Facebook Google+ Twitter

Gorlice. Wiosenne ostrzeżenie dla kierowców

Małopolska, Gorlice, droga wojewódzka nr 977. To miejsce, w którym nawet doświadczeni kierowcy powinni szczególnie uważać.

Droga wojewódzka nr 977 / Fot. M.A.K.Droga wojewódzka nr 977. Trasa o długości 86,4 km, łącząca Tarnów z Gorlicami, prowadząca aż do byłego przejścia granicznego w Koniecznej. Droga klasy G o docelowej prędkości projektowej 50 km/h. Na odcinku drogi nr 977 przed wjazdem do Gorlic od strony Moszczenicy przejeżdżamy przez Stróżówkę. Odcinek drogi, będący plątaniną zakrętów, wieńczy dość niebezpieczny zakręt "pod kogutkiem". Dokładniej rzecz ujmując - poniżej kapliczki, którą ów kogutek wieńczy (jadąc od Gorlic: zakręt "za kowalem").

Lokalni mieszkańcy mają pewne specyficzne hobby: notowanie kolizji i wypadków, jakie się tu zdarzają (ostatni o jakim mówią mieszkańcy zdarzył się 11 marca 2010 r. wieczorem). Redukcja prędkości nie wystarczy. Niemal każda pora roku w tym miejscu zaczyna się wypadkiem samochodowym: roztopy, deszcze, nanoszenie drobnych kamyków na jezdnię, w końcu śnieg i oblodzenie. A mieszkańcy notują.

Kilka lat temu remontowano tu nawierzchnię. Zasypano jedną fosę, ułożono chodnik. Umieszczono też poręcze dla pieszych. Wszystkich dziwi ich umiejscowienie - nie chronią bowiem przed ewentualnym wypadnięciem z trasy samochodów. W razie wypadku, pieszy mógłby zostać "przyparty do muru". Raz podobna sytuacja miała tu już miejsce.

Ogrodzenie domu rodziny tu mieszkającej jest naprawiane niemal co roku, wszystko przez kierowców, którzy wpadli w poślizg, lub próbowali uniknąć czołowego zderzenia odbijając w bok. Z drugiej strony jest fosa, do której dwakroć już zjeżdżały autobusy „łapiąc pobocze”. Podobnie kilka ciężarówek i masa samochodów osobowych, których części do tego pory można tam znaleźć.

Nadmierna prędkość to przyczyna wielu z tych wypadków. Mieszkańcy sami jednak opowiadają, że w przypadku nagłej zmiany pogody nawet najlepsi muszą liczyć na szczęście:
- Nie dalej jak roku temu, śnieg w jednej chwili zabielił całą jezdnię. Nie było szans na szybki dojazd pługu. Samochód osobowy prowadzony przez starszego pana zjeżdżał w dół dosłownie centymetr po centymetrze - zakręt jednak wygrał - mówi Pan Mariusz, jeden z tutejszych mieszkańców. Mówi, że jeśli tylko jest to możliwe, ludzie własnymi siłami pomogą autom wyjechać z rowu, bez wzywania "specjalistów".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.