Facebook Google+ Twitter

Gosia Andrzejewicz: Samotny głos roku

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2006-10-22 10:21

– Nie ma co ukrywać, że w show-biznesie liczą się nie tylko dobre utwory i dobry głos. Trzeba mieć znajomości – mówi piosenkarka.

fot. AKPAAnna Gronczewska: Lubi pani bajkę o Kopciuszku?
Gosia Andrzejewicz: – Bardzo! Gdy byłam dzieckiem, lubiłam wszystkie bajki, ale ta o Kopciuszku podobała mi się szczególnie.

Może dlatego, że pasuje do tego, co spotkało panią w życiu?
– Tylko troszeczkę. Nie miałam okrutnych sióstr, ani macochy. Choć jeśli chodzi o spełnianie marzeń, to na pewno bajka ta przypomina moje życie.

Długo spełniała pani marzenia?
– Długo i prowadziła do nich bardzo ciężka droga. Kilka dni temu rozmawiałam z uczniami szkoły podstawowej, do której chodziłam. Byli ciekawi, jak to się stało, że tak szybko rozwinęła się moja kariera. Wytłumaczyłam im, że większość ludzi zna mnie od kwietnia, kiedy wyszła moja debiutancka płyta. A tak naprawdę od dzieciństwa pracuję nad tym, by być piosenkarką. W podstawówce występowałam w różnych konkursach wokalnych, chodziłam na lekcje śpiewu. Moje życie po szkole było związane z muzyką, nie miałam wolnej chwili. Nie chodziłam, jak inne dziewczyny, na dyskoteki, cały czas pracowałam. Miałam zespół, tworzyłam piosenki.

Czy to prawda, że już jako 2-letnia dziewczynka chciała pani być piosenkarką?
– Opowiadali mi o tym sąsiedzi. Gdy mama pracowała, opiekowała się mną sąsiadka, bo byłam za mała, by chodzić do przedszkola. Kiedy pytali, kim chcę zostać, to zawsze odpowiadałam, że piosenkarką. Siadałam wtedy na perkusji, która stała u nich w domu, grałam i śpiewałam.

Pani rodzice mieli coś wspólnego z artystycznymi zawodami?
– Nie. Jestem jedyną osobą w rodzinie, która ma coś wspólnego z muzyką. Choć podobno moje babcie bardzo ładnie śpiewały. Dlatego zadedykowałam im pierwszą płytę „Gosia Andrzejewicz Plus”. Babcie przez całe życie marzyły, by występować na scenie. Niestety, nie miały takich możliwości. Po nich pewnie odziedziczyłam zdolności muzyczne.

Powiedziała pani, że droga do kariery była długa i trudna, bo rodzice nie pracowali w branży muzycznej. To naprawdę ma takie znaczenie?
– Na pewno. Ponad dwa lat chodziłam z materiałem na płytę do różnych firm fonograficznych w Warszawie. Były to te piosenki, które są dziś znane i znajdują się na pierwszych miejscach list przebojów. Niestety, nikt się nimi nie zainteresował. Dopiero po wygraniu konkursu „Rap Eskadra” zauważył mnie człowiek, który pomaga debiutantom. Tak więc jeśli ktoś nie ma rodziców w branży, jest mu trudno. Nie ma co ukrywać, że w show-biznesie liczą się nie tylko dobre utwory i dobry głos. Trzeba mieć znajomości. Gdyby nie było tego konkursu, nikt by o mnie nie słyszał. Jestem tego pewna...

Wytwórnie, które kiedyś się panią nie zainteresowały, nie żałują dziś tego?
– Wiem, że żałują. Ale mnie inne propozycje już nie interesują. Mam swoją ukochaną firmę fonograficzną. Czuję się w niej świetnie. Są tam ludzie, którzy uwierzyli we mnie, gdy nie byłam znana. Za żadne pieniądze z niej nie odejdę.

