Facebook Google+ Twitter

Gra do jednej bramki

Próba zdyskredytowania niemieckich mediów w Polsce przez polityków prawicy, to podcinanie gałęzi, na której ta prawica siedzi...

W ostatnich miesiącach byliśmy świadkami nowej, polsko-niemieckiej gry w transgraniczny ping-pong. Najpierw gazeta po jednej stronie pisze artykuł krytykujący władzę drugiej strony, potem prasa po drugiej stronie daje odpór, co kolei stanowi pretekst dla prasy po tamtej stronie, by się na to oburzyć. Tak powstała „wojna kartoflana”, tak rozwijała się kariera Eriki Steinbach w Polsce, która w Niemczech jest znana głównie dlatego, że polska prasa ją ciągle atakuje.

To nic dziwnego, w połowie lat 90., kiedy rozgorzał spór niemiecko-francuski o kształt unii walutowej, „Der Spiegel”, „Le Monde”, „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „Le Figaro” zachowywały się podobnie. Wtedy szef Bundesbanku był dla francuskiej opinii publicznej tym, kim dziś Erika Steinbach jest dla polskiej opinii publicznej.

Polsko-niemieckie przerzucanie piłki ma jeszcze inny wymiar: uczestniczą w nim głównie gazety, które należą do tego samego wydawcy. I tak ostatnio niemiecka bulwarówka „Bild” (należąca do koncernu Axela Springera) obraża polskich kibiców wyzywając ich od „czerwonych chamów”, po czym polskie gazety „Fakt” i „Dziennik” (należące do Springera) mogą się na to oburzać. "Newsweek" (należący też do Springera) porównuje prezydenta Kaczyńskiego do Putina, po czym Kaczyński grozi niemieckim mediom, na co oburzają sie komentatorzy "Die Welt" (też Springer).

Politycy, sami dziennikarze i Rada Etyki Mediów starają się tłumaczyć to zjawisko na różne sposoby. Dla Jarosława Kaczyńskiego i jego brata, w Polsce istnieje swoisty „front niemieckich interesów”. - W Polsce istnieje - powiedział Jarosław K. jeszcze jako poseł w 2004 roku - bardzo duża grupa ludzi, która żyje za niemieckie pieniądze i która udaje niezależnych uczonych lub niezależnych publicystów. To także cały tłum, czy może raczej tłumek, pożytecznych idiotów o żebraczym usposobieniu.

Ostatnio w podobny sposób reagował na porównanie go do prezydenta Putina przez „Newsweek”. W przeszłości politycy LPR chcieli nawet sprawdzać, czy koncern Springer to niemiecka agentura w Polsce.

Jeśli media, wydawane w Polsce przez niemieckich wydawców, prowadzą po prostu politykę w interesie Niemiec i tym samym, według braci Kaczyńskich, politykę antypolską, to jak wyjaśnić, dlaczego te media zatrudniają akurat dziennikarzy przychylnych PiS i często piszących krytyczne wobec Niemiec teksty? „Dziennik” i „Fakt” trudno uznać za media antyrządowe. Najostrzejsi krytycy koalicji siedzą w redakcjach „Polityki”, TVN i „Gazety Wyborczej” – ale tam nie ma niemieckiego kapitału.

Członkowie Rady Etyki Mediów czasami wysuwają inną tezę: „przerzucanie piłki”, apelowanie do niskich odruchów czytelników i publikowanie nacjonalistycznych tekstów jest wynikiem upadku obyczajów i standardów etycznych dziennikarzy. Kiedyś dziennikarze odmawiali pisania takich tekstów, dziś nie mają kręgosłupa. Trzeba im przypomnieć o tych standardach, wychowywać ich, apelować do ich sumień.

To brzmi pięknie, ale okazało się mało skuteczne. W czasach peerelowskiej cenzury, dziennikarze rezygnowali z publikowania w pierwszym obiegu, bo musieliby tam napisać rzeczy, w które nie wierzyli. Dziś nikt ich do tego nie zmusza, po prostu wydawca zatrudnia takich dziennikarzy, którzy wierzą w słuszność jego linii politycznej. Zamiast rezygnować z pisania w ogóle, dziś dziennikarze mogą zmienić pracę tak, by pisać zgodnie ze swoim sumieniem. Kiedyś była jedynie słuszna linia partii, dziś jest jedynie słuszna linia wydawcy. W Niemczech ma on nawet prawo zobowiązać dziennikarzy do obrony tej linii. Odmowa może być powodem zwolnienia dziennikarza z pracy. Lewicowy wydawca nie musi tolerować prawicowego komentatora.

