Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

21684 miejsce

Glossa do biografii Andrzeja Brychta

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-07-08 10:52

Otrzymałem od czytelnika bezkompromisową krytykę. Taki wypadek wymaga pokory i rekapitulacji wydrukowanych w sieci opinii. Zastanawiam się, czy ja czegoś z tej biografii nie zrozumiałem, czy też ktoś umyślnie prowokuje mnie do jej rewizji.

 / Fot. http://www.wiadomosci24.pl/artykul/zapomniec_andrzeja_brychta_67650.htmlSzanowny panie Kowalewski.
Pana artykuł Zapomnieć Andrzeja Brychta to naprawdę straszne partactwo. Jest napisany niezgrabnie, koślawo i bez sensu. Widać na pierwszy rzut oka, że Pan nie czytał książek Brychta, a nawet jak by Pan je czytał to nic Pan z nich nie zrozumiał. Oceniam pana pisanie na piątą klasę podstawówki a ja osobiście w piątej pisałem lepiej. Nie zrozumiał albo nie przeczytał Pan książek Brychta i dlatego przeprowadza pan "atak personalny" na tego genialnego autora któremu nie sięga Pan do pięt. Co za podły wybieg
.
R

Po elektronicznym liście czytelnika artykułu, próbuję zrozumieć Andrzeja Brychta na nowo. Sięgam do niezwykle bogatego archiwum w bibliotece TVP i otwieram grubą teczkę z wycinkami na temat pisarza. Ileż tam jadu i żółci tuzów z tzw. "środowiska". Dzwonię do red. Bohdana Tomaszewskiego, ale słyszę, że dzisiaj należy ważyć słowa. Mówi, że właściwie spotkał go kilka razy na korytarzu w "Kulturze". Zastanawiam się, ile partnerzy Brychta muszą mieć "za uszami", by się tak mocno wić i unikać wypowiedzi na jego temat... Zawsze coś przecież muszą powiedzieć o sobie oceniając nieżyjącego od dziesięciu lat pisarza. W dzisiejszych, jakże barwnych, czasach to niewygodne, a nawet niebezpieczne.

Podobnie wykręca się od rozmowy na temat Brychta profesor Andrzej Werner, autor recenzji ekranizacji "Dancingu w kwaterze Hitlera" w reżyserii Jana Batorego. Do diaska, przecież znali go, widywali się z nim, a nawet pili plotkując o Bogu i wszystkich świętych na tej Ziemi. Temat tej niejednoznacznej biografii to dzisiaj jajeczko cokolwiek nieświeże. Słucham zachowanych na starych taśmach wywiadów z pieszczochem komunistycznej władzy, ale w słowach Brychta nie ma nic z propagandy. Chyba jedynie krytyka i złość do ludzi, że nie potrafią doceniać wartości życia a zafascynowani są ideologią i obietnicami, jakie ona niesie. Powinno się czerpać z uroków życia tu i teraz. On właśnie próbował to robić, nie zawsze z dobrym skutkiem. Trafia do moich rąk personalna teczka Tajnego Współpracownika SB (pominę pseudo i cytaty) z raportami na Marka Nowakowskiego i rówieśników debiutujących razem z Andrzejem Brychtem. Pisarz prowadzi ożywioną korespondencję urzędową, a nawet wysyła kartki świąteczne do oficerów prowadzących jego kolejne misje.

Im bardziej zagłębiam się w dossier autora wierszy i reportaży, tym bardziej robi się "smieszno i straszno". Łatwo potępiać uwikłanego w niezrozumiałe dla nas realia epoki, która pamiętamy jako okres szczęśliwego dzieciństwa. Nawet biednego Steda posądzano o romans z tzw. służbami, bo zjeździł świat otrzymując liczne stypendia. Jakoś nikt nie wspomina przy tym o talencie Stachury do języków obcych i dorobku pisarza. Brycht jednak potrafił ranić bliźnich do żywego prowokując moralistów do bezwzględnych ocen. Ojciec, który odbija synowi żonę zasługuje na potępienie i wzgardę kobiet. Dziennikarki, do których trafiłem nie pozostawiają na nim suchej nitki. Potępiają go jako człowieka i krytykują twórczość Brychta. Oglądam "Raport z Monachium" w reżyserii Jerzego Ziarnika. Koledzy ze stołecznego SPATiF- u uznali to po latach za ohydny paszkwil.

