solo. On po prostu musi zakasać rękawy i, tak jak 15 lat temu, wziąć udział w próbie.

Czyli jak jeden z wielu w szeregu?
- Oczywiście, że tak i to w szeregu ze swoimi kumplami z podwórka, z którymi zaczynał tańczyć. Faktem jest, że wszyscy się cieszymy z jego wygranej. Ale najlepsze klimaty panują właśnie wtedy, gdy człowiek wraca do korzeni. Myślę, że każdy ma takie dreszcze, ale nie dlatego, że będzie Maciek… Dlatego, że oni po tych kilku latach znowu się spotkają!

Ustaliliśmy, że jest Pani matką sukcesu Maćka, można więc powiedzieć, że Młodzieżowy Dom Kultury był domem, gdzie się ten sukces narodził. Czy istnienie tego rodzaju placówek ma sens?
- Pewnie, że są potrzebne. Domy Kultury powinny istnieć i spełniać swoje zadanie.

A jak jest z finansami? One też odgrywają przecież dużą rolę.
- W klubie prywatnym nigdy nie udałoby mi się zebrać takiej grupy jak w MDK. Dzieci nie byłoby na to stać. Maciek przyszedł z podwórka, jego mamie było wygodnie - zapłaciła kwotę o wiele mniejszą niż w szkole tańca. A dziecko było bezpieczne, pod opieką całej instytucji. Ja też się teraz zastanawiam, czy nie wysłać swojego dziecka do MDK. To może zapewnić mu kilka dróg rozwoju, ma przecież do wyboru wiele sekcji.

Przykład Maćka pokazuje chyba, że każdy, niezależnie od stanu materialnego, może osiągnąć sukces.
– Tak, Maciek nie był dzieckiem bogatych rodziców. A teraz jest gros takich rodziców, którzy…

…wypychają na siłę swoje dzieci?
- Tak, płacą duże sumy i dziecko co miesiąc jest wystawiane jak koń na wybiegu w konkursach. Myślę, że gdyby Maciek był w ten sposób traktowany, to zrezygnowałby. Bo właśnie w finale tego konkursu pokazał, że jest otwarty i spokojny. Tego się nie da zrobić pod presją w klubie prywatnym. Tam od razu czeka się na efekt.

Po wygranej Maćka pojawiły się telefony do Pani?
– Były, były. Ale u mnie nic się nie zmieniło. Wiele ludzi się dziwi, dlaczego ja tego nie wykorzystuję. Ja tak nigdy nie robiłam. O mnie świadczy moja praca. Ja po nim miałam i mam wiele osób, które akurat nie miały takiej szansy. Maciek ją dostał – pojawił się taki program. Jestem z niego dumna, ale nie wykorzystuję tego faktu. Nie stawiam go jako boga przed moimi uczniami teraz, tu w szkole. Maciek to nie jest cała moja twórczość, mam wiele innych rzeczy na koncie.

Rozpoczął się nowy rok. Czego życzyłaby Pani Maćkowi?
- Mnie się wydaje, że on idzie w dobrą stronę. Życzę mu, żeby to szło dalej. Z naszych rozmów wiem, że jest bardzo szczęśliwy. Wyjazd na Broadway to dla niego wielkie szczęście. Niech spełnią się jego marzenia o tańcu. On zostanie artystą, będzie się tym zawodowo zajmował.. Taki sam właśnie był klimat z Maćkiem. 12 lat, podobne problemy.

Była Pani dla nich surową „matką”?
- Tak, tak. Moi chłopcy nie byli takimi, którzy zaczynali tańczyć. To byli stuprocentowi faceci, ja ich wcale nie układałam. Charakteryzowało ich to, że byli dobrze ułożeni, kulturalni. Zawsze na imprezy przychodzili pod krawatem.

Pomimo tego, że z podwórka…
- Tak. To jest jeszcze to, co daje MDK - ta klasa. Imprezy, taniec – to wszystko wpłynęło na nich. Atmosfera na zajęciach była domowa. Tak samo na wyjazdach. Trzeba było ich dopilnować. Czy mają wszystko spakowane, czy są uczesani... Byli na szczęście bardzo otwarci. Potrafili dla mnie ubrać się w garnitur, na imprezie pocałować panią w rękę. Ludzie mówili wtedy „łał”, jaki zespół! Wynieśli więc na pewno klasę i pokorę.

Sumując, powiedziała Pani o żądzy sukcesu, która towarzyszy współczesnym rodzicom. Czy po wygranej Maćka zaczęli się u Pani pojawiać rodzice, którzy mówili: „Proszę zrobić z mojego dziecka kolejnego Florka”?
- Nie. Owszem, dużo ludzi mówi o tym, pojawił się taki moment zachwytu, ale ja nie wieszam tutaj swojego CV. Ludzie nie wiedzą, kim jestem. Wszyscy idą na salę i pracują. Pojawiają się też głosy, że skoro Florek wygrał 100 tys. złotych, to ja dostałam z tego jakąś część, że mam teraz pełno przywilejów. Wcale nie. Pracuję, chodzę do Pogotowia Opiekuńczego. Maciek przyjedzie i pójdziemy tam razem. Zostaliśmy normalni.

Rozmawiał Radomir Wit
*tekst ukazał się także w młodzieżowej gazecie "Echa z MDK-a" pod red. Agnieszki Mazur-Sztynek.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.