Wywiad z Michałem Pacudą, redaktorem naczelnym serwisu koszykarskiego - probasket.pl
Michał Pacuda na koszykówce zna się doskonale. Pobyt w USA dużo go nauczył. Swoją wiedzę stara się teraz przekazać młodym koszykarzom Polonii. Stworzył serwis www.probasket.pl, który cieszy się dużą popularnością wśród fanów kosza. Porozmawiałem z nim o obecnej kondycji Polskiej koszykówki. Powspominaliśmy także jego pobyt w lidze NJCAA...
Pod wodzą Andrzeja Urlepa
polscy koszykarze wywalczyli awans do mistrzostw Europy. Jak Pan myśli, co
miało wpływ na tak równą grę zespołu?
— Przepis jest bardzo prosty –
połączenie doświadczenia z młodością. Inni próbowali, udało się najlepszemu. Nie tylko dlatego, że jest wielkim fachowcem, ale
przede wszystkim dlatego, że ma autorytet. Jeśli na grę w reprezentacji udaje
mu się namówić Wójcika i Plutę, którzy zapowiadali koniec przygody z kadrą i
mogliby w tym czasie leżeć w ciepłych krajach na plaży i odcinać kupony, to tylko potwierdza klasę szkoleniowca.
Łukasz Koszarek, kiedy podpytywałem go o kadrę i trenera, powiedział, że po
pierwszym treningu był „w szoku”, bo Urlep w dwie godziny wychwycił bardzo
wiele jego błędów, z których nawet nie zdawał sobie sprawy, takich
szczegółów, które mają potem wpływ na grę.
Przed nami kolejny sezon DBL, w
gronie faworytów znajdują się uznane marki polskiego basketu m.in. Prokom,
Anwil, "nowy" Śląsk, a także Czarni Słupsk. Jak wiemy, kibicuje Pan
drużynie z Warszawy, czy ona także będzie się liczyła w walce o medale?
— Kibicuję Polonii? To prawda, że pół życia spędziłem na Konwiktorskiej 6. Jest więc we mnie jakiś „patriotyzm” lokalny i sentyment, ale ekstraklasa to oddzielny klub. Przychodzę na ich mecze i staram się być obiektywny. Moim celem jest obserwacja i analiza. Nie nazwałbym się więc kibicem Polonii. Ja „kibicuję” każdemu, kto gra dobry, fajny basket.
Jeśli chodzi o faworytów, w tym
sezonie to nie będę oryginalny, jeśli powiem, że Prokom znów jest bardzo silny,
ale jak mu się będzie wiodło – zobaczymy. Liczę po cichu, że w Eurolidze coś zawojuje.
W PLK moją uwagę przykują trzy kluby: Śląsk, Anwil i Polpharma. Głównie z
powodu ich trenerów. Bardzo mnie interesuje, co Andrej Urlep zrobi ze Śląska,
co Dawid Dedek osiągnie, pracując w końcu sam i czy chyba najbardziej polska
drużyna Tomasza Jankowskiego pokaże pazurki.
Zaczynał Pan od juniorów, aż wreszcie wyjazd do USA i gra lidze NJCAA. Co utkwiło Panu najbardziej w pamięci z pobytu za oceanem?
— Trenowałem w Polonii już w wieku 12 lat. Kochałem koszykówkę i dlatego wyjechałem do Stanów po maturze. Pobyt w USA dał mi zupełnie inne spojrzenie na świat, na życie, a także na koszykówkę. Byłem tam zupełnie sam i szybko musiałem dorosnąć. Bardzo mnie ten wyjazd zmienił, myślę, że na lepsze. Co mi utkwiło najbardziej w pamięci? Jak Darren Randell po treningu stanął pod koszem, za tablicą, nabiegł, obrócił się w powietrzu o 180 stopni, piłkę trzymał w prawym ręku, zrobił nią ogromny zamach i wpakował z całej siły do kosza. Ten chłopak miał „papiery na granie”. 195 centymetrów wzrostu, idealna dwójka, świetne minięcie, rzut z pełnego wyskoku. Mieliśmy pod niego specjalne zagrywki na alley-oopy. Wystarczyło rzucić piłkę w stronę obręczy – wiadome było D.R. ją złapie. Nie wiem, co się z nim potem stało. Podobno poszedł do Kentucky, ale nie mógł grać z powodu złych ocen.
W zawodzie pracuję dopiero drugi rok i cały czas staram się podpatrywać innych trenerów – ich sposób prowadzenia drużyn, treningów (powiększam zasób ćwiczeń). Zdaję sobie sprawę, że nie wiem wszystkiego, dlatego cały czas chcę się uczyć. Bardzo ważne jest dla mnie to, co trenerzy mówią zawodnikom w szatni czy podczas przerw w grze. Teraz mam świetną okazję do nauki, bo jestem asystentem trenera Piotra Bakuna w OSSM Warszawa (dawny SMS).
Jak wygląda trening pod moją wodzą? Planuję cały tydzień z góry i potem staram się realizować plan. Trudno mi siebie oceniać. Wydaje mi się, że podczas treningów jestem sobą. Nie denerwuję się bez powodu. Najpierw tłumaczę, pokazuję, a potem wymagam. Uważam, że tylko ciężka praca przynosi efekty. W meczach grają ci, którzy najlepiej trenują. Nie ma dla nikogo taryfy ulgowej, a jak się komuś coś nie podoba, to albo niech powie to głośno, bo może ma rację, albo niech więcej nie przychodzi i nie marnuje czasu mojego i innych.
Najlepszy koszykarz na świecie
według pana?
— Taki, który gra na 110 procent swoich możliwości, zostawia serce na parkiecie i w każdym meczu gra, jakby to miał być jego ostatni występ. Jak dostanie łokciem w twarz, to za chwilę nadstawi drugi policzek, a jak będzie trzeba, to też odda. Mówiąc w dwóch słowach: RON ARTEST.
Zobacz także:
Artykuły
(432)
Galerie
(46)
Średnia ocen
(4.42)
Wiek: 25 | Miejscowość: Przemyśl | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Polska – Słowacja. Kolejny test naszej kadry przed EURO 2012
(odsłon: +1025)