Spróbujmy wczuć się na początek w głęboko skrywane myśli największych graczy europejskiej finansjery. Pospekulujmy, co mogą myśleć:
- Beztrosko pożyczaliśmy wszystkim, którzy chcieli dostać pieniądze. Nasze banki urosły do monstrualnych rozmiarów (nasze osobiste fortuny przy okazji). Straciliśmy 100 mld z greckich obligacji, ale zostało to zrekompensowane przez zastrzyk finansowy UE. Przez zwiększenie do 1 bln środków gwarancyjnych w Europejskim Funduszu Stabilizacji Finansowej dostaliśmy sygnał, że możemy dalej pożyczać. Czyli nic się nie stało, pożyczajmy jeszcze więcej!
Główni gracze polityczni myślą być może mniej więcej tak:
- Udało nam się zażegnać kryzys, nie naraziliśmy się przy tym finansistom, a osiągnięte porozumienie zostało zgrabnie sprzedane wyborcom. Z roli współwinnych kryzysu, awansowaliśmy na bohaterów. To nic, że w istocie niewiele się zmieniło. Wybory niedługo, mamy szanse pozostać w grze.
A swoją drogą, może warto pójść drogą Grecji? Wszak dzięki pożyczkom możliwy jest dalszy szybki wzrost, a to pewniejsza wygrana w wyborach. Byle nie nadszedł krach. A jak pożyczymy za dużo, i tak dostaniemy wielomiliardowe wsparcie w postaci umorzenia długów, więc saldo i tak będzie dodatnie.
Rządzący Grecją, myślą być może tak:
- Fałszowaliśmy dane finansowe, żyliśmy ponad stan za pożyczone pieniądze. Długów nie musimy spłacać, więc i tak jesteśmy na plusie. Szkoda tylko, że w następnych wyborach przegramy z kretesem.
Na pewno można wyciągnąć pewne wnioski. W zależności od „punktu siedzenia”, mogą one być zatrważające. Jedno jest pewne - finansjera i beztroskie rządy, główni odpowiedzialni za kryzys, konsekwencji nie poniosą. Ba! podjęte decyzje być może utwierdzą w nich wolę dalszego kontynuowania prowadzonej polityki. Hulaj dusza, piekła nie ma.
A kto za to wszystko zapłaci? Kto poniesie skutki? Beztroski obywatel i podatnik.
Do Wiadomości24 możesz dodać własny tekst, wideo lub zdjęcia. Tylko tu przeczyta Cię milion.