Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14063 miejsce

Gongi, dzwonki i koncha, czyli marnowanie dotacji

Czy medytacja przy dźwiękach gongów, może mieć wpływ na znalezienie pracy przez bezrobotnych? Stowarzyszenie "W Tonacji Serca" uważa, że tak. Moim zdaniem to po prostu przykład marnowania unijnej dotacji, przy aprobacie urzędników.

Przykłady złego wykorzystywania unijnych dotacji, poprzez subwencjonowanie ich w niewłaściwy sposób, muszą irytować. Takich przykładów można znaleźć mnóstwo, ale dla uwypuklenia problemu ich marnotrawienia posłużę się jednym z nich, jakże wymownym w swym absurdzie.

Otóż przez moment zastanówmy się, jak można by wykorzystać środki unijne do aktywizacji osób bezrobotnych? Jakie zastosować mechanizmy, by przeznaczone na ten cel pieniądze spełniły potrzebę tychże bezrobotnych, jaką przecież jest znalezienie pracy? Często pracy innej niż tą, którą wykonywały do tej pory. Czy dobrym przykładem jest tworzenie kursów zawodowych, językowych, komputerowych i całej masy innych, dzięki którym znajdzie się zatrudnienie? Oczywiście, że tak.

Problem bezrobotnych to nie tylko stricte brak pracy, to także cała otoczka towarzysząca sytuacji, w której te osoby się znalazły. Dysponując niemałymi przecież środkami przeznaczonymi na walkę z bezrobociem, można by przy zachowaniu zdrowego rozsądku i pragmatyzmu, wykorzystać je z pożytkiem dla celu, któremu w założeniu miały służyć.
Przykład nieracjonalnego wykorzystania funduszy o którym wspomniałem wyżej, miesza niedowierzanie ze złością. Ale do rzeczy.

Zarząd województwa dolnośląskiego zatwierdza dotację w kwocie 50 tys. zł dla wrocławskiego Stowarzyszenia "W Tonacji Serca", które to za pomocą koncha, dzwonków i gongów sprawi, że 20-osobowa grupa bezrobotnych zacznie dzięki temu powiększać PKB, wchodząc w stosunek pracy. Brzmi idiotycznie, prawda?

Nie dla terapeuty i instruktora Roberta Miodowskiego, który twierdzi, że "masaż dźwiękowy poprawia ukrwienie narządów", a "żywa energia, która płynie z tych instrumentów, wnika w nasze wnętrza i harmonizuje je". Być może, ale jak to się ma do znalezienia pracy? Jakie praktyczne umiejętności zdobywają bezrobotni na zajęciach w "Tonacji Serca"? Żadnych.
Walenie po gongach, pitolenie w dzwonki i szuranie na konchach ma uwolnić od lęku, pobudzić inspiracje, wzmóc siły witalne i oczyścić organizm z trucizn. Wszystko ładnie, pięknie, tylko to nie są warsztaty dla osób uzależnionych, czy dotkniętych przemocą domową, tylko dla ludzi szukających pracy! O wiele przydatniejsze byłyby kursy spawacza, kelnera czy operatora koparki, i chyba taki zamysł towarzyszył dotującemu.

Czy dzięki medytacji oraz "wprowadzeniu w specyfikę dźwięku archaicznego", bezrobotni znajdą zatrudnienie? Czy w pełni wykorzystana "siła wibracji i rezonansu gongu", zapewni im utrzymanie? Odniosą dzięki temu wymierną korzyść? Osobiście szczerze wątpię, ale nie wątpię, że korzyść na pewno odniesie Stowarzyszenie "W Tonacji Serca", które zainkasuje 50 tys. złotych, za przekonanie zarządu województwa dolnośląskiego, do wpływu dźwięku gongu na szanse znalezienia pracy.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

Na co przeznacza się dotacje i komu przyznaje to kluczowe pytanie.
Po pierwsze kryteria:
powinny być jawne w każdej fazie rozpatrywania
Po drugie ocena:
wyeliminowanie patologi kolega ocenia kolegę nie wiedząc że to wniosek kolegi/wnioskodawca żona kolegi/

Za tworzenie miejsc pracy dodatkowe punkty. Za brak wywiązania się ze zobowiązań, bezwarunkowy zwrot dotacji.
Za długofalowe podtrzymanie miejsc pracy dodatkowy bonus. / mniejsze lokalne podatki/
Wyeliminować turystyczne szkolenia urzędników i innych decydentów.
Ale to co piszę to rewolucja a wręcz zamach na wolności szlacheckie i dlatego nie będą brane pod uwagę.
A heretyków głoszących takie hasła najlepiej, wysłać za granicę, niech tam się realizują.

