Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

18276 miejsce

Gorliwość Cezarego Gmyza. Użył metod stalinowskich?

Po procesie w sprawie doktora G., sędzia Igor Tuleya mówił uzasadniając wyrok, że śledczy i CBA używali "metod stalinowskich". Red. Gmyz napisał, że sędzia nie powinien orzekać w sprawach lustracyjnych, z uwagi na przeszłość swojej matki.

 / Fot. PAP/Jakub KamińskiSędzia Igor Tuleja – zgodnie z zapowiedzią – złożył informacje do prokuratury na śledczych, którzy brali udział w dochodzeniach i czynnościach związanych z aresztowaniem doktora G. oraz działaniami byłego "dużego Tomka" z CBA.

To co sędzia Igor Tuleya zrobił, a wcześniej powiedział, opierając się materiałach dostarczonych przez prokuraturę do sądu, w sprawie, którą rozpatrywał i stwierdził, że zawierają one przykłady stosowania przez CBA w okresie, o którym mowa (2005-2007), "metod stalinowskich", nie wszystkim się podoba. W odpowiedzi na jego słowa, wyrosła wrzawa polityków, szczególnie prawicy, zarzucających sędziemu brak znajomości realiów okresu stalinowskiego i bezprawne mieszanie się do polityki. Równolegle z politykami, kampanię antysędziowską podjęły i prowadziły przez jakiś czas, media.

Gdy sytuacja w tej sprawie - zdawało się ucichła, pojawił się materiał wytworzony przez Cezarego Gmyza w internetowym TygodnikuLisickiego.pl, który "przypomina metody stalinowskie", o czym donosi "Gazeta Wyborcza". Jak zauważa "Wyborcza", nikt inny przecież jak właśnie stalinowcy oceniali człowieka po tym, "kim byli jego rodzice". A dokładnie to zrobił red. Cezary Gmyz. A, co zrobił? Uderzył w matkę sędziego.

Redaktor Gmyz – podkreśla "Gazeta" - zadał wnikliwe, odważne, niepokorne pytanie: "Czy sędzia Igor Tuleya, który zasłynął uzasadnieniem porównującym metody Centralnego Biura Antykorupcyjnego do stosowanych w czasach stalinowskich, zachowuje bezstronność?" - czytamy w serwisie Wyborcza.pl. I w wyniku zapewne śledztwa dziennikarskiego wychodzi mu, że nie zachowuje bezstronności, bo "wiadomo, że pochodzi z tzw. rodziny resortowej" - zauważa autor artykułu "Wyborczej".

Gryz, bowiem wytropił, że matka sędziego, w czasach Polski Ludowej pracowała 17 lat w Milicji Obywatelskiej, Służbie Bezpieczeństwa i MSW. A w wolnej Polsce, za tamten czas, "została objęta ustawą dezubekizacyjną, na mocy której obcięto jej emeryturę". Patrząc na to – pisze red. Gmyz - "sędzia nie tylko pozwala sobie na kontrowersyjne porównania, ale orzeka też w sprawach lustracyjnych".

Cezary Gmyz - po głośnej wpadce z trotylem smoleńskim – udaje bezstronnego dziennikarza i pyta różne osoby o opinie na temat swoich rewelacji. Zapytał również sędziego Igora Tulei, który odpowiedział: "Istotnie orzekam w sprawach lustracyjnych. Gdybym miał jakieś wątpliwości, złożyłbym stosowne oświadczenie" - mówi. Ale odmawia rozmowy na temat przeszłości matki. "Oddzielam sprawy osobiste od zawodowych" - oświadczył. Mecenas Barbara Kondracka, prawnik z wieloletnim doświadczeniem, powiedziała Gmyzowi: "Dzieci nie mogą odpowiadać za rodziców".

"Wyborcza" przypomina, że "niepokorni" zawyli, kiedy "Newsweek" opisał PRL-owską przeszłość ojca braci Kaczyńskich. Autora tekstu ostro potępili i chcieli ogłosić "dziennikarską hieną roku". A Cezary Gmyz? Redaktor Gmyz zapewne jeszcze umocni swoją pozycję, dziennikarza najbardziej niepokornego z niepokornych i bohaterskiego, który "żyje tylko z prawdy i dla prawdy". Bo przecież wiadomo, że Kaczyński to "Jarosław, Polskę zbaw", a Tuleya – to synek "resortowej rodziny".

Na temat tego, czy sędzia Igor Tuleya miał prawo wypowiadać się czy nie, odnośnie prowadzonego procesu i czy miał prawo wydać opinię o działaniach śledczych, zwłaszcza CBA, zabierali ostatnio głos najwybitniejsi przedstawiciele polskiego sądownictwa, w tym byli sędziowe Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego. Ogólnie stwierdzano, że miał prawo a nawet powinien, mając na uwadze przyszłość pracy prokuratorów i służb specjalnych. Wskazywano na przykłady tego typu istniejące w zwyczajach sędziów w ukształtowanej demokracji Ameryki.

Sędzia Igor Tuleya wiedział, co mówi, bo nikt inny w Polsce nie ma takiej wiedzy o działaniu służb i śledczych z omawianego okresu (2005-2007), opartej na dokumentacji sądowej, jak on właśnie. I nikt nie może się tak jak on autorytatywnie wypowiadać w sprawach, które powinny być potępione i wyeliminowane na przyszłość.

Sędzia Tuleya stał się już tak głośny, że aż niektórych zbytnio kłuje w oczy, swoim nazwiskiem. Mówi: "Dostałem sygnał: wiemy, gdzie mieszkasz". Jest obiektem nie tylko internetowych ataków i części polityków, zwłaszcza PiS, ale i anonimowych osób być może z bliskiej okolicy. Jakiś anonim obsmarował nocą jego drzwi, ktoś wytropił jego syna. Przełożeni rozważają, czy i jaką dać sędziemu ochronę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Czytałem ten sam tekst w serwisie Interia360...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie wiem na pewno, ale pradziadek sędziego Tuleya był agentem ochrany. Ale co to ma do rzeczy. Mamy mówić o tym, czy sędzia Tuleya miał rację mówiąc, że stosowano w śledztwie nie dozwolone z prawem sposoby. Nie wiem co tu ma do rzeczy mówienie o jego matce. To są naprawdę stalinowskie metody. To tam za winy, rodziców odpowiadali ich dzieci. Czy my mamy żyć w takim kraju gdzie będą stosowane takie metody. Dziennikarstwo stosowane przez redaktora Gmyza jest godne pism brukowych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.