Pozycja materiału w rankingach:
Kilka dni temu, Robert Dorabiała pisał* o naciskach ze strony UE, która żąda złagodzenia polskiego zakazu upraw GMO. Dziś okazuje się, że nawet wielki autorytet kościoła, abp Józef Życiński przekonuje: nie trzeba bać się GMO. Czy słusznie?
Zdumiał mnie barbórkowy prezent, jaki abp Józef Życiński zrobił koncernom biotechnologicznym. Jak podała dziś PAP, we wtorek 4 grudnia hierarcha wezwał wiernych, aby nie bali się żywności modyfikowanej genetycznie. Abp Życiński przypomniał, że w przeszłości ludzie wielokrotnie straszeni byli złymi skutkami, które miałyby przynieść nowe wynalazki. Nawiązał do XIX-wiecznych przewidywań mówiących, że podróże koleją z wielką na ówczesne czasy prędkością 30 km na godzinę, będą szkodliwie odbijać się na ludzkim wzroku. - Pewien typ odwagi jest konieczny, aby społeczeństwo mogło istnieć i normalnie funkcjonować - przekonywał abp Życiński. 
Zobacz także:
Artykuły
(22)
Galerie
(14)
Średnia ocen
(4.76)
Wiek: 48 | Miejscowość: Gliwice | Kraj: Polska
O mnie: Gliwiczanka z kresowymi korzeniami, z wykształcenia i zamiłowania biolog.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Mirosława Kasowska 28.03.2008 11:15
+ za tekst i lekkostrawne przybliżenie sprawy. Merytorycznie w tym względzie się nie wypowiadam, bo nie mam wiedzy w tym zakresie, ale uważnie czytam.
Katarzyna Lisowska 07.12.2007 22:11
Marta, akurat organizmy użytkowe GMO to nie jest moja działka. Jednak jest mi z pewnością łatwiej wniknąć głębiej w te wszystkie zagadnienia, poszukać literatury i sprawdzić pewne informacje. Staram się to robić rzetelnie.
Robercie, a więc najpewniej ten artykuł sygnowany "abp Paetz" to jednak fałszywka. Zdziwiło mnie w tym tekście, że jeden arcybiskup wyraża się o drugim per "hierarcha kościoła katolickiego" - zabrzmiało to sztucznie, dlatego m.in. nabrałam podejrzeń. Bez względu na tożsamość autora tekst ten zawiera dość ciekawe supozycje, które, przyznam, nie przyszłyby mi w ogóle do głowy. Oczywiście prawdy, w sensie motywacji abp Życinskiego, raczej nie dojdziemy.
Uporałam się w końcu z odpowiedzią na list arcybiskupa, mogę więc teraz podzielić się swoimi odczuciami.
Po pierwsze, z lektury listu zorientowałam się, że abp ma dość sporą wiedzę o ROZNYCH aspektach GMO. Nie jest to więc raczej kwestia nieporozumienia, że powiedział w swojej homilii coś, co zostało przekręcone przez prasę.
Po drugie, najwyraźniej abp nie jest zbyt dogmatyczny, ze spokojem przechodzi do porządku nad faktem patentowania przez koncerny całych żywych orgaznizmów. Nie mnie wypowiadać się o kanonach wiary, ale myślałam, że to raczej Pan Bog jest właścicielem "patentu".
Po trzecie, podobnie jak Marta i Maciek zaskoczona byłam określeniem mojej postawy jako "romantycznej", co zresztą nie zabrzmiało zbyt pochlebnie w kontekście całej wypowiedzi. Dobrze, że nie zostałam zaliczona do "radykalnych ekologów" :)
Generalnie, nie przekonał mnie Arcybiskup swoją argumentacją o "uwalnianiu wiernych od strachu przed skutkami spożywania GMO". Wolałabym, że by z równą troską podnosił społeczną śwaidomość odnośnie zagrożeń ze strony wielkich korporacji specjalizujących się w GMO.