W czasie, kiedy Springer wszedł na polski rynek, większość lewicowych i liberalnych publicystów miała zatrudnienie w redakcjach, w których mogli pisać zgodnie ze swoimi przekonaniami. Prasa prawicowa natomiast była słaba, rozdrobniona, podzielona, wielu prawicowych publicystów szukało swojego miejsca. Springer wszedł w segment rynku, który nie był jeszcze obsadzony: nie było brukowca z prawdziwego zdarzenia, nie było poważnej gazety eurosceptycznej. Teraz już są – dzięki kapitałowi niemieckiemu. Ale to była decyzja ekonomiczna, nie polityczna. W Niemczech koncern Springera powstał jako prawicowy, antykomunistyczny, proizraelski, proamerykański i skierowany przeciwko buntownikom 1968 roku, bliski chadecji. Z tej perspektywy popieranie w Polsce prawicy nie miałoby zbyt dużego sensu. Jest ona w dużej mierze antyizraelska (część nawet antysemicka), antyniemiecka i w dodatku negatywnie nastawiona do niemieckich inwestycji. Ale na polskim rynku medialnym była luka na prawicy. Na finansowaniu prawicowych mediów można było zarobić, rynek lewicowo-liberalny był nasycony.

Z punktu widzenia długofalowych interesów polskiej prawicy powstała paradoksalna sytuacja: niechciany i atakowany przez prawicę kapitał niemiecki gwarantuje dziś prawicy przeciwwagę dla silnej pozycji lewicowo-liberalnych mediów. Te prawicowe media mają jednak jedną wadę z punktu widzenia krótkofalowych interesów prawicy: należą one do wydawców zagranicznych i są tym samym w dużym stopniu niezależne od władzy. W przyszłości, kiedy PiS i jego koalicjanci utracą władzę, będzie to wielki atut. Dziś rządzących polityków irytuje, że te media mogą ich krytykować z pozycji prawicowych. Stąd ataki na rzekomą „piątą kolumnę niemiecką” i próby zdyskredytowania „niemieckich wpływów”. To strasznie krótkowzroczne. To podcinanie gałęzi, na której siedzi polska prawica.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

bjjpxs
  • bjjpxs
  • 13.07.2011 22:00

E9WKe4 <a href="http://snxoufstcgcr.com/">snxoufstcgcr</a>, [url=http://robdwsxizfat.com/]robdwsxizfat[/url], [link=http://ufkonvgeitrx.com/]ufkonvgeitrx[/link], http://sspwczaargno.com/

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Jest (prawica*) w dużej mierze antyizraelska (część nawet antysemicka)". Czyżby dziadek min. Giertycha?
"Negatywnie nastawiona do niemieckich inwestycji" - myślę, że tak, i że to dotyczy nie tylko niemieckich inwestycji.
A Dziennik Springera sobie chwalę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry tekst! Daję Klausowi plusa.
(Szerzej odniosłem się do tych kwestii w felietonie, który w tej chwili jest moderowany)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 09.02.2007 13:01

Mam poważne wątpliwości, czy porównanie Steinbach i szefem Bundesbanku jest trafne.

Warto też pamiętać o magazynie "Time" (edycja rosyjska) wydawanym przez Springera, kiedy to niemiecki wydawca chciał wycofać z niego wywiad z żoną Putina. Dopiero interwencja amerykańska (Springer wydaje "Time" na czymś w rodzaju licencji) pomogła. Myślę jednak, że odwołanie do historii Springera z lat 60. niewiele ma dziś wspólnego z rzeczywistością.

Teza, że "polska prawica jest w dużej mierze antyizraelska" jest raczej nieprawdziwa (bracia Kaczyńscy antyizraelscy bynajmniej nie są, choć być może część zaplecza politycznego ich parti jest). Antyniemieckość prawicy kwitnie głównie dzięki problemom, które mają Niemcy sami z sobą (Steinbach, Pawelka, rurociąg Schroedera itd.).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście ma pan rację. Tylko, że argumentem nie zwalczy się czegoś, w co prawicowcy uwierzyli bez argumentów ;) Rozum nie wygra z uprzedzeniem, może je zastąpić...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.