Facebook Google+ Twitter

Grafik sprzedaje za setki tysięcy dolarów cudze zdjęcia z Instagrama. Czy to jeszcze sztuka?

Kontrowersyjny pomysł nowojorskiego grafika balansuje na granicy prawa. Jak dotąd wszystko uchodziło mu na sucho, a sprzedaż obrazów przynosiła duże zyski. Tylko czy to w porządku wobec użytkowników Instagrama?

 / Fot. zrzut ekranu/TwitterRichard Prince, grafik, wpadł na pomysł, który nawet wśród krytyków sztuki współczesnej uchodzi za kontrowersyjny. Artysta wyszukuje na Instagramie ciekawe zdjęcia innych osób, lekko je retuszuje i dodaje swoje komentarze - podaje radiozet.pl. Następnie drukuje je na płótnie i sprzedaje. Cena robi wrażenie - 100 tys dolarów to niezła suma, zwłaszcza, że są to zdjęcia zrobione przez inne osoby.

Wydawać by się mogło, że artysta łamie prawo, jednak jak do tej pory wszelkie pozwy przeciwko Richardowi zostały oddalone. Artysta wykorzystał niejasności w prawie autorskim. Sekret tkwi w retuszu, gdyby to były dokładne repliki, byłoby to łamanie prawa. Tymczasem, dzięki drobnym przeróbkom zdjęcia są traktowane jako jego dzieła. Rzecz jasna nie zgadza się z tym wielu krytyków i i odbiorców jego sztuki. Jednak niezależnie od oceny, jego zeszłoroczna wystawa "Nowe portrety" przyciągnęła tłumy, a wiele obrazów zostało sprzedanych.

Czytaj także: "Plemię". Opowiedziany językiem migowym głośny debiut ukraińskiego reżysera od 29 maja w kinach


Czy artyście nadal będzie uchodziło to na sucho? Nie jest to pewne, bo poza krytykami nie podoba się to również niektórym osobom obecnym na zdjęciach i wytaczane są kolejne procesy przeciwko Richardowi. Niezależnie od ich wyniku pojawia się bardzo ważne pytanie - jak daleko sięgają granice sztuki?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Wygląda więc na to, że internet dozwala na wszelkiego rodzaju kradzieże, publikacje cudzej własności i wymusza chyba przewartościowania pojęcia uczciwości zawodowej, etyki, przyzwoitości, moralności i wszystkiego, co mieści się w pojęciu moralności.
Przewartościowanie to obniża, a nawet ściąga na dno zachowania uznawane za przyzwoite, a proces ten odbywa sie w skali masowej.
To mój smętny wniosek wynikający z powyższego tekstu, bo rzecz dotyczy nie tylko sfery artystycznej.
Nasza ostatnia afera z ujawnianiem akt, w których można było, ale się nie musiało zamazywać dane wrażliwe, świadczy o zaniku własnie wrażliwości i warcholskim (co mi kto zrobi?!) traktowaniu obiektów osobistego zainteresowania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.