Facebook Google+ Twitter

"Gorejący krzew" Agnieszki Holland. Kino moralnego (przed)pokoju

Serial HBO, "Gorejący krzew" Agnieszki Holland dziś, jutro i w niedzielę o 18 można obejrzeć w warszawskim Domu Spotkań z Historią. Wstęp wolny. Recenzuję serial krytycznie, ale i tak polecam go obejrzeć tym, którzy mogą.

 / Fot. plakat„Gorejący krzew” Agnieszki Holland odwołuje się do wydarzenia, którego 45. rocznicę obchodzimy latem - do inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. Tak, tak, Czesi pamiętają o swoim '68. Kojarzony z samospaleniem buddyjskich mnichów w Wietnamie gest Jana Palacha ze stycznia ’69 był efektem tejże napaści; był wydarzeniem bezpośrednio się z najazdem czołgów na Pragę kojarzącym, nie mniej sławnym niż „Nieznośna lekkość bytu” Kundery, pamiętnym na całe pokolenia.

Ów heroiczny, a cokolwiek desperacki gest nie pasował do czeskiej mentalności, może dlatego stał się wydarzeniem bardzo popularnym. Nie tylko jako gest Winkelrieda torującego drogę własną piersią (innemu Czechowi, a także innym cudzoziemcom, choć n.p. nie Polakowi Ryszardowi Siwcowi, który spalił się przed nim), ale i w kulturze. Jednym z odprysków idei samospalenia była chyba najbardziej znana książka czasów PRL-u „Mała apokalipsa”. „Wszystko wokół się p***doli. My w niewoli, wy w niewoli” – tę wierszowaną piosnkę wyrażającą cynizm i ironię z jednej strony, rozpacz i frustrację z drugiej słyszał bohater tej powieści Konwickiego, człowiek idący się podpalić przed Pałac Kultury.

Niestety Agnieszka Holland opowiada o wydarzeniu stylem tak finezyjnym jak ta piosenka z „Małej apokalipsy”. Holland, mistrzyni reżyserii niekwestionowana, tutaj zawodzi na całej linii, choć reżyserowała już wszak i seriale, m.in. kilka odcinków "Wire" ("Prawo ulicy", drugi najlepszy serial w historii celuloidu według IMDB) i "Ekipę".

Palach pali się na samym początku, potem nie ma nawet jednej sekundy reminiscencji z jego życia. Oficer wywiadu – w miarę znany u nas czeski aktor, lekarz z „Samotnych” i ojciec Karamazow - Ivan Trojan niby prowadzi sprawę, działa na dwa fronty kontaktując się ze środowiskiem studenckim i ostrzegając je, a później rozbijając. Gra ważną rolę w pierwszym odcinku i to jest pozytywne, bo tworzy postać nieprzeciętną, ale co dalej, w drugim odcinku się pojawia ledwo na chwilę, w trzecim już go nie ma, bo pojechał do Bułgarii, a mnie cholera bierze po co w ogóle była w takim razie ta postać?

Tatiana Pahukova zaczynająca odgrywać główną rolę od połowy 1. odcinka jest ładna, a i owszem, nie zaprzeczę, zdolna, nawet odgrywa jakoś strach swojej bohaterki – adwokatki, która walczy o interpretację przesłania Palacha którą to prawdę kwestionuje partyjny działacz (wąsacz znany z „Czeskiego Błędu”, czyli Martin Huba). Ale jak się ma do kreacji Marii Chwalibóg, tytułowej "Kobiety samotnej", czy chociażby Roberta Więckiewicza z "W ciemności"? Ani w jej roli, ani w serialu nie ma absolutnie nic zadziornego, niepokornego, charakteryzującą twórczość reżyserki, która już wielokrotnie udowadniała, a później już nie musiała udowadniać, że postawa oporu wobec zbyt autorytarnego systemu jest jej bliska.

No ba, o czym my mówimy, Holland uczyniła bombę główną bohaterką swojego filmu. Jakiego? Wy mi powiecie, podpowiem, że z Lindą. Brać dziennikarska mało mnie nie spaliła wzrokiem jak powiedziałem, że serial nie spełnia nijak moich oczekiwań. No jak to, chamie, serial powstał i trzeba go szanować, klękajcie narody polsko-czesko-słowackie! OK, ale mógł powstać lepszy, krótszy i dłuższy zarazem; krótszy o dłużyzny (bezsensowną końcówkę pierwszego odcinka, w której nie ma dramaturgii poza muzyką. Po prostu nie ma dramaturgii i już); a dłuższy o cokolwiek co postawiłoby widza na nogi... A tu są raptem dwie sceny, jedna z zalanymi benzyną zapałkami i druga, sekwencja z posłańcami jadącymi ze smutną wiadomością do odjeżdżającej akurat pociągiem matki Palacha.

Powiem tak – moje oczekiwania po „Gorejącym krzewie” mają się tak jak „Zabić księdza” do „Popiełuszki”. W jednym mieliśmy nietypową narrację, śmierć księdza widzianą oczami sprawcy mordu. W drugim – hagiografię, gdzie jedyna w miarę dobra scena to ta, gdy Woronowicz stoi przed lustrem i mówi Kościuszko – Moniuszko - Popiełuszko. Widać przez to, jak bardzo zmienił się styl kręcenia filmów o socjalizmie. O ile kiedyś mieliśmy do czynienia z pogłębioną psychologią, pewnego rodzaju rozbiciem bohaterów buntujących się, niepokojem moralnym, jak sama nazwa nurtu wskazywała, to tym razem czegoś brak, jesteśmy na dobrej drodze, ale jakby w sieni, a nie wewnątrz. Nazwałbym to kinem moralnego przedpokoju. Niby wchodzimy jakoś w tematykę moralności, buntu, walki z systemem, ale jakoś tak powierzchownie, w palcie i butach, bez zdjęcia czapki i realnego pochylenia się nad emocjami ludzi.

Szukasz filmowych i serialowych nowości do obejrzenia w weekend w telewizji? Sprawdź program tv!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Przeczytałem z zainteresowaniem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.