Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

66941 miejsce

Glenn Gould i jego CD 318

Mam wrażenie, że wybitny kanadyjski pianista, Glenn Gould (1932 - 1982), nie jest w naszym kraju zbyt znany. A przecież jego nagrania zabrała w kosmos sonda Voyager I. Skłamałbym twierdząc, iż należę do chlubnych wyjątków. Dlatego też z zainteresowaniem sięgnąłem po książkę Katie Hafner, którą w maju 2010 roku wydał Dom Wydawniczy Rebis.

Na okładce książki Glenn Gould w charakterystyczny sposób pochylony nad fortepianem. / Fot. Materiały promocyjne"Romanca na trzy nogi. Opowieść o życiu i muzyce legendarnego pianisty Glenna Goulda", bo tak brzmi pełny tytuł biografii napisanej przez korespondentkę New York Timesa, ma szansę uzupełnić naszą wiedzę na temat tego uznanego na świecie muzyka. Właściwie: geniusza muzycznego.

Już jako kilkuletnie dziecko, jeszcze nieumiejące czytać i pisać, rozpoznawał dźwięki, bezbłędnie je powtarzał, a wkrótce, za sprawą matki - nauczycielki muzyki posiadł umiejętność gry na fortepianie. Poza panią Florence, sztuki interpretacji uczył go jeszcze tylko Alberto Guerrero. Niebawem Glenn przerósł, jak przystało na geniusza, swoich nauczycieli. I jak przystało na niezwykłą osobowość wyróżniał się wśród innych różnego rodzaju fanaberiami, kaprysami, by nie powiedzieć dziwactwami.

Katie Hafner pisze o zamiłowaniu Goulda do izolacji, samotności dzielonej jedynie ze zwierzętami, którym nadawał imiona wielkich kompozytorów, takich jak Bach, Beethoven, Haydn, a także Chopin. Opisuje rzadko spotykany wśród pianistów zwyczaj podśpiewywania, machania ręką czy stukania nogą podczas grania, co przysparzało problemów realizatorom nagrań muzycznych. Te "efekty uboczne" są słyszane na płytach, które nagrał Glenn Gould. Hafner z dużą wyrozumiałością odnosi się do hipochondrii wybitnego pianisty. Bywało, że odkładał on słuchawkę, jeśli zorientował się, że rozmawia z osobą przeziębioną. Jednocześnie zasięgał porad zdrowotnych u kilku lekarzy, łykał ogromne ilości leków, wierzył nawet w to, że mieszkanie na wzgórzu uchroniłoby go przed zachorowaniem na raka (!). Zresztą wiara we wszelkiego rodzaju przesądy i zabobony była charakterystyczna dla tego niezrównanego wykonawcy "Wariacji Goldbergowskich" Jana Sebastiana Bacha.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Karoli Zalewski
  • Karoli Zalewski
  • 04.12.2010 20:54

Jeśli dla ciebie najważniejsze w tej książce było to, że artysta miał bałagan w domu (od tego zaczynasz recenzję) to... nie chce mi się z tobą gadać. Dla mnie, co uświadomiła mi ta książka, ważne jest to, że dzieło wykonawcze GG (bo był zjawiskowym pianista) tworzą trzy elementy: jego talent, instrument i stroiciel. Stąd pewnie romanca na trzy nogi. Pasjonująca w tej książce jest historia dążenia do doskonałości. Także (do) doskonałego stroiciela instrumentu. Czy zawsze uświadamiamy sobie ich rolę? No, ale dla ciebie to... najnudniejsze. I właśnie dlatego nie chce mis się z tobą gadać. Szkoda czasu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję Dominikowi Tomaszczukowi za dodanie filmiku.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 03.06.2010 08:39

Ekscentryczny muzyk. Zaciekawiła mnie jego postać i to dzięki tej recenzji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

5* Interesujące, takie ciekawostki z życia artysty.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.