Czuje się pani już gwiazdą?
– Na pewno gwiazdą się nie czuję. Może dlatego, że to słowo kojarzy mi się z osobą zadufaną w sobie. Jestem zupełnie inna. Zostałam tą samą Gosią. Śpiewam od serca i robię to, co lubię. Nawet mnie dziwi, że ludzie podchodzą, proszą o autograf. Przecież śpiewam tak samo jak kilka lat temu.

Jest miło, gdy ktoś prosi o autograf?
– Bardzo. Nawet godzinę temu, gdy wsiadałam do samochodu, rozdawałam autografy. Ludzie poznają mnie, podchodzą i, co najważniejsze, czuję wielki szacunek i miłość fanów. Moja muzyka do nich przemawia. Jak widzę takie reakcje, to wiem, że to, co robię ma wielki sens...

Nagrywa pani nową płytę...
– Właśnie jadę do studia. Płyta ukaże się pod koniec listopada. Będzie na niej różnorodna muzyka. Mam już napisane wszystkie teksty. Będą romantyczne, ale też kontrowersyjne, bo poruszam w nich takie tematy, jak na przykład aborcja. Teksty są bardzo szczere.

Pisze pani słowa do swoich piosenek w oparciu o własne przeżycia?
– Wszystkie teksty są napisane na podstawie mojego życia. Najczęściej, niestety, o nieszczęśliwej miłości. Taka mnie spotyka. To ma odzwierciedlenie w „Słowach” czy „Pozwól żyć”. Na nowej płycie będę kontynuowała tę tematykę. Dalej nie znalazłam swojej drugiej połowy...

Ale chyba na brak powodzenia pani nie narzeka?
– Rzeczywiście. Jednak tak naprawdę jestem ciągle w studiu, na koncertach. Nie mam szans, by poznać swą drugą połowę.

Jaki powinien być ten jedyny?
– Przede wszystkim powinien rozumieć mój zawód. Musi być tolerancyjny i mało zazdrosny. W tej branży pracuje większość mężczyzn, spędzam z nimi dużo czasu.

No i pewnie musi być przystojny?
– Przystojny, ale nie za bardzo. Nie chciałabym się bać, że jakaś inna dziewczyna poderwie mojego chłopaka. Dlatego nie może być zbyt ładny. Wystarczy, żeby był sympatyczny, oczywiście niebrzydki, taki normalny. Musi mieć muzyczną duszę.

Jest pani młoda, a już takie złe doświadczenia w miłości?
– Niestety... Jestem bardzo wrażliwa. Wszystkie emocje zatrzymuję w sobie, a potem zapisuję w tekstach. Spotkała mnie nieszczęśliwa miłość i teraz czekam na szczęśliwą. Gdy nadejdzie, będę pisała optymistyczne piosenki.

Podobno z natury jest pani optymistką...
– Tak, bo spełniają się moje muzyczne marzenia. W życiu zawodowym jestem szczęśliwą osobą. Nie mam powodu, by się smucić. Podobno koziorożce są z natury optymistyczne. Jednak piosenki pochodzą z mojej głębi. Na zewnątrz mogę wyglądać jak optymistka. Ale tam w głębi szukam miłości.

Co by pani zrobiła, gdyby nie została znaną piosenkarką?
– Dałabym sobie jeszcze dwa lata na szukanie wydawcy. Naprawdę wierzyłam, że piosenki, które napisałam są dobre i wiedziałam, że się spodobają.

Gdyby się nie udało po tych dwóch latach, to co?
– Może uczyłabym się włoskiego?

Włochy to pani wielka miłość?
– Tak. Zawsze chciałam tam studiować. I pewnie gdyby mi się nie udało, to byłabym we Włoszech. Tam uczyłabym się włoskiego, angielskiego. Tam bym próbowała śpiewać. Na mojej nowej płycie znajdzie się piosenka z włoskim tekstem.

Studiuje pani w Polsce?
– Właśnie napisałam podanie o roczny urlop dziekański. Wychodzi płyta, będzie dużo koncertów i nie będę mogła być na uczelni. Za rok na pewno wrócę na studia, czyli zarządzanie i marketing.