I nie wierzę, że ten "efekt aureoli" powstał przez przypadek. Niemożliwe, żeby Arcybiskup nie znał siły oddziaływania mediów, które teraz dzięki Niemu trąbią: nie należy bać się GMO. I żeby nie był świadom, że własnie toczy się dyskusja nad kształtem polskich przepisów.
W tym duchu odpisałam Arcybiskupowi.
Katarzyna Lisowska 07.12.2007 21:20
Paweł, problem głodu na świecie nie wynika z tego, że jest za mało żywności - tylko z tego, że w niektórych regionach swiata nie ma jej za co kupić. Sprzedawanie rolnikom drogiego ziarna siewnego GMO i pobieranie od nich opłat licencyjnych nie pomoże ich nakarmić.
Wyższe zyski z upraw GMO mają się brać z tego, że roślina GMO "produkuje" bardziej wydajnie. Paradoksalnie, to ma też negatywne skutki - prowadzi do szybszego jałowienia gleby. To zmusza do stosowania większej ilości nawozów, to z kolei generuje dalsze koszty. Na dokładkę, odmiany Bt (z genem toksyny zabójczej dla bezkręgowców) powodują ubożenie gleby ponieważ są toksyczne także dla mikroorganizmów glebowych. Problem w tym, że nie wszystkie odmiany transgeniczne produkują tak wydajnie jak miały to robić. Znam dane głównie ze stron organizacji konsumenckich, więc postaram się sprawdzić, czy są poważniejsze publikacje na ten temat. Jednak sporo się o tym mówi (pisze), więc sądzę, że "coś jest na rzeczy".
Jak znajdę coś ciekawego, to Ci podeślę.
Paweł Skawiński 07.12.2007 19:59
Dzięki za reakcję i linki. Muszę dokładniej się temu przyjrzeć, bo jeszcze nie siedziałem nad tą sprawą. Wszystkie dane statystyczne zawsze oglądam dwa razy zanim je podam i tutaj mogą pojawić się wątpliwości.
I tak:
1. Bardzo głośny i aktualny problem samobójstw rolników niekoniecznie musi być winą modyfikowanego ziarna. Bardzo zły jest system substydiowanych kredytów dla rolników. Tutaj daje plamę rząd i władze poszczególnych stanów, ponieważ m.in. dodatkowym kosztem udzielenia kredytu jest łapówa, nie wspominając o tym, że jak kiepskie są zabezpieczenia (odszkodowania) na wypadek klęsk żywiołowych. A te zdarzają się na subkontynencie bardzo często i nie mówię tu o jednorazowym tsunami ale o regularnych powodziach.
Klęski żywiołowe mogą być więc również powodem niższych plonów i strat rolników. Podkreślam, że mogą być, nie wiem jak autorzy artykułu tak jednoznacznie określili przyczynę strat. Aha dodatkowym, częstym powodem samobójst jest też przymusowy wykup ziemi pod inwestycje infrastrukturalne: odszkodaowania są śmiesznie niskie, poza tym wyrzuca się ludzi z ziemi, z którą są związani od pokoleń (np. sprawa tamy na rzece Narmada). Liczba 2,5 tys. samobójstw rocznie robi wrażenie - trzeba jednak zapytać czy jedynym powodem nieszczęścia tych ludzi jest ziarno GMO.
Mogę tutaj wyglądać jak jakiś PRowiec Monsanto ale tak jak nie lubie propagandy ze strony korporacji tak samo patrzę na ręce trzeciemu sektorowi.
2.Przykład z drugiego linku pokazuje jak państwo może bronić obywateli przeciw nieczystym praktykom biznesu. Zaworem bezpieczeństwa jest rzetelny trzeci sektor jako grupa nacisku. W Indiach działa to nadspodziewanie dobrze, mimo że to kraj łapówkarski. Jeśli można prosić o więcej linków, zwłaszcza dot. Indii to podaje maila: skawel@gmail.com
3. Oczywiście nie twierdzę, że Monsanto chce nakarmić świat - nie jestem naiwny. Moje pytanie brzmi, czy GMO może nakarmić świat, któremu grozi przeludnienie (zwłaszcza Azji)? I czy cena jaką za to zapłacimy jest niższa lub wyższa niż liczba osób, które można uratować od głodu lub niedożywienia.
