Facebook Google+ Twitter

"Gottland". Baśnie o narodzie zza Sudetów

Wschód czy zachód? Farsa czy tragedia? Jeden naród czy 10 milionów narodów? O czym jest ta książka? Tego nie wie do końca nikt, choć wiedzą wszyscy. Bo wszem i wobec wiadomo, że o Czechach. Ale czy aby na pewno? Tylko o nich?

Okładka książki / Fot. Wydawnictwo"Gottland" to książka nawiązująca do najlepszych tradycji polskiego reportażu. Mariusz Szczygieł, kiedyś znany dziennikarz telewizyjny, dziś korespondent w Czechach, by móc napisać rzecz tak dobrą i perfekcyjnie rozplanowaną, musiał wczuć się w czeską duszę, w czeski umysł i czeskie postrzeganie świata. W „czeskość”?

Nie od dawna wiadomo, że kraj, którego geografia bezlitośnie otoczyła z czterech stron murem z gór, intrygował jak żaden inny. Republiki Czeskiej i Czechów nie mogliśmy ocenić jednoznacznie. Historia nie mogła osądzić, religia nie mogła osądzić, nie mogła osądzić sztuka. Ani nawet tak powszechne stereotypy narodowe. Z pewnością osądzimy po przeczytaniu książki. Książki z nutą sarkazmu, ale sarkazmu realnego. Sarkazmu życia codziennego. Świątynią „czeskości” na przykład, jawi się nam willa (muzeum) supergwiazdy Czeskiej estrady – Karela Gotta, czyli tytułowe Gottland.
Cała "Gottland" to kompilacja metafor, które czytamy jak dokładnie podsłuchaną opowieść w autobusie miejskim. Krótko, zwięźle i na temat. I z pasją.

Styl Szczygła porywa. Styl, który wyrzeźbił tak skrzętnie, jest unikatowy. Opowieści snute przez autora, składają się z półsłówek, urwanych cytatów, wyliczanek, mieszania czasów. Zabieg ryzykowny, ale w przypadku tej specyficznej opowieści o jednym narodzie bardzo udany. Oto jak poznajemy na przykład historię słynnej czeskiej piosenkarki:„Do reżyserki weszła w kożuchu. Był 14 listopada, dość zimno. Komunizm miał się skończyć za miesiąc. Rozebrała się, weszła do studia, reżyser poprosił ją o próbę głosu…”
To pierwszy ruch pędzlem w historii Marty Kubišovej. Aż chce się czytać dalej. I tak w każdym przypadku. A historii mamy tutaj piętnaście. Każda traktuje o tym samym narodzie, ale w innym świetle, momencie historycznym, motywem przewodnim, bohaterem i przesłaniem.

"Gottland" czytałem, przenosząc się do naszych południowych sąsiadów w myślach i palcem po mapie... / Fot. Marcin NowakCzesi w książce Szczygła to naród pasjonujący. Czytając kolejne opowieści, zaczynamy wszyscy czuć tak jak oni. W dużej mierze, na przykład dzięki historii o największym na świecie pomniku Stalina, który stał kiedyś nad Wełtawą, i który pozbawił życia kilka osób. W tym pewnego rzeźbiarza, którego przekleństwem był fakt, że został wybrany na jego twórcę. Pokuszę się o stwierdzenie, że nie kto inny jak właśnie my, Polacy potrafimy zrozumieć przewrotną farsę komunistycznych realiów czasów zamierzchłych. I to, że problemem spędzający sen z oczu komunistycznych dygnitarzy mógł być brzeg rzeki (wschodni czy zachodni) na którym miał stać pomnik oraz kierunek (wschód czy zachód), w który Stalin patrzy. To już przerabialiśmy, prawda?

Czechy w "Gottland" są naszkicowane w sposób mitologiczny. Ale mitologia to nietypowa. Losy najsłynniejszych Czechów poznajemy niczym pasjonujące baśnie. Baśnie o ludziach. Takich jak my. Zazwyczaj w brunatnych, szarych barwach. Ale właśnie to wyznacza doskonały klimat książki. Czy wiecie, gdzie szewc bez butów chodzi? Mnie osobiście porwała historia najbogatszego szewca świata i najbogatszego Czecha – Tomasza Baty, protoplasty słynnego rodu Batów. Tych od obuwia.
Bata synowi kazał chodzić boso, aby się nie wyróżniał. Założył, rozwinął, nadał oddech miastu Żlin. Podobno miał dostać nagrodę Nobla za projekt przesiedlenia narodu czeskiego do Patagonii.

To doskonała książka, zarówno dla tych, którzy szukają nowej jakości w polskim pisarstwie jak i sierot po Ryszardzie Kapuścińskim. Mariusz Szczygieł to największa nadzieja polskiego reportażu. A przy tym doskonały artysta słowa. To mieszanka wybuchowa, zapewne równie silna jak dynamit, który zniszczył największy pomnik Stalina na świecie.

Mariusz Szczygieł, "Gottland", Wydawnictwo "Czarne" 2006


Czytaj także:
Patryk Szczerba Nagroda NIKE 2007 dla Wiesława Myśliwskiego

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

+ :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeczytałam. Książka jest przerażająca.
Z pewnością byłaby świetną okazją do rozliczenia się przez Czechów ze swoją przeszłością, gdyby nie to, że napisał ją Polak. Tak czy inaczej nikt kto przeczyta Gottland nie będzie już zdolny wierzyć, że polskie "niepotrzebne bohaterstwo" faktycznie jest takie niepotrzebne. Z książki wyłania się bowiem straszna prawda. Czesi ze swoim organicznym przystosowywaniem się do dowolnych okoliczności owszem ocalili swoje zabytki, ale tracąc duszę.
W kraju, w którym wszyscy starają się przystosować, bardzo łatwo kogoś wyrzucić poza nawias, reakcje nieprawdopodobnego ostracyzmu społecznego stosowane przez wszystkich, którzy jeszcze nie znaleźli się na indeksie... żeby chociaż na indeksie... jedną z rzeczy która mnie zaszokowała było to, że tam nawet nie potrzebowali indeksu, ludzie i tak wiedzieli, do kogo się nie zbliżać, komu nie dać pracy, nawet komu uniemożliwić pochówek...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus. Zachęcające ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Mnie też porwała historia Baty, niewiarygodna ... Gdyby nie to, że lekturę mam już za sobą. po Twojej recenzji zapewne bym po nią sięgnęła :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

ciekawa sprawa

Komentarz został ukrytyrozwiń

+;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.