Czy to prawda, że zmieniła pani nazwisko?
– Tak. Mój tata szukał rodzinnych korzeni, by zrobić drzewo genealogiczne. Odkrył, że mój pradziadek szedł do carskiego wojska jako Andrzejewicz, a wyszedł jako Andrzejczuk. Jak tata odkrył, że nie jest to nasze prawdziwe nazwisko, cała nasza rodzina zmieniła je na Andrzejewicz.

Czyli nie decydowały o tym względy artystyczne?
– Na pewno. Choć mnie się lepiej podoba nazwisko Andrzejewicz, a nie Andrzejczuk. Poza tym moja muzyka jest prawdziwa i nie chciałabym występować pod fałszywym nazwiskiem.

Jak pani lubi wypoczywać?
– Spać. Pracuję teraz dużo i bardzo brakuje mi snu. Jak odpoczywam, to przede wszystkim śpię.

Gotuje pani czy żywi się w restauracjach?
– Teraz gotuje mi mama. Ale ja też to lubię.

Ma pani popisową potrawę?
– Uwielbiam piec ciasta. Podobno robię bardzo dobre serniki.

Przeprowadziła się pani już z Bielska-Białej do Warszawy?
– Nie zamierzam przeprowadzać się do stolicy. W Bielsku-Białej jest mi dobrze. Studio nagraniowe mam blisko domu, bo w Katowicach.

Wystąpiła już pani na festiwalu Eurowizji, ale z zespołem Ivan i Delfin. Jak pani wspomina tę współpracę?
– To było dawno, jeszcze nie wydałam mojej płyty. Była to miła przygoda. Wtedy chciałam pokazać się gdziekolwiek. Ivan wybrał mnie do śpiewania w chórkach. Słyszał moje nagrania i spodobała się mu barwa mojego głosu. Nie ukrywam, że zawsze chciałam występować sama. Była więc to jednorazowa przygoda. Nie mam już z nimi kontaktu.

Prowadzi pani internetowy blog?
– Blogów nie prowadzę ja, a moje fanki. Tych blogów jest ponad 1000.

Wśród Pani fanów są głównie dziewczyny?
– Tak, ale pojawiają się też chłopcy. Dziewczyny opisują w blogach emocje, jakie wywołuje moja muzyka. Często je czytam. Szczególne emocje wywołuje piosenka „Słowa”. Umieściliśmy ją jako MP3 na stronie internetowej i ściągnęło ją ponad 2 miliony osób. Fanki bardzo przeżywają tę piosenkę. Każda się z nią utożsamia. Często czytam: „Ta piosenka jest o moich przeżyciach, Gosia, skąd wiedziałaś, że ja to czułam?”. Pisałam w niej o sobie. O miłości, która jest i którą się potem traci. To jest naprawdę piosenka płynąca z serca, z moich przeżyć.

Pani były chłopak słyszał tę piosenkę?
– Wie, że jest o nim. Podobno się popłakał, gdy ją usłyszał... Na nowej płycie jest również utwór związany z tym człowiekiem. Pisząc go, pierwszy raz mi się zdarzyło, że się popłakałam. Nawet nie mogłam skończyć tego tekstu.

Co uważa pani za największy sukces?
– Miłość fanów i to, że jest ich coraz więcej. Moja muzyka trafiła do ich serc i się z nią utożsamiają.

Pani piosenki są na pierwszych miejscach list przebojów. Co pani czuje, gdy słyszy swoją piosenkę płynącą z samochodowego radia czy gdy robi pani zakupy w sklepie?
– Rok temu bardzo się z tego cieszyłam. Teraz mniej słucham radia, oglądam telewizji. Ale gdy je włączę i leci moja piosenka, mam dziwne wrażenie, że śpiewa to inna dziewczyna... •

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

natalia li
  • natalia li
  • 17.09.2010 10:24

gosiu czy kazdy może zostac posenkarką tak czy nie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.