serdecznie pozdrawiam
Paweł
Katarzyna Lisowska 07.12.2007 17:26
June 22, 2007
The Government of the State of Andhra Pradesh (AP) is issuing an Ordinance restricting the maximum sale price of 400 g of Bt cotton seed required for an acre to Rs. 750. The package also includes 50 g of non-Bt cotton seed to plant the refugium. This Ordinance is being bought in to ostensibly protect the farmer, after the Central Government removed cotton from the protected list of essential commodities.
http://www.gmofoodforthought.com/2007/06/control_of_bt_cotton_seed_pric.htm r
Rząd stanu Andra Pradesh wyznaczył cenę maksymalną na ziarno modyfikowanej bawełny - właśnie po to, aby zapobiegać opisanym wyżej nieszczęściom. Tego nie wiem dokładnie, ale to jest chyba cena o połowę niższa niż wcześniej żądała firma Monsanto. Pytanie, czy Monsanto naprawdę prowadziła w Indiach politykę "nakarmimy 3 świat"?
Katarzyna Lisowska 07.12.2007 17:16
Paweł, odpowiem ci poniższym cytatem ze strony
http://www.zmag.org/Sustainers/Content/2004-02/19shiva.cfm
In 1998, the World Bank's structural adjustment policies forced India to open up its seed sector to global corporations like Cargill, Monsanto, and Syngenta. The global corporations changed the input economy overnight. Farm saved seeds were replaced by corporate seeds which needed fertilizers and pesticides and could not be saved.
As seed saving is prevented by patents as well as by the engineering of seeds with non-renewable traits, seed has to be bought for every planting season by poor peasants. A free resource available on farms became a commodity which farmers were forced to buy every year. This increases poverty and leads to indebtedness.
As debts increase and become unpayable, farmers are compelled to sell kidneys or even commit suicide. More than 25,000 peasants in India have taken their lives since 1997 when the practice of seed saving was transformed under globalisation pressures and multinational seed corporations started to take control of the seed supply. Seed saving gives farmers life. Seed monopolies rob farmers of life.
Monocultures and uniformity increase the risks of crop failure as diverse seeds adapted to diverse ecosystems are replaced by rushed introduction of unadapted and often untested seeds into the market. When Monsanto first introduced Bt Cotton in India in 2002, the farmers lost Rs. 1 billion due to crop failure. Instead of 1,500 Kg / acre as promised by the company, the harvest was as low as 200 kg. Instead of increased incomes of Rs. 10,000 / acre, farmers ran into losses of Rs. 6400 / acre.
In the state of Bihar, when farm saved corn seed was displaced by Monsanto's hybrid corn, the entire crop failed creating Rs. 4 billion losses and increased poverty for already desperately poor farmers. Poor peasants of the South cannot survive seed monopolies.
And the crisis of suicides shows how the survival of small farmers is incompatible with the seed monopolies of global corporations.
Krótko mówiąc od czasu, kiedy mechanizmy rynkowe zmusiły Indie do otwarcia rynku dla koncernów produkujących GMO zanotowano wiele niepokojących zmian społeczno-ekonomicznych. Biedni rolnicy skuszeni obietnicami wielkich zyskówpozaciągali kredyty, których potem nie mogli spłacić. Plony nie osiągały obiecanej wysokości a anwet były katastrofalnie niskie. To doprowadziło do fali samobójstw czy takiego procederu jak sprzedaż nerki do celów transplantacyjnych.
Czy to wystarczy zamiast komentarza?
Paweł Skawiński 07.12.2007 15:39
W drugim poście Asen zwrócił uwagę na ważną kwestię; czy przypadkiem GMO nie rozwiąże problem głodu na świecie? W ostatniej Polityce ukazał się artykuł Rotkiewicza 'Bieda piszczy i się kurczy', gdzie czytamy, że dzięki odpornym uprawom GMO można uzyskać plony większe nawet o 70 proc. od obecnych, przy użyciu o połowę mniejszej ilości nawozów.
