Pozycja materiału w rankingach:
Sama nazwa GMO na wielu ludzi działa drażniąco. Mądrzy znawcy zagadnienia uśmiechają się pobłażliwie, a jeszcze inni zupełnie nie wiedzą, o co chodzi, ale ponieważ jest to grzebanie w genach, czyli poprawianie dzieła Bożego, są na "nie"!
Problem pojawił się w już chwili, gdy Francis Crick i James Watson rozszyfrowali zasady funkcjonowania kodu genetycznego. Wtedy zrodziły się pierwsze myśli o wykorzystaniu tej wiedzy. Skoro wiemy jak odbywa się zapis i przekaz informacji w komórkach żywych, to znajdziemy metodę, aby naprawić to, co jest uszkodzone. Zobacz także:
Artykuły
(60)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.22)
Wiek: 60 | Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
O mnie: Internet uważam za doskonałe narzędzie do wykorzystania w wielu dziedzinach życia człowieka, a rozwój cybernetyki za sposób uwolnienia ogromnej części tego czasu, który przeznaczamy na pracę zarobkową. Fascynuje mnie wdrażanie mechanizmów... więcej
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Piotr B 06.09.2011 16:36
Niebezpeczenstwo polega takze na tym, ze zmodyfikowane geny koduja takze inne rodzaje bialek. W perspektywie oznacza to ryzyko nowotworow i choroby prionowe.
Marek Jurkiewicz 06.09.2011 13:12
Dylemat dla ekologów: w jednym z krajów UE, bodajże Hiszpanii, udało się uzyskać gatunek ziemniaka, z którego można wytwarzać papier. Oprotestować, bo GM, czy cieszyć się, że zmniejszy się potrzeba wycinania lasów? Rozmawiałem kiedyś z panem z Greenpeace, "polującego" na ulicy na darczyńców (a nawet bym wpłacił, ale wpłaty jednorazowe przyjmują "z łasko swojej", cwaniaki naciągają na "abonament"), spytałem, czy ma jakąś broszurkę, którą mógłbym wziąć do domu i dokładnie przeczytać, a ten na to, że "oszczędzają papier i każda kartka się liczy".
Ludzie opowiadający kretynizmy, że GMO to jakieś zmutowane, pewnie jeszcze radioaktywne nie-wiadomo-co i jak ktoś zje genetycznie zmodyfikowaną truskawkę, to mu trzecia ręka wyrośnie, niech się najpierw zastanowią, czy kiedykolwiek w życiu jedli banany i czy po zjedzeniu lądowali na OIOM-ie, czy wystarczyło po prostu odtrucie.
Niebezpieczeństwo polega na tym, że wprowadzenie nowego organizmu do ekosystemu może grozić katastrofą ekologiczną (tzw. gatunek inwazyjny), ale to akurat nie jest zależne od samego faktu modyfikacji genetycznej. Podam przykład - karpie wielkogłowe, które pewien pan sprowadził z Azji, ale podczas powodzi się "wydostały". Ten gatunek jest niezwykle żarłoczny, mnożą się tak, że po prostu linknę http://www.youtube.com/watch?v=nc-e8EGkLMo . Gatunek przedostał się do Wielkich Jezior, co grozi katastrofą na niewyobrażalną skalę. Jeśli takie rybki się wydostały, co dopiero mówić o zbożach i w ogóle roślinach wiatropylnych.
Mam jednak wrażenie, że ludzie protestują nie przeciwko samemu zjawisku, a przeciw nazwie. Żadne argumenty ich nie przekonają, tak samo jak w przypadku elektrowni atomowych, bo jest przecież "atomowa", tak jak bomba, więc wybuchnie.
Siostry lekkich obyczajów. Film o holenderskiej prostytucji. [Youtube]
(odsłon: +277)