Facebook Google+ Twitter

Golec uOrkiestra: Nasza muzyka porusza, wzrusza i trafia do ludzi

O tym, co rozpala każdego górala, złotych radach babci Helenki i normalności, która nie jest atrakcyjna dla mediów rozmawiam z najbardziej charakterystycznym polskim zespołem Golec uOrkiestra.

 / Fot. Tomek FritzGolec uOrkiestra na Tegorocznym 50. Festiwalu w Opolu zdobył, aż cztery nagrody deklasując współwystępujących. Tym samym potwierdził, że Polacy wręcz kochają ich muzykę i ich prawdziwość. W rozmowie z bliźniaczym duetem Pawłem i Łukaszem pytam o ich najnowszy hit, patriotyzm i skąpo ubrane dziewczyny.


Nie sposób nie zapytać o najnowszy utwór ,,Młody maj”. Śmiało mogę go porównać do poezji pisanej ku obronie najwyższych wartości, takich jak właśnie poruszona tu miłość do ojczyzny.

Paweł Golec: Każdy ma prawo do własnej interpretacji i porównań. Pani pięknie porównała nasz utwór do poezji pisanej, ale spotkaliśmy się też z zupełnie odmiennymi określeniami tej piosenki.

Jakimi?


P:Niektórzy pytają, jak można kochać i wierzyć w ten kraj, kiedy panuje wszechobecne niezadowolenie społeczne. Podkreślam, że przesłanie utworu wznosi się wysoko ponad jakąkolwiek politykę, uświadamiając nam wszystkim, że pomimo takich czy innych wad miejsca, w którym przyszło nam żyć, może być ono dla nas najbardziej urokliwym zakątkiem na ziemi, którym nie sposób się nie zachwycać.

A czym jest dla Was patriotyzm?

Łukasz Golec:
Patriotyzm to nie tylko wielkie symbole, ale również umiłowanie tego, co nas otacza – na przykład naszych gór. Widok rozkwitających jabłoni, bzu i śpiewających ptaków zapiera dech w piersiach każdej osoby, odwiedzającej Milówkę, i to nie tylko w maju. Na pewno wiosna jest urokliwa na całym świecie, ale u nas w Polsce w szczególności. O tym jest ta piosenka i być może stanowi ona wyraz naszego patriotyzmu, ale nie nam to oceniać.
P: Trudno wypowiadać się, czym jest patriotyzm dzisiaj i jakie formy obiera. Myślę, że dla każdego Polaka jest czymś innym. Dla nas – właśnie tym prostym zachwytem nad konkretnym miejscem.

Tym samym przydałby się przepis, dla ludzi zapracowanych czy lekceważących, na dostrzeganie pięknych drobiazgów, które Nas otaczają i sprawiają, że świat staje się lepszy.
 / Fot. Mirosław Sosna

Ł: Niestety nie znamy recepty na to jak spowolnić szybkie tempo życia, przez które wiele cennych rzeczy nam umyka. Świat pędzi jak w kołowrotku i mam wrażenie, że ludzkość została wciągnięta w wir. Jak mawiała nasza nieżyjąca już babcia Helenka, kiedyś było biedniej, ale weselej! Do biedy nie tęsknię, ale do tej wesołości tak.

Czyli wszystkiemu jest winny pośpiech?

Ł: Może, przytłoczony tym pędem życia człowiek, który nie potrafi już dostrzec prostych zwyczajnych momentów, drobiazgów, bo ciągle coś go gdzieś pcha i powtarza: „więcej, szybciej”.
P: Ale to nie wszystko. Patrząc na sytuację ekonomiczną niejednej polskiej rodziny, można stwierdzić, że ten pęd jest nam niejako narzucony. Żyjemy w czasach, w których pensja domowników wystarcza tylko na opłaty. Szkoda, że nie jesteśmy bogatym państwem – być może wtedy Polacy byliby szczęśliwsi, bardziej uśmiechnięci, mniej narzekający, a co najważniejsze, nie byłoby potrzeby emigracji za zarobkiem.

Zostając już w tematyce maja, czy wiosna jest Waszą ulubioną porą roku? Czy właśnie wtedy Milówka jest najpiękniejsza?


Ł: Generalnie przyroda, budząca się wiosną, napełnia mnie optymizmem. Mocniej grzejące słońce, dziewczyny skąpiej ubrane – jak się tu pozytywnie nie nakręcać? (śmiech)
P: W górach, w Milówce o tej porze roku jest zjawiskowo – pachnący bez, kwitnące wiśnie i jabłonie, widoki zielonych lasów i hal. Jak tu się nie zachwycać?
Ł: Ale, nie tylko wiosna jest najpiękniejsza. Mamy nawet taką piosenkę ,,Bo lato rozpala”. Tytuł mówi sam za siebie. (śmiech).
P: Teraz dobrze byłoby napisać jeszcze utwór o jesieni i zimie, żeby było sprawiedliwie i żeby rozwiać spekulacje, że Golce uaktywniają się tylko na wiosnę i lato.

Wchodząc do świata Golec uOrkiestry, widzimy autentyczność i ogromne ciepło. Czy właśnie to dzisiaj jest wyznacznikiem sukcesu i pozwala przetrwać w pełnym afer i plotek show biznesie? / Fot. Tomek Fritz

P: To zależy jak interpretować stwierdzenie „sukces w show biznesie” :-) Dla jednych wyznacznikiem jest właśnie ilość plotek i afer oraz częstotliwość bycia na okładkach gazet.

A czym dla Was jest sukces w show biznesie?