Można na to odpowiedzieć, co nas to obchodzi - niech sobie tam uprawiają GMO, nie będą głodować. Ale przecież kraje trzeciego świata tak naprawdę produkują na eksport jedynie żywność i długo się to nie zmieni. Unia i tak już utrudnia handel żywnością z tymi krajami, a jeśli wprowadzą one GMO, rynek europejski zostanie zamkniety na amen. Więc może nie będą głodować ale nie ruszą z miejsca, bo nie będą nic produkować (to mit, że zachodnie fabryki w trzecim świecie, przyczyniają się do jego wzrostu).
Wcale przy tym nie neguje zagrożeń związanych z zaburzeniem bioróżnorodności na świecie, czy problemem urywających się spod kontroli wielkich korporacji (kiedyś jak ktoś krzyczał o korporacjach nazywany był oszołomem, teraz krzyk podnieśli już nobliści z dziedziny ekonomii). Ale jestem ciekawy jak autorka artykułu zareaguje na powyzsze kwestie.
pozdr.
Marta Wieszczycka 07.12.2007 13:42
"Nie było moim celem podejmowanie w homilii dyskusji nad przyszłością polskiego rolnictwa. Chciałem tylko uwolnić od lęku rodziny drżące, że przypadkowo kupiona w sklepie żywność transgeniczna zagraża życiu ich dzieci"
No widzisz? Dokładnie to co napisałam. Ten człowiek widzi tylko jeden aspekt (absurdalne obawy "a co będzie jak coś takiego zjem?") a nie widzi problemu (co będzie, jak silniejsze uprawy GMO zniszczą odmiany, których może wcale byśmy nie chcieli stracić?). Prześlij mu link do swojego artykułu o rolniku, którego to spotkało.
I tak jak doceniam, że Ty (specjalista) wypowiadasz się temacie, na który się świetnie znasz, tak dziwi mnie, że ktoś, kto nie ma takiej wiedzy próbuje Twoje argumenty nazwać "romantyzmem".
Swoją drogą to co zrobił arcybiskup swoim wezwaniem do wiernych nomen omen nazywa się w marketingu "efektem aureoli" ;)
Katarzyna Lisowska 07.12.2007 10:01
Poniżej wklejam fragmenty z listu od arcybiskupa Życińskiego. Ponieważ jeszcze nie odpowiedziałam na jego list to nie zamieszczam tutaj mojego komentarza na temat tych wypowiedzi - myslę, że należy się to w pierwszej kolejności Arcybiskupowi.
" [...] gdy pojawiła się praktyka patentowania organizmów, Biskupi Amerykańscy ocenili ją zdecydowanie krytycznie w dokumencie poświęconym badaniom genetycznym. Z kolei ich krytyka spotkała się z tak miażdżącą oceną środowisk akademickich, ze po miesiącu konsultacji Biskupi przeprosili za wcześniejsze stanowisko i uznali celowość patentów w tej dziedzinie."
"doprawdy trudno mi zrozumiec „romantyczne” podejście wyrażone w Pani liście. W przeszłości przejawem podobnego romantyzmu była marksistowska praktyka ignorowania praw autorskich. Można byłoby ją także uzasadniać, że talent jest darem niebios i nie wolno go czynić przedmiotem handlu. Tymczasem ewolucja kulturowa poprowadziła jednak w innym kierunku."
"Nie było moim celem podejmowanie w homilii dyskusji nad przyszłością polskiego rolnictwa. Chciałem tylko uwolnić od lęku rodziny drżące, że przypadkowo kupiona w sklepie żywność transgeniczna zagraża życiu ich dzieci"
"Nie podejmowałem kwestii finansowych zysków towarzyszących debacie. Jest to czynnik niebagatelny dla obydwu stron i rozmija się z faktami sugestia, że tylko zwolennicy GMO chcą robić biznes."
Marcin Kowol 07.12.2007 09:03
Plus za obiektywizm i brak radykalizmu.
Artykuł daje od myślenia, a poza tym uświadamia jak usiłują manipulować nami koncerny.
Sondaż TNS Polska: Platforma w górę, PiS i Ruch Palikota mocno w dół
(odsłon: +3781)