Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

96235 miejsce

Gorliwość Cezarego Gmyza. Użył metod stalinowskich?

Po procesie w sprawie doktora G., sędzia Igor Tuleya mówił uzasadniając wyrok, że śledczy i CBA używali "metod stalinowskich". Red. Gmyz napisał, że sędzia nie powinien orzekać w sprawach lustracyjnych, z uwagi na przeszłość swojej matki.

 / Fot. PAP/Jakub KamińskiSędzia Igor Tuleja – zgodnie z zapowiedzią – złożył informacje do prokuratury na śledczych, którzy brali udział w dochodzeniach i czynnościach związanych z aresztowaniem doktora G. oraz działaniami byłego "dużego Tomka" z CBA.

To co sędzia Igor Tuleya zrobił, a wcześniej powiedział, opierając się materiałach dostarczonych przez prokuraturę do sądu, w sprawie, którą rozpatrywał i stwierdził, że zawierają one przykłady stosowania przez CBA w okresie, o którym mowa (2005-2007), "metod stalinowskich", nie wszystkim się podoba. W odpowiedzi na jego słowa, wyrosła wrzawa polityków, szczególnie prawicy, zarzucających sędziemu brak znajomości realiów okresu stalinowskiego i bezprawne mieszanie się do polityki. Równolegle z politykami, kampanię antysędziowską podjęły i prowadziły przez jakiś czas, media.

Gdy sytuacja w tej sprawie - zdawało się ucichła, pojawił się materiał wytworzony przez Cezarego Gmyza w internetowym TygodnikuLisickiego.pl, który "przypomina metody stalinowskie", o czym donosi "Gazeta Wyborcza". Jak zauważa "Wyborcza", nikt inny przecież jak właśnie stalinowcy oceniali człowieka po tym, "kim byli jego rodzice". A dokładnie to zrobił red. Cezary Gmyz. A, co zrobił? Uderzył w matkę sędziego.

Redaktor Gmyz – podkreśla "Gazeta" - zadał wnikliwe, odważne, niepokorne pytanie: "Czy sędzia Igor Tuleya, który zasłynął uzasadnieniem porównującym metody Centralnego Biura Antykorupcyjnego do stosowanych w czasach stalinowskich, zachowuje bezstronność?" - czytamy w serwisie Wyborcza.pl. I w wyniku zapewne śledztwa dziennikarskiego wychodzi mu, że nie zachowuje bezstronności, bo "wiadomo, że pochodzi z tzw. rodziny resortowej" - zauważa autor artykułu "Wyborczej".

Gryz, bowiem wytropił, że matka sędziego, w czasach Polski Ludowej pracowała 17 lat w Milicji Obywatelskiej, Służbie Bezpieczeństwa i MSW. A w wolnej Polsce, za tamten czas, "została objęta ustawą dezubekizacyjną, na mocy której obcięto jej emeryturę". Patrząc na to – pisze red. Gmyz - "sędzia nie tylko pozwala sobie na kontrowersyjne porównania, ale orzeka też w sprawach lustracyjnych".

Cezary Gmyz - po głośnej wpadce z trotylem smoleńskim – udaje bezstronnego dziennikarza i pyta różne osoby o opinie na temat swoich rewelacji. Zapytał również sędziego Igora Tulei, który odpowiedział: "Istotnie orzekam w sprawach lustracyjnych. Gdybym miał jakieś wątpliwości, złożyłbym stosowne oświadczenie" - mówi. Ale odmawia rozmowy na temat przeszłości matki. "Oddzielam sprawy osobiste od zawodowych" - oświadczył. Mecenas Barbara Kondracka, prawnik z wieloletnim doświadczeniem, powiedziała Gmyzowi: "Dzieci nie mogą odpowiadać za rodziców".

"Wyborcza" przypomina, że "niepokorni" zawyli, kiedy "Newsweek" opisał PRL-owską przeszłość ojca braci Kaczyńskich. Autora tekstu ostro potępili i chcieli ogłosić "dziennikarską hieną roku". A Cezary Gmyz? Redaktor Gmyz zapewne jeszcze umocni swoją pozycję, dziennikarza najbardziej niepokornego z niepokornych i bohaterskiego, który "żyje tylko z prawdy i dla prawdy". Bo przecież wiadomo, że Kaczyński to "Jarosław, Polskę zbaw", a Tuleya – to synek "resortowej rodziny".

Na temat tego, czy sędzia Igor Tuleya miał prawo wypowiadać się czy nie, odnośnie prowadzonego procesu i czy miał prawo wydać opinię o działaniach śledczych, zwłaszcza CBA, zabierali ostatnio głos najwybitniejsi przedstawiciele polskiego sądownictwa, w tym byli sędziowe Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego. Ogólnie stwierdzano, że miał prawo a nawet powinien, mając na uwadze przyszłość pracy prokuratorów i służb specjalnych. Wskazywano na przykłady tego typu istniejące w zwyczajach sędziów w ukształtowanej demokracji Ameryki.

Sędzia Igor Tuleya wiedział, co mówi, bo nikt inny w Polsce nie ma takiej wiedzy o działaniu służb i śledczych z omawianego okresu (2005-2007), opartej na dokumentacji sądowej, jak on właśnie. I nikt nie może się tak jak on autorytatywnie wypowiadać w sprawach, które powinny być potępione i wyeliminowane na przyszłość.

Sędzia Tuleya stał się już tak głośny, że aż niektórych zbytnio kłuje w oczy, swoim nazwiskiem. Mówi: "Dostałem sygnał: wiemy, gdzie mieszkasz". Jest obiektem nie tylko internetowych ataków i części polityków, zwłaszcza PiS, ale i anonimowych osób być może z bliskiej okolicy. Jakiś anonim obsmarował nocą jego drzwi, ktoś wytropił jego syna. Przełożeni rozważają, czy i jaką dać sędziemu ochronę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Czytałem ten sam tekst w serwisie Interia360...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie wiem na pewno, ale pradziadek sędziego Tuleya był agentem ochrany. Ale co to ma do rzeczy. Mamy mówić o tym, czy sędzia Tuleya miał rację mówiąc, że stosowano w śledztwie nie dozwolone z prawem sposoby. Nie wiem co tu ma do rzeczy mówienie o jego matce. To są naprawdę stalinowskie metody. To tam za winy, rodziców odpowiadali ich dzieci. Czy my mamy żyć w takim kraju gdzie będą stosowane takie metody. Dziennikarstwo stosowane przez redaktora Gmyza jest godne pism brukowych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.