P: Dla nas wielkim sukcesem jest to, że na nasze koncerty przychodzą tłumy i chcą nas słuchać – a to jest niezastąpione. W naszym przypadku „normalność” jest może mało atrakcyjna dla tabloidów, ale przynajmniej prawdziwa i być może tego też potrzebują Polacy.
Ł: Z drugiej strony gdyby nie moc muzyki i naszych piosenek, nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym obecnie jest nam dane być. To dzięki piosenkom zdobyliśmy ten kredyt zaufania, który owocuje już przez 15 lat.

A jakiej muzyki słucha, na co dzień najbardziej rozpoznawalny i charyzmatyczny zespół w Polsce?


Ł: Na co dzień słuchamy muzyki, która dostarcza nam inspiracji, a są to różne gatunki i wykonawcy. Z racji tego, że pracujemy z dźwiękiem, w naszej bibliotece studyjnej można znaleźć płyty z muzyką etniczną, jazzową, soulową, rock'n'rollową, popową, klasyczną, bluesową itp.

Wyjdźmy jednak poza pracę

Ł: Wieczorkiem, przy lampce wina, najbardziej lubię słuchać ciszy, bażantów i jeleni na rykowisku, które mam nieopodal domu...
P: Moim ulubieńcem jest puzonista Billy Watrous – od lat jestem fanem jego twórczości. Obecnie często wracam też do słuchania płyty „Tuskegee” Lionel’a Richie. Fascynuje mnie pod względem produkcji i wykonania, jak również siły wyrazu, ale podobnie jak brat, inspiruję się muzyką etno, jazzem, klasyką.

Jaką widownię najbardziej cenicie czy też lubicie?

Ł: Bezwarunkowo każdą (śmiech)
P: Nie uznajemy wartościowania publiczności. Oczywiście czujemy satysfakcję i wdzięczność, kiedy publika żywo reaguje na nasze piosenki. Wytwarza się wtedy swoista wymiana energii między sceną a słuchaczami. I nie ważne czy jest to skandujący tłum, czy łzy w oczach. To objaw tego, że nasza muzyka porusza, wzrusza i trafia do ludzi.

 / Fot. Tomek FritzA pamiętacie jakiś koncert, kiedy to właśnie publika dostarczyła Wam niezapomnianych wrażeń?

P: Mieliśmy kilka lat temu taki przypadek. Publiczność była rozgrzana do szaleństwa, zaczęliśmy właśnie grać „Crazy is my life” i wtedy na scenę wskoczył, niezauważony przez ochronę, młody chłopak. Żeby nie dostać się w ręce ochroniarzy, młody człowiek w akcie desperacji rozpędził się i dosłownie rzucił w tłum stojący pod sceną, krzycząc „Golce, kocham Was!!”

Jak się zakończyła ta historia?


Ł: Na szczęście nic się nie stało, ale rozbawiło publiczność i nas do łez. Mamy też wielu fanów z którymi przyjaźnimy się i świetnie rozumiemy. To już nie nasi fani, tylko dobrzy znajomi. I najpiękniejsze jest to, że połączyła nas muzyka.

Co Was inspiruje do tworzenia nowych kawałków?

Ł: W tytule „Życie jest muzyką” zawarta jest odpowiedź to na pytanie. To właśnie życie, jego obserwacja, sytuacje, ludzie najbardziej nas inspirują. W naszym zespole w proces twórczy zaangażowanych jest kilka osób. Muzykę najczęściej tworzę ja oraz Krzysiu Maciejowski, Łukasz Pilch, Rafał Golec. W piosence „Młody maj” muzykę i tekst przysłał nam wieloletni znajomy Tomasz Jaszczuk. Pierwsza wersja została następnie zmieniona i przefiltrowana przez nasze podejście do muzyki. Tym sposobem otrzymaliśmy piosenkę, która zgarnęła kilka nagród na tegorocznym festiwalu w Opolu.

Jaki jest, zatem przepis na hit, który poruszy całą Polską?

P: Każdy z twórców życzyłby sobie, żeby jego piosenki stawały się hitami. Nie ukrywamy, że my również. Jednak pracując nad kolejnymi utworami, zawsze staramy się myśleć nie tyle o tym, żeby piosenka stała się hitem, ale bardziej o tym, czy będzie w stanie nas zaskoczyć, zadziwić i wzruszyć. Bo tylko wówczas ma szansę w podobny sposób oddziaływać na innych. Natomiast to, czy piosenka w rezultacie staje się hitem czy nie, zależy jeszcze od tysiąca innych spraw, ale to już temat na kolejny długi wywód.

Ł: Czas pisania czy komponowania jest w pewnym sensie czasem uniesienia gdzieś w wyżyny, związanym z natchnieniem w konkretnym czasie i konkretnych okolicznościach. A na przebój nie ma recepty. Gdyby była, twórcy piosenek robiliby same hity. Jedyną receptą jest uczciwość i wierność własnym przekonaniom. Ludzie, bowiem bardzo szybko wychwytują fałsz. A to gwóźdź do trumny każdego „potencjalnego” hitu.

 / Fot. Tomek FritzCzego Wam życzyć na nadchodzące miesiące?

Ł: Żeby nasze muzyczne plany, które teraz realizujemy, znalazły pozytywny oddźwięk wśród publiczności.
P: I dziennikarzy muzycznych, decydujących o tym, które piosenki mają być grane na antenie radia.
Ł: Ale przede wszystkim siły i szczęścia – aby nas nie opuszczały. :-)

Dziękuje za rozmowę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.