Facebook Google+ Twitter

Granice wolności słowa według Stanisława Stanucha

Właściciel nośnika, w którym reklama ma być zamieszczona ma prawo do niewystępowania przeciwko własnym interesom.

Stanisław Stanuch zajął się w felietonie ważnym problem wolności słowa. Skrytykował cenzorskie zapędy kilku gazet, w tym „Polityki”, które odmówiły zamieszczenia zapowiedzi książki pana Remuszko. Redaktor Stanuch z właściwą sobie swadą skrytykował metodę krępowania ust. Przyznałbym Stanisławowi rację i podpisał się pod jego tekstem oboma rękoma, gdyby nie drobiazg. A to mianowicie ten, że Stanisław Stanuch, domagając się prawa do swobody wypowiedzi dla Remuszki, nie chce tego samego prawa dać „Polityce”.


Scenka hipotetyczna pierwsza: do redakcji tygodnika „Niedziela” zgłasza się szef wydawnictwa X i domaga się zamieszczenia reklamy dwóch książek, które właśnie wydał: Kompleks Partnoya” i „Justyna czyli niedole cnoty”. Czy redakcja „Niedzieli” ma obowiązek wydrukować takie dzieła?

Scenka hipotetyczna druga: w periodyku wyznawców Islamu w Polsce chciałbym zamieścić reklamę „Szatańskich wersetów”. Pytanie jak wyżej!

Scenka hipotetyczna trzecia: Agora domaga się reklamy o treści: „Wyborcza” najlepszą gazetą w Polsce, czytaj tylko „Wyborczą” w „Dzienniku”. Pytanie jak wyżej!

Scenka hipotetyczna ostatnia (żeby nie zamęczać Czytelników). Czy „Gazeta Polska” musi wydrukować zamówioną przeze mnie laurkę z życzeniami dla generała i podziękowaniami za stan wojenny?

Żadna z reklam, opisanych w hipotetycznych scenkach nie zawiera treści sprzecznych z polskim prawem. Wydawać by się zatem mogło, że nie powinno być żadnych przeciwwskazań co do ich druku. I nie ma. Istnieje jednak prawo właściciela nośnika, w którym reklama ma być zamieszczona do niewystępowania przeciwko własnym interesom. I jest to prawo niezbywalne. Wolność dotyczy bowiem obu stron: reklamodawcy i reklamobiorcy. Temu właśnie służy punkt 4 artykułu 36 prawa prasowego.

Stanisław Remuszko nie został pozbawiony podstawowego prawa do wolności. Ma prawo wydać swoją książkę (i wydał), ma prawo ją reklamować (i reklamuje). „Polityka” ma zaś prawo nie zamieścić reklamy książki, z treścią której się nie zgadza.

 

 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Jednak która redakcja zamieści ogłoszenie ośmieszające ją w tejże gazecie?
Wszyscy znają slogan "prawdziwa cnota krytyk się nie boi", ale pragmatyczni ludzie stawiają wyżej powagę swej gazety niźli cnotę...
"Grube" ogłoszenie przeciwko rządowi zamieścili, zaś "drobiazg" wobec siebie - nie...
I tu mamy jaskrawy przykład dotyczący wolności słowa. Wybiórczy...
Dzięki Andrzeju za opinię, że gazeta powinna zamieścić moje ogłoszenie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Odp. dla MIrka:) Ogłoszenie tej treści można (od biedy) uznać za skargę na gazetę, iż ta obraża Twoje uczucia obywatelskie łamiąc zasady języka polskiego. Redakcja nie zareagowała na zwróconą przez Ciebie uwagę mimo obietnicy poprawienia błędu. Można więc potraktować Twoje ogłoszenie jako ciąg dalszy polemiki (początek stanowi Twoja uwaga i ich obietnica), a w tym wypadku redakcja (zachowując sobie prawo do odpowiedzi) powinna ogłoszenie zamieścić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plusik za wypunktowanie problemu w sposób mnie przekonujący. Widać, że problem istnieje pomiędzy dwoma mediami, z których jedno chce zareklamować się na łamach drugiego, które jest konkurencyjne albo ma całkowicie inną linię programową. Czyli takie wojenki domowe.
Ciekawy problem z tymi życzeniami dla generała J. za stan wojenny, który byłby zgłoszony np. w czasopiśmie "Solidarność". To przekonuje, że redakcja "S" (i inne mogą odmówić wydruku.
Jeśli do tego dodamy, że nie można używać brzydkich wyrazów albo nie możemy obrażać ludzi (co wydaje się oczywiste, choć interpretacja wyrazów brzydkich i obrazy może nie być przejrzysta) to dochodzimy do wniosku, że jednak... nie ma wolności słowa?
A może w ramach dyskusji - Panowie AZ oraz SMS podjęliby się oceny sprawy opisanej przeze mnie - http://www.mirnal.neostrada.pl/cenzura.html
(pewnie nie można zamieścić na W24, bo to sprawa sprzed lat).
Dałem tytuł "Powrót cenzury", ale jako strona ówczesnego konfliktu mogłem podejść nazbyt subiektywnie do tematu...
Zresztą opisałem i porównałem tam kilka wydarzeń (każde z osobna pewnie byłoby zbyt proste do oceny, ale ich zestawienie daje wiele do myślenia).
Przede wszystkim jest tam opisana mniejszy konflikt pomiędzy ogłoszeniodawcą a wydawcą (nie jakieś idee, a dyskusja językowa) i to już wystarczyło do niezamieszczenia ogłoszenia...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.