Komentarz został ukrytyrozwiń

OK, wszyscy się zgadzamy, że niektóre dotacje unijne to straszne marnotrawstwo. Nie wszystkie. Ale sporo. Sytuacja Grecji, gdzie dotacje przejedzono w bezsensowny sposób powinnny podziałać na nas orzeźwiająco, ale.... chyba nie działają. A może dziennikarze i sympatycy tego portalu mogliby stworzyć jakąś czarną listę marnowanych funduszy. I piętnować nie tylko tych, którzy korzystają z takich dotacji, ale głównie tych, którzy takie dotacje przyznają ? Może to byłby powód do podwójnego zastanowienia się przed podjęciem kolejnej idiotycznej decyzji dotacyjnej ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

hee.hee.Nie "usankcjonować własne myślenie, ale WŁASNE ISTNIENIE..
.bo z mysleniem krucho..

Komentarz został ukrytyrozwiń

To chyba przede wszystkim problem biurokracji unijnej. Ogromnej .Brukselskie urzędasy wymyślają coraz to nowe bzdury (vide słynna prawidłowa krzywizna banana), by usankcjonować własne myślenie.
Nie wiem jakie działanie lecznicze maja gongi, ale być może mają.
Tutaj może mieć miejsce błędna interpretacja założeń pomocowych. Być może na Zachodzie jest duży popyt na takie klimaty i ludzie, którzy posiądą praktyczną wiedzę o takich gongach, mogą zarabiać pieniądze na jej wykorzystywaniu i pokazach.Czyli będą mic pracę i przestana być bezrobotni. problem w tym, że nie wszystko co dobre na Zachodzie, sprawdza się w Polsce.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wydaje się, że urzędnicy przyznający dotacje nie byli nigdy bezrobotni i nigdy nie korzystali z właściwej terapii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Akurat mnie, Panie Henryku, nie trzeba tłumaczyć, na czym polega praca z dziećmi z marginesu. W bidulu też pracowałam na stanowisku pedagoga. Zgadzam się z Panem, że do pracy z tymi dziećmi potrzeba bardzo dobrego programu i umiejętności jego zrealizowania - a z tym w praktyce już jest gorzej. Temat zajęć wakacyjnych w wielkim mieście także znam z autopsji, bo akurat zdarzyło mi się prowadzić zajęcia plastyczne z kilkoma grupami takich dzieci. A jak ktoś chce pod hasłami niesienia pomocy dzieciakom z marginesu zbijać kasę, to daleko nie zajedzie. ponieważ praca z nimi jest wdzięczna i pasjonująca, ale wymaga wielkiego wysiłku, a to już nie wszystkich bawi. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Ewo, to właśnie zdrowy rozsądek zwycięża. Do pracy z dziećmi z marginesu potrzeba dobrego programu, specjalistów i wolontariuszy. Jak Pani sama zauważyła - w czasie wakacji (czyli praca sezonowa). W takich Warsztatach, czy innych ośrodkach, mają lokum, stałą pracę i niezłe pensje (wyższe niż nauczycielskie, a pracy zdecydowanie mniej). Grupy terapeutyczne są kilkuosobowe, a zajęcia prowadzi "terapeuta" i opiekun grupy. Robota, jak marzenie, zważywszy, że opiekun to jak PANI w przedszkolu - pierwsza po Bogu i ważniejsza od rodziców.
Pozdrawiam serdecznie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cwaniaków z miodem w uszach nie brakuje. Tymczasem całkiem rozsądny projekt, polegający na objęciu opieką i zorganizowaniu zajęć w czasie wakacji dla dzieci z rodzin z tzw. "marginesu", zgłoszony przez jedną z łódzkich fundacji, został oceniony przez urzędników na tyle nisko, że dotacji na ten cel najprawdopodobniej nie będzie. Może trzeba jednak walić w bębny by przywrócić zdroworozsądkowe myślenie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Genialny przykład trwonienia Unijnej kasy, choć nie lepiej to wygląda w niektórych naszych Warsztatach Terapii Zajęciowej.
Z założenia uczą tym wykonywania czynności manualnych umożliwiających zatrudnienie niepełnosprawnym. Kasa jest, ale brakuje osób rokujących nadzieję na możliwość podjęcia pracy. Zbiera się więc niepełnosprawną młodzież i uczy: sadzenia i pielęgnacji kwiatów , obróbki drewna, gotowania, malowania, słowem wszystkiego co niezbędne. Byłoby super, gdyby nie drobny szczegół; większość wychowanków ma kłopoty z założeniem spodni, czy zawiązaniem butów, a niektórych trzeba uczyć trzymania łyżki.
Porażające są natomiast koszty takiej terapii; 20 wychowanków, 20 osób personelu z niemałymi pensjami, "pomoce naukowe", wycieczki i koszty utrzymania budynków. Efekty - żaden z kilkuset wychowanków z ostatnich lat (ze znanego mi ośrodka) nie podjął pracy! Ważne, że personel ma pracę i niezłą kasę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam ochotę bez żadnej dotacji wydalić z siebie dźwiek pierwotny, przywracajacy równowagę ciała i duszy.
Cwaniaczka terapeutę, ktoremu sie wnętrze wzbogaciło o dotację, należałoby poddac takiemu "przeszkoleniu" (walenie w garnki i porykiwanie na konchach) przez 24 godziny non stop.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.