Facebook Google+ Twitter

Gran Canaria – kontynent w miniaturze

Pod afrykańskim słońcem z Oceanu Atlantyckiego wynurzają się Wyspy Kanaryjskie. Piaskowa pustynia i lazurowe wody oceanu na południu, góry i roślinna oaza wewnątrz wyspy - prawdziwy kontynent w miniaturze. Hola Gran Canaria!

Powulkaniczny krajobraz. Fot. Lidia Czerniga Las Palmas. Po około czterech godzinach z Hamburga samolot szczęśliwie ląduje w stolicy wyspy. Na malutkim lotnisku turyści czekają na swoje bagaże. Rodziny z dziećmi, uśmiechnięci emeryci. Większość z nich zaopatrzona w kije golfowe i deski surfingowe. Chyba się trochę wyróżniamy... Podchodzi przewoźnik. Łamaną angielszczyzną kieruje nas do odpowiednich busów. Jedziemy autostradą. Za oknem krajobraz jak po suszy tysiąclecia, popękana ziemia, gdzieniegdzie szczątki roślinności. A gdzie bujne, egzotyczne palmy? Gdzie słynne kanaryjskie banany i pomidory? W oczach większości lekkie zdziwienie, nutka rozczarowania. Europejska, prosta droga, pędzące samochody wielkomiejski krajobraz. Nic nie wskazuje na egzotyczność miejsca.Widok na ocean. Puerto Rico. Fot. Lidia Czerniga

Gdzieś w głębi wyspy...Fot. Lidia CzernigaMaspalomas - Playa del Ingles. Jedziemy na południe wyspy, do największego kompleksu turystycznego. Dziesiątki hoteli, pensjonatów, restauracji i parków rozrywki. Bazary i kramiki z pamiątkami wyrastają niemalże za każdym zakrętem. Ręcznie haftowane chusty i obrusy, drewniane rzeźby, marcepany. Bananowy likier - tradycyjny trunek wytwarzany przez Kanaryjczyków, można kupić w każdym podrzędnym sklepiku. Nieobjęte cłem alkohole szybko stają się łupem turystów. W każdej restauracji menu w języku niemieckim. "Guten Tag" - obok hiszpańskiego "Hola!" słychać tu najczęściej. To Niemcy obok Hiszpanów (którzy są także mieszkańcami wyspy) stanowią najliczniejszą grupę turystów.

Fot. Lidia CzernigaMaspalomas. Hotel położony na szczycie wzniesienia. Z balkonu zarysowuje się kontur oceanu, do którego dostępu strzegą rozpościerające się kilometrami piaszczyste wydmy. Ciepły podmuch wiatru z orzeźwiającą oceaniczną bryzą. Biel. Tak, zdecydowanie ten kolor dominuje w miasteczku. Białe domki, ogrodzone przeważnie kilkumetrowymi, solidnymi murami. Przeważają białe samochody. Ponoć dobrze komponują się z egzotycznym krajobrazem ciepłych krajów (czy może ze śniadą karnacją tubylców?). Hiszpański rap rozbrzmiewa z wnętrza aut z niezwykłą siłą, łokieć chłodzi się "czadersko” za oknem. "Bella!" - krzyczy zadziornie opalony Don Juan do napotkanych dziewczyn. Atmosfera wiecznych wakacji, luzu. Słońce dodaje energii i radości życia. Pobudza do flirtu...

 

Fot. Lidia CzernigaPoranek. Przyćmione słońce. Gwar na ulicach słychać od wczesnego rana. Turyści tłumnie podążają za znakami, na których widnieje hiszpańskie „playa”. Rozpoczyna się prawdziwe polowanie na leżaki, dobre miejsce na piasku, kawałek oceanu... Mieszają się kultury, języki, kolory skóry. Pośród tłumu turystów,  wyprężających ciała spragnione słońca, krążą tutejsi „biznesmeni”, sprzedający melony.Wydmy w Maspalomas. Fot. Lidia Czerniga Dookoła morze, wydmy, nieskończoność piasku. Ziarenka, drobinki tworzące górzystą pustynię, kontrastującą z lazurem oceanu. W oddali jakiś biały, odbijający się w słońcu punkt. Nieskrępowany niczym naturysta pokonuje piaszczyste wzniesienia, jego jedynym odzieniem jest aparat fotograficzny. Kilkanaście metrów dalej raj dla nudystów.

Puerto Rico . Miasto wodnego szaleństwa. Tysiące żaglówek, motorów wodnych, statków czeka na spragnionych wrażeń turystów. Wyprawy w poszukiwaniu delfinów i rekinów, nurkowanie w lazurowych przestworzach oceanu - mnogość ofert przyprawia o zawrót głowy. Z tego wszystkiego wybieramy przejażdżkę podmiejskim autobusem. Pomni na słowa recepcjonistki, zajmujemy miejsca pośrodku pojazdu. Za chwilę przekonujemy się, co znaczy lawirować autobusem po spiralnych, wąziutkich drogach i mieć przed oczyma skalistą przepaść. Przód pojazdu zajmują zahartowani tubylcy. Turyści zasłaniają oczy.

Fot. Lidia CzernigaJedziemy w głąb wyspy! Wąskimi, wijącymi się uliczkami, jedziemy w góry. Kilkumetrowa warstwa utwardzonej nawierzchni, a obok kilkunastometrowa przepaść. Pobożność wzrasta z każdym kilometrem. Szczęśliwie docieramy do najwyższego punktu wyspy. Zostawiamy auto i dalej wspinamy się o własnych siłach. Jesteśmy 1949 m n. p. m. - Pozo de las Nieves.

Gorące słońce daje się we znaki. Zaczyna brakować powietrza, ale nie ze zmęczenia. Z zachwytu. Przed nami, pod nami i wokół nas – miniaturowy kontynent, wyspa przeciwieństw - Gran Canaria w całej okazałości! W oddali, gdzieś pomiędzy chmurami - koniuszek Teneryfy. Jesteśmy na szczycie wulkanu, którym niegdyś była wyspa. Krętymi drogami powoli objeżdżamy środkową część wyspy.Pomarańcze w słońcu ;) Fot. Lidia Czerniga
Życie toczy się tu własnym rytmem, z dala od turystycznego zgiełku. Mijamy małe osady. Fot. Lidia CzernigaBiałe chatki zdają się wyrastać z wulkanicznych stoków. Hiszpanie pracują przy uprawach cytrusów. Zielona oaza roślinności, oaza spokoju. Przy każdym domku, na każdym zakręcie wizerunki Matki Boskiej udekorowane sztucznymi kwiatami. Objeżdżamy przepiękne zachodnie wybrzeże. Palec Boży w Agaete - masyw skalny wyglądem przypominający ogromny palec skierowany ku niebu, strzeże tego cudownego skrawka ziemi. Zapada zmrok. Docieramy do południowej części wyspy, do mety naszej wyprawy. Niezapomniane wrażenia! Muchas gracias Gran Canaria!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Urszula Gacik
  • Urszula Gacik
  • 27.11.2011 21:57

lecę za dwa tygodnie, mam nadzieje na miłe wakacje. w autobusie usiądę po środku. dzięki :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też chcę tam pojechać :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.