Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

68093 miejsce

Grad goli w Champions League

We wtorek odbyły się dwa rewanżowe spotkania 1/8 finału Ligi Mistrzów, w których kibice zobaczyli - bagatela - 10 bramek!

Fot. ilustracyjna / Fot. PAPSmoki z Porto, które w szczęśliwych okolicznościach, kosztem dwóch błędów polskiego bramkarza Łukasza Fabiańskiego w pierwszym meczu na Estádio do Dragão zwyciężyli Kanonierów 2:1, dzisiaj musieli uznać zdecydowaną wyższość rywala. Na Emirates Stadium podrażnieni bolesną porażką w Porto, piłkarze Wengera urządzili sobie prawdziwą ucztę strzelecką, rozbijając Portugalczyków aż 5:0. Tym samym poprawili efektowny wynik z przed dwóch lat, kiedy to wygrali z portowcami w Londynie różnicą 4 bramek.

Pomimo braku w składzie mózgu zespołu - Cesca Fabregasa, młode wilczki Wengera potrafiły zdominować mecz niemal od pierwszej do ostatniej minuty. Wyszli na prowadzenie już po 9 minutach po bramce Bendtnera, od tego momentu sytuacja mistrza Portugalii stawała się coraz to bardziej dramatyczna. Autorem drugiej bramki ponownie był rosły Duńczyk w 25. minucie dokładając nogę do pustej bramki Heltona, po indywidualnej akcji Arshavina, który wręcz ośmieszył defensorów Porto. Takim też wynikiem skończyło się pierwsze 45 minut na Emirates.

Goście nadal byli w zasięgu awansu, do dogrywki i przedłużenia ewentualnych nadziei brakowało im jednej bramki. Jednak to był mecz jednego aktora, a w zasadzie kolektywu o trzech twarzach - Arshavina, Nasriego i Bendtnera. I tak kolejnym ciosem był samotny rajd Samira Nasri'ego w 63. minucie, który podobnie jak wcześniej Rosjanin, ośmieszył 3 zawodników Porto. Trzy minuty później nastąpił totalny nokaut przyjezdnych, po książkowo wykonanej kontrze Arshavin wyłożył piłkę "sam na sam" Eboue, a ten nie miał żadnych problemów z pokonaniem Heltona. Katem FC Porto okazał się Nicklas Bendtner, który już w doliczonym czasie dołożył kropkę nad "i", tym samym kolekcjonując hat-tricka.

Zdecydowanie jakość widowiska zepsuli goście, którzy nie podjęli walki, popełniając dziecinne błędy w obronie i nie potrafiąc zagrozić bramce Manuela Almunii. Niestety jednym z większych przegranych tego dwumeczu, oprócz oczywiście całej drużyny z Porto jest Łukasz Fabiański, który po dwóch niefortunnych interwencjach postawił na sobie póki co krzyżyk w oczach Arsena Wengera. Kanonierzy zdeklasowali Portugalczyków, pokazując miejsce w szeregu, pewnie kwalifikując się do fazy ćwierćfinałowej Champions League.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Ktoś napisał arta: http://www.sport.pl/pilka/1,65080,7653807,Wojna_o_Manchester_pod_flaga_zolto_zielona.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale ManU pojechał z Milanem. Zauważyliście, jakie barwy zaczynają dominować na stadionie ManU? Można by o tym arta napisać, nie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

No to po włoskich klubach w LM :( ...i z mieszanymi uczuciami, jako wielki fan Juve, piszę: ostatnia nadzieja w Interze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Arsenal!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.