Współcześni Brychta, jak red. Wojciech Giełżyński proponowali wciągnąć książkę na listę obowiązkowych lektur szkolnych. Rzeczywiście, mimo zniszczonej, czarno-białej kopii wideo, ogląda się to po latach z zapartym tchem. Kreacja Ryszarda Filipskiego jest porywająca. Tekst Brychta jest sugestywny, język żywy, co przyznaje jego przyjaciel, Ernest Bryll. Cytuje stary, obiegowy szlagwort: "Bryll i Brycht, więcej nicht".

Roman Śliwonik, także poeta, chadzając z Brychtem prowokował nadwiślańskich chuliganów do bokserskich pojedynków. Razem wyglądali, jak Pat i Pataszon. Lubili się bić, lubili pić, kochać się, a nade wszystko mieli to samo przekonanie o wyjątkowym talencie, jakim ich Bóg obdarzył. Niestety, nie wszyscy podzielali tę opinię w stosunku do twórczości Brychta. Walczył o swoje zaistnienie wszelkimi, dostępnymi metodami i to się mści po latach minionych od śmierci na emigracji za Oceanem. Proszę kolegę z Kanady o odszukanie mogiły pisarza, ale w Hamilton jest 11 cmentarzy, więc to musi potrwać. Nikt tam nie słyszał o Andrzeju Brychcie, a w kraju też na jego temat niewiele wiadomo. Śmierć cywilna jest ceną za oceny środowiska emigracji politycznej i polskich elit drukowane w "Azylu politycznym", "Opowieściach z tranzytu". Pisał je zgodnie z zasadą: "Pojechałem, Zobaczyłem i Przyp....liłem".

Taki był, tak zwykł postępować i za to płacił cenę każdego dnia, całymi latami. Dzisiaj członkowie literackich elit unikają mówienia o Andrzeju Brychcie. Zgadzają się na rozmowę bez ukazywania twarzy, personaliów, a jeżeli decydują się na rozmowę, to wolą raczej unikać wzajemnych powiązań z autorem "Czerwonego węgla". Nawet partyjny dygnitarz Aleksander Syczewski, wysyłający go do Wietnamu woli pozostać w cieniu i już nie pamięta, jak wygłosił płomienne przemówienie, w którym wszem i wobec wieszczył, że misja ta pozwoli przemienić się marnotrawnemu synowi na wzór biblijnego Szawła i odnowiony moralnie Paweł będzie wreszcie polskim Steinbeckiem, o wiele lepszym od amerykańskiego pisarza... A jednak los Andrzeja Brychta nikomu z moich rozmówców nie daje spokoju.

Trudno przejść nad tym życiem, tą twórczością, do porządku dziennego, wymazać z literatury polskiej to nazwisko. Jeżeli wspominam go, to nawet nie gwoli przypomnienia literackiej spuścizny, ale jako memento tragicznego losu pisarza. Jak mawiał felietonista "Kisiel", nie jest to profesja, a jedynym dowodem, że jest to zawód są smutne przypadki osobistego zawodu, jaki doznaje pisarz po opublikowaniu lub zatrzymaniu jego dzieła przez cenzurę. Iluż pięknych i młodych "kaskaderów literatury" pisząc własną krwią, flegmoną i spermą poległo w starciu z rzeczywistością... Bursa, "Sted", Wojaczek, Hłasko, starszy Grochowiak wreszcie Brycht... Pisarstwo, to naprawdę śmiertelnie niebezpieczne zajęcie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Marek Szaj
  • Marek Szaj
  • 17.03.2011 21:01

Ja uwazam Brychta za super pisarza a Zmienna ogniskowa i Azyl polityczny za rewelacje a jesli chodzi o odbicie synowi zony to raczej uwazam to za przysluge bo co ta dziewczyna byla warta jesli znecila ja Kanada to raczej syna nie kochala

Komentarz został ukrytyrozwiń
Aldona Wolniak Mikolajczyk
  • Aldona Wolniak Mikolajczyk
  • 10.11.2010 02:59

Odnalazlam mogile Andrzeja Brychta,zajelo mi to tylko 4godz.(lacznie z dojazdem)Zrobilam zdjecia .Jutro tz.w srode zaniose kwiaty oczywiscie bialo-czerwone.

Komentarz został ukrytyrozwiń

dobrze napisane

Komentarz został ukrytyrozwiń

Za głowę na karku. Dobre pióro. Za udaną odpowiedź na krytykę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

{+} Za pamięć o powoli spychanych w zapomnienie pisarzach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.