Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

142640 miejsce

Godzina więcej, godzina mniej

Zwykłem podróżować we śnie, a że wojaże w nieznane uwielbiam ponad wszystko, śpię chętnie i w miarę możliwości długo.

Szczególnie lubię odwiedzać was, ludzi. Dziw bierze jak różnorodni jesteście w swoich snach i jak zabawni. Nie, nie podglądam was, ot przechodzę. Bywa, że takie odwiedziny, mają swój ciąg dalszy, przeradzając się w znajomość, a nawet zażyłość, lecz to zupełnie inna para kaloszy i nie będę nad tym się rozwodzić – tajemnica zawodowa. Są między wami tacy, którzy w przedziwny sposób wyczuwają moje nadejście, co powoduje zmianę temperatury i barwy snu.

Na przykład, wpadłem kiedyś do gościa, który stojąc na potężnej płachcie blachy spadał z wieżowca. Darł się wniebogłosy, nie wiedząc ile jeszcze zostało mu czasu, nim uderzy o ziemię. Wydawało się, że ogarnięty pierwotnym lękiem nie będzie w stanie dostrzec niczego poza zbliżającą się nieuchronnie śmiercią. On jednak spostrzegł mój cień, opanował lęk i przemieniwszy stal w dywan poderwał się do lotu, wykorzystując wyimaginowane prądy wznoszące. Przysiadłem na latającym dywanie na chwilę. Odbyliśmy krótką pogawędkę podczas której nie nazywał mnie inaczej niż świętym tureckim. Nie wiem dlaczego. Kiedy już opuszczałem jego sen uszu mych doleciał krzyk. Obejrzawszy się dostrzegłem, że znów spada, wpity stopami w śliski metal. Dziwny człowiek.

Inny, a właściwie inna, w zasadzie nie pierwszej już młodości dama. O właśnie! Dama nie pierwszej młodości, przebierając nogami w miejscu udawała, że ucieka przed cieniem, który też udawał, że ją goni. Korytarz, w którym odbywało się to dziwowisko, spowity był ciężkim dymem z pochodni wiszących u stropu, bez żadnego mocowania. Ogarnięty cieniem, byłem przekonany o swej niewidzialności, kiedy nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko uległo zmianie. Miast korytarza-alkowa, miejsce pochodni zastąpiły świece osadzone w zdobnych kandelabrach. Też dymiły paskudnie, ale przynajmniej pachniał ten czad ni to waniliowo, ni rumiankowo, no zapach jakiś. Sama dama, jakby odmłodniała i schudła, już nie spocona, wystrojona w tiule wołała na mnie z łoża:
- Edmundzie!
Tęsknie: - Edmundzie!
Jakby: Chodź tu do mnie natychmiast.
- Edmundzie!

Kryjąc twarz za rumieńcem odrzuciła tiule. I wiecie co? Myliłem się, ona wcale nie odmłodniała, nie schudła, lecz uczucie do Edmunda (kimkolwiek by był niech mi wybaczy to czego nie opowiem)i okoliczności, uczyniły ją zjawiskowo piękną. Jakiś czas później, wymykając się z alkowy, usłyszałem za plecami tupot. Znów przebierała nogami klaszcząc stopami pośrodku ponurego korytarza…
- Morfeuszu! Gadasz przez sen!

Wybaczcie, pora mi iść, to mój stryj. On nie lubi jak śpię. Mówi, że sen to domena umarłych. Taki zawodowy dowcip. Terminuję u niego, ale to nie dla mnie robota. Wy nie odchodźcie, pośpijcie sobie jeszcze trochę. I pamiętajcie, żeby w sobotę przestawić zegarki, by w niedzielę zostać po tej stronie godzinę dłużej.
- Wcale nie śpię Tanatosie! Już idę.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: zmiana czasu


Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Bomba:) a mi przyszło na myśl skojarzenie z moimi osobistymi kartkami PAMIĘTNIKA ARTYSTY, które czasem popełniam:)

Patrzę.
Uważnie.
Słucham.
By…jak najwięcej usłyszeć, jak najwięcej widzieć…
Uczyć się od ptaków: lekkości lotu, od niezapominajek błękitu, od wiatru oddechu świata. Otwierać zmysły, duszę… na badyle, kamyki, szum we włosach. Na raptowne burze i niemrawe poranki, długie jak wieczność. Na cień księżyca, w którym sny – nie sny, są jawą – nie jawą.
Posmakować zamkniętego lata w drobince soku, zapamiętać jego niepowtarzalny smak chwili, ulotności. Albo zamarznąć w skałę lodu, zatrzymać na moment wieczność, przesunąć czas… może pamiętam o lecie?
Przycupnąć za dniem wczorajszym, niech pozostanie w tyle.. popatrzeć na jutro, na światło,
na horyzont.
Więc co jest przede mną? Co za mną?
Patrzę.
Uważnie.
Słucham.
Znów... iść przed siebie i patrzeć pod nogi. Rozgarniać delikatnie źdźbła trawy i nie zdepnąć biedronki… zapamiętać lekkość myśli.
Zatonąć, pofrunąć, popłynąć… unieść się wysoko i widzieć co nisko…
Przesypywać piasek codzienności i zanurzać w nim stopy brnąc po kostki. Milczeć by słyszeć. Choćby to miał być własny oddech… a może właśnie dlatego?
Patrzę.
Okruchy minionego czasu strzepnąć z siebie, w drobinkach piasku zagubić, pomieszać z innymi. Niech szukają swojej klepsydry.
Uważnie.
Że bardziej nie można…
Słucham… BEAta Pflanz – marzec/2008

Komentarz został ukrytyrozwiń

Edmundzie - była to moja osobista Fumcia, ktora ani rusz nie mogła zrozumieć tej hecy z przesuwaniem wskazówek. Ma własny zegar w psiej łepetynie, więc mój sen uleciał nie wiadomo gdzie, pod dotknięciem kosmatych łapek i wilgotnego nosa. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 25.10.2009 00:58

a u mnie coś nie tak, powiedzą co niektórzy,..................... te wiersze, ta muzyka, ta północ, u mnie stoi, i w tym roku go nie będę przestawiał na złość redaktorom, ku radości redaktorkom!!!!!!!!!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zabawny, lekki tekst, no i tym razem nie zapomniałam przestawić zegarka:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

5...Ja też pobawię się w czarodzieja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cofnę czas. Zrobię takie czary :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo mnie to cieszy i nie zapomnij cofnąć czasu Ewo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

5*. Podoba mi się.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.