Pozycja materiału w rankingach:
Czy medytacja przy dźwiękach gongów, może mieć wpływ na znalezienie pracy przez bezrobotnych? Stowarzyszenie "W Tonacji Serca" uważa, że tak. Moim zdaniem to po prostu przykład marnowania unijnej dotacji, przy aprobacie urzędników.
Zobacz także:
Artykuły
(103)
Galerie
(31)
Średnia ocen
(2.45)
Miejscowość: Wrocław | Kraj: Polska
O mnie: http://stronasztuki.pl/ksiazka/mariusz-wojcik/felietony-katofoba/342.html
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Bartłomiej Kowalewski 23.05.2010 11:49
Na co przeznacza się dotacje i komu przyznaje to kluczowe pytanie.
Po pierwsze kryteria:
powinny być jawne w każdej fazie rozpatrywania
Po drugie ocena:
wyeliminowanie patologi kolega ocenia kolegę nie wiedząc że to wniosek kolegi/wnioskodawca żona kolegi/
Za tworzenie miejsc pracy dodatkowe punkty. Za brak wywiązania się ze zobowiązań, bezwarunkowy zwrot dotacji.
Za długofalowe podtrzymanie miejsc pracy dodatkowy bonus. / mniejsze lokalne podatki/
Wyeliminować turystyczne szkolenia urzędników i innych decydentów.
Ale to co piszę to rewolucja a wręcz zamach na wolności szlacheckie i dlatego nie będą brane pod uwagę.
A heretyków głoszących takie hasła najlepiej, wysłać za granicę, niech tam się realizują.
Andrzej Tonderski 23.05.2010 10:28
OK, wszyscy się zgadzamy, że niektóre dotacje unijne to straszne marnotrawstwo. Nie wszystkie. Ale sporo. Sytuacja Grecji, gdzie dotacje przejedzono w bezsensowny sposób powinnny podziałać na nas orzeźwiająco, ale.... chyba nie działają. A może dziennikarze i sympatycy tego portalu mogliby stworzyć jakąś czarną listę marnowanych funduszy. I piętnować nie tylko tych, którzy korzystają z takich dotacji, ale głównie tych, którzy takie dotacje przyznają ? Może to byłby powód do podwójnego zastanowienia się przed podjęciem kolejnej idiotycznej decyzji dotacyjnej ?
Wojciech Arciszewski 23.05.2010 09:40
hee.hee.Nie "usankcjonować własne myślenie, ale WŁASNE ISTNIENIE..
.bo z mysleniem krucho..
Wojciech Arciszewski 23.05.2010 09:39
To chyba przede wszystkim problem biurokracji unijnej. Ogromnej .Brukselskie urzędasy wymyślają coraz to nowe bzdury (vide słynna prawidłowa krzywizna banana), by usankcjonować własne myślenie.
Nie wiem jakie działanie lecznicze maja gongi, ale być może mają.
Tutaj może mieć miejsce błędna interpretacja założeń pomocowych. Być może na Zachodzie jest duży popyt na takie klimaty i ludzie, którzy posiądą praktyczną wiedzę o takich gongach, mogą zarabiać pieniądze na jej wykorzystywaniu i pokazach.Czyli będą mic pracę i przestana być bezrobotni. problem w tym, że nie wszystko co dobre na Zachodzie, sprawdza się w Polsce.
Robert Grzeszczyk 19.05.2010 00:37
Wydaje się, że urzędnicy przyznający dotacje nie byli nigdy bezrobotni i nigdy nie korzystali z właściwej terapii.
Ewa Łazowska 15.05.2010 13:29
Akurat mnie, Panie Henryku, nie trzeba tłumaczyć, na czym polega praca z dziećmi z marginesu. W bidulu też pracowałam na stanowisku pedagoga. Zgadzam się z Panem, że do pracy z tymi dziećmi potrzeba bardzo dobrego programu i umiejętności jego zrealizowania - a z tym w praktyce już jest gorzej. Temat zajęć wakacyjnych w wielkim mieście także znam z autopsji, bo akurat zdarzyło mi się prowadzić zajęcia plastyczne z kilkoma grupami takich dzieci. A jak ktoś chce pod hasłami niesienia pomocy dzieciakom z marginesu zbijać kasę, to daleko nie zajedzie. ponieważ praca z nimi jest wdzięczna i pasjonująca, ale wymaga wielkiego wysiłku, a to już nie wszystkich bawi. Pozdrawiam.
Henryk Kokot 15.05.2010 13:12
Pani Ewo, to właśnie zdrowy rozsądek zwycięża. Do pracy z dziećmi z marginesu potrzeba dobrego programu, specjalistów i wolontariuszy. Jak Pani sama zauważyła - w czasie wakacji (czyli praca sezonowa). W takich Warsztatach, czy innych ośrodkach, mają lokum, stałą pracę i niezłe pensje (wyższe niż nauczycielskie, a pracy zdecydowanie mniej). Grupy terapeutyczne są kilkuosobowe, a zajęcia prowadzi "terapeuta" i opiekun grupy. Robota, jak marzenie, zważywszy, że opiekun to jak PANI w przedszkolu - pierwsza po Bogu i ważniejsza od rodziców.
Pozdrawiam serdecznie.
Ewa Łazowska 15.05.2010 10:10
Cwaniaków z miodem w uszach nie brakuje. Tymczasem całkiem rozsądny projekt, polegający na objęciu opieką i zorganizowaniu zajęć w czasie wakacji dla dzieci z rodzin z tzw. "marginesu", zgłoszony przez jedną z łódzkich fundacji, został oceniony przez urzędników na tyle nisko, że dotacji na ten cel najprawdopodobniej nie będzie. Może trzeba jednak walić w bębny by przywrócić zdroworozsądkowe myślenie?
Henryk Kokot 15.05.2010 09:18
Genialny przykład trwonienia Unijnej kasy, choć nie lepiej to wygląda w niektórych naszych Warsztatach Terapii Zajęciowej.
Z założenia uczą tym wykonywania czynności manualnych umożliwiających zatrudnienie niepełnosprawnym. Kasa jest, ale brakuje osób rokujących nadzieję na możliwość podjęcia pracy. Zbiera się więc niepełnosprawną młodzież i uczy: sadzenia i pielęgnacji kwiatów , obróbki drewna, gotowania, malowania, słowem wszystkiego co niezbędne. Byłoby super, gdyby nie drobny szczegół; większość wychowanków ma kłopoty z założeniem spodni, czy zawiązaniem butów, a niektórych trzeba uczyć trzymania łyżki.
Porażające są natomiast koszty takiej terapii; 20 wychowanków, 20 osób personelu z niemałymi pensjami, "pomoce naukowe", wycieczki i koszty utrzymania budynków. Efekty - żaden z kilkuset wychowanków z ostatnich lat (ze znanego mi ośrodka) nie podjął pracy! Ważne, że personel ma pracę i niezłą kasę.
Jadwiga Kowalczyk 15.05.2010 08:21
Mam ochotę bez żadnej dotacji wydalić z siebie dźwiek pierwotny, przywracajacy równowagę ciała i duszy.
Cwaniaczka terapeutę, ktoremu sie wnętrze wzbogaciło o dotację, należałoby poddac takiemu "przeszkoleniu" (walenie w garnki i porykiwanie na konchach) przez 24 godziny non stop.
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +214)