
Sytuacja jest nienormalna, bo mieszkań przybywa powoli – niespełna 120 tysięcy w skali roku. Najbardziej istotnym ograniczeniem jest brak gotowych terenów pod budownictwo, bo gminom brakuje pieniędzy na sporządzenie planów zagospodarowania przestrzennego. Z drugiej strony banki tak poluzowały politykę kredytową, że do niedawna wręczały pieniądze niemal każdemu, kto się zgłosił – najczęściej we frankach szwajcarskich. Kiedy te pieniądze trafiły na rynek – ceny eksplodowały.
Kraków pobił stolicę
W II kwartale tego roku wyścig cen zakończył się zwycięstwem Krakowa. Średnia cena w czerwcu
była wyższa prawie o 25 proc. od ceny marcowej (o 1520 zł) i przekroczyła 6 tys. zł za metr kwadratowy. W Warszawie cena za metr w porównaniu marzec - czerwiec wzrosła o 886 zł. W stolicy najwięcej płacić trzeba za metr w mieszkaniach dwu i jednopokojowych.
Wrocław trzeci w kraju
Rok temu 70-metrowe nowe mieszkanie kosztowało we Wrocławiu 190 tys. zł. Dziś ten sam deweloper zażądał za niemal identyczne 275 tys. zł, czyli o prawie 45 proc. więcej! To może skrajny przykład, ale dobrze oddaje szaleństwo, w jakim pogrąża się rynek mieszkaniowy. Według danych serwisu www.szybko.pl, w II kwartale tego roku ceny nowych mieszkań we Wrocławiu podskoczyły aż o 16 proc. Spośród nawiększych polskich miast drożej jest tylko w Warszawie i Krakowie.
Średnia cena metra kwadratowego sięga we Wrocławiu 4,5 tys. zł. Ta liczba nie mówi wszystkiego, bo ekskluzywne apartamenty sprzedawane są nawet po 8 tys. złotych za metr, podczas gdy w lokalach dla zwykłych zjadaczy chleba cena oscyluje wokół trzech tysięcy złotych. Gdy jednak przemnożymy ten wskaźnik przez metraż, wartość prawie każdego mieszkania dosłownie powala z nóg. Ofert poniżej 100 tysięcy złotych można ze świecą szukać, co jeszcze kilka lat temu wydawało się nie do pomyślenia.
Desperaci idą do banku
Czy o kupnie mieszkania mogą pomyśleć tylko bogaci ludzie? Tak źle jeszcze nie jest, bo przecież w bankach nadal ustawiają się kolejki po kredyty hipoteczne. Do 1 lipca, gdy zaostrzono kryteria przyznawania pożyczek w walutach obcych, nawet przeciętne zarobki nie zamykały drogi. Brutalna prawda jest jednak taka, że to droga dla stosunkowo młodych osób, którym niestraszna jest perspektywa spłacania rat przez 25-30 lat.
– Jak długo miałem czekać? – pyta Michał Karpowicz, trzydziestolatek z Wrocławia, który w czerwcu wziął kredyt bankowy. – Przy moich zarobkach za rok nikt by mi nie dał pożyczki. W 2005 roku polskie banki przyznały ponad 200 tys. kredytów, czyli o 36 proc. więcej niż rok wcześniej. Co istotne, rosnące ceny mieszkań sprawiły, że na realizację marzeń o własnym lokum potrzebowaliśmy znacznie więcej pieniędzy – wartość pożyczek zwiększyła się o prawie 60 proc.
Taniej na prowincji
Na całym Dolnym Śląsku drożeją mieszkania, ale rzecz jasna nie tak szybko jak w samym Wrocławiu czy jego okolicach. W mniej zamożnych rejonach nie da się śrubować cen, bo chętni oglądają każdą złotówkę. W Dzierżoniowie czy Kamiennej Górze cena metra kw. wynosi średnio 1,4 tys. zł, co oznacza, że za 50-metrowy lokal zapłacimy ok. 70 tys. zł. Niewiele więcej trzeba wydać w Złotoryi, Bolesławcu czy Zgorzelcu.
Kto mówił o trzech milionach?
Piotr Styczeń, sekretarz stanu w Ministerstwie Transportu i Budownictwa, pełnomocnik ds. rządowego programu budownictwa mieszkaniowego: – W Polsce wcale nie brakuje trzech milionów mieszkań, a jedynie 1,5-1,8 mln. Planujemy, że powstanie 150 tys. mieszkań socjalnych, 200 tys. – czynszowych, 800 tys. – deweloperskich, 350 tys. – z kredytem hipotecznym, wspomaganym z budżetu państwa. Chcemy, by lokale budowane dziś przez TBS-y mogły być wynajmowane nie tylko przez osoby fizyczne, ale i gminy. Natomiast propozycje zmian w prawie budowlanym, które zgłasza branża budowlana, traktujemy bardzo ostrożnie. Nie chcemy, by bardziej elastyczne przepisy skłaniały do kolejnych prób omijania prawa.
źródło: murator.pl
Janusz Michalczyk
O
rządowych propozycjach
wsparcia finansowego dla rodzin w nabywaniu
własnego mieszkania
dyskutował wczoraj Sejm.
Projekt rządu zakłada pokrywanie części odsetek
od kredytu mieszkaniowego. Przez 8 lat budżet
(Fundusz Dopłat w Banku Gospodarstwa Krajowego) dopłacałby do
oprocentowania kredytu mniej więcej połowę odsetek. W ciągu sześciu lat
na ten cel ma zostać przeznaczonych ok. 4 mld zł. Warunkiem otrzymania
wsparcia jest zakup mieszkania o powierzchni nie większej niż 75 m kw.
lub budowa domu jednorodzinnego o powierzchni użytkowej do 100 metrów
kwadratowych.
– Zaproponowaliśmy, by powierzchnię domu
zwiększyć do 140 metrów, ponieważ na wsiach buduje się większe domy –
zaznacza Halina Molka z Samoobrony. Jej ugrupowanie popiera rządowy
projekt, ale zgłasza kilka uwag. – Naszym zdaniem należy udostępnić
także kredyty walutowe. Są one z reguły tańsze – podkreśla Molka. -
Celem tego projektu jest wsparcie dla rodzin, a nie każdego
kredytobiorcy - broni projektu Łukasz Zbonikowski z PiS.
Pomysły
rządu krytykuje Platforma.
– Na tych rozwiązaniach skorzystają głównie
ludzie, których na to stać. Projekt miał stymulować budowę mieszkań i
być formą pomocy społecznej, a nie realizuje żadnego z tych celów.
Nieustannie brakuje mieszkań, a takie kredyty dodatkowo zwiększą na nie
zapotrzebowanie – podkreśla Łukasz Abgarowicz z PO.
KB, MK (APP)