Facebook Google+ Twitter

Granie to ekstremalne zajęcie – mówi lider Zakopowera

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-08-02 13:58

Z Sebastianem Karpielem-Bułecką rozmawiamy o fascynacji lataniem, projektowaniu, odkrywaniu torsu i o tym, gdzie można usłyszeć prawdziwą góralską muzykę.

fot. Arkadiusz ŁawrywaniecKoncertowałeś niedawno na mistrzostwach Europy w akrobacji szybowcowej w Rybniku. Czy sam uprawiasz jakieś ekstremalne sporty?
– Granie jest sportem ekstremalnym, co widać na koncertach. Wylewa się z nas tyle potu, że można nim napoić stado koni! Ja bardzo lubię jeździć na nartach. Gdy byłem jeszcze dzieckiem, próbowałem nawet skakać na nartach. Miałem 7-8 lat. Nie ukrywam, że fascynuje mnie też lotnictwo. Jako chłopak marzyłem, by latać samolotem, jak pewnie większość młodych ludzi. Nawet sklejałem modele.

Zrealizowałeś kiedyś te marzenia o lataniu?
– Niestety nie.

Na Śląsku jest tak, że jak młody mężczyzna nie pracuje w kopalni albo nie wykonuje równie ciężkiej roboty, to nie jest uważany za prawdziwego faceta. A jak to jest na Podhalu?
U nas nie ma takiego ciśnienia. Aczkolwiek jest kilka modnych zawodów. To np. stolarstwo artystyczne, budownictwo-ciesielka. Górale słyną z budowania, ze stolarstwa, z rękodzieła. Dużo jest też muzykantów.

Czyli ty ze swoim muzykowaniem nie odstajesz od normy.
Nie, bo nie jestem muzykiem z zawodu. W związku z tym, że w mojej rodzinie były też tradycje budowlane, zostałem architektem. Udało mi się te modne zajęcia połączyć i zastosować w swoim życiu. Zaraz po studiach zacząłem zajmować się muzyką. Trochę straciłem kontakt z architekturą, ale jeszcze wszystko przede mną.

Właśnie, zaprojektowałeś m.in. aquapark.
To była moja praca dyplomowa. Powstała w instytucie projektowania w regionie. Ten aquapark oczywiście nie został wybudowany.

Ale już wioska windsurfingowa twojego autorstwa naprawdę powstała.
Rzeczywiście, to wioska windsurfingowa w Chałupach, zaprojektowana w stylu afrykańskim. To obiekt sezonowy, na lato ją rozkładają, na zimę składają. Zaprojektowałem tam scenę, na której potem zagraliśmy koncert. To było ciekawe
zajęcie.

Swój dom już zaprojektowałeś?
– Nie, na razie będę projektował dom mojego kolegi z zespołu, Wojtka Topy, który stanie w Zakopanem. Do roboty zabiorę się po wakacjach, jak trochę granie się przewali. W tej chwili nie mam nawet czasu na to, żeby trochę oddechu nabrać.

Ty również nadal mieszkasz w Zakopanem?
– Więcej bywam w Warszawie, ponieważ tam się wszystko kręci w tej chwili. Tam mam dużo obowiązków. Ale do Zakopanego jeżdżę, kiedy tylko mam wolną chwilę.

A jak wygląda dom twoich marzeń?
Chciałbym połączyć tradycję z nowoczesnością. Nawiązać trochę do tego, co gramy. Bo przecież nasza muzyka jest właśnie taka. Zawsze mi się marzyło, żeby w architekturze łączyć to, co wywodzi się z Podhala, z nowoczesnymi formami.

Podobno jesteś największym przystojniakiem polskiej sceny...
O Jezu...

Jak to jest?
Ja czuję się zażenowany takimi wywodami. Jakoś mnie to nie obchodzi. Jestem przede wszystkim muzykantem i gram. I to jest dla mnie ważne. Bardziej bym się cieszył, gdyby ludzie uważali nasz zespół za dobry i godny uwagi. To by mi sprawiło wielką radość. A to, jak wyglądam, jest w ogóle drugorzędną sprawą.

Czy styliści podpowiadają ci, jak ubrać się na scenę? Kobiety mówią, że wyglądasz oszałamiająco. Te rozpięte koszule, które odkrywają kawałek torsu...
Różnie to bywa. Czasem korzystamy z pomocy stylistów, czasem wymyślamy coś sami. Na pewno nie robimy niczego wbrew sobie. Jakby ktoś kazał nam ubrać się w coś dziwnego, to na pewno byśmy tego nie włożyli. W pewnym sensie to, jak się ubieramy, jest też wyrazem tego, jacy jesteśmy.

Kayax, czyli firma, w której działacie, to stajnia przystojniaków. Ty, Krzysztof Kiljański...
Mnie naprawdę trudno oceniać, czy jesteśmy przystojniakami. Trzeba o to kobiety pytać. A Krzysiek jest wspaniałym kolegą i świetnym wokalistą. Tylko że on robi swoje, a my swoje. Trudno nas porównywać. To jest zupełnie inny rodzaj muzyki.

A fanki mocno dają się wam we znaki? Rzucają np. staniki na scenę?
Raz nam się zdarzyła taka sytuacja. Nie wiedzieliśmy wtedy, co robić. Czy uciekać, czy grać dalej. Ale, tak jak mówię, to naprawdę nie są ważne rzeczy. Ważne jest to co gramy, jak gramy i co sobą reprezentujemy.

No to przejdźmy do muzyki. Wiosną przyszłego roku ukaże się druga płyta zespołu Zakopower. Czy już powstają nowe piosenki?
Tak, gramy już jeden utwór „Ubije, usieke”. Wykonaliśmy go także na koncercie opolskich Premier i na festiwalu Top Trendy. Myślę, że w zimie siądziemy i przygotujemy materiał. W tej chwili jest tyle grania i podróżowania, że nie ma na to czasu. Jak się to skończy, może w październiku, listopadzie, zabierzemy się za nową płytę.

Czy nadal głównym kompozytorem będzie Mateusz Pospieszalski?
Myślę, że dalej będzie to robił Mateusz. Może my troszkę więcej będziemy ingerować. Też spróbujemy coś zrobić.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że chciałbyś zdjąć cepelię z kultury góralskiej. Co to oznacza?
Chciałbym, żeby nas, górali, przestano kojarzyć tylko z białym misiem na Krupówkach, z gadżetami typu długopis z główką Janosika, piórnik z namalowanym na wieczku tymże bohaterem i jego dziewczyną. Żeby ludzie przestali muzykę góralską kojarzyć z piosenką „Góralu, czy ci nie żal”, która w żadnym stopniu nie jest góralska i nic nie ma wspólnego z Podhalem, czy z piosenką „W murowanej piwnicy”. Żeby zobaczyli, że to może być inne i nowoczesne. Chcę jednak podkreślić, że w żadnym stopniu nie odcinam się od góralszczyzny, bo góralszczyzna jest wspaniała. Tylko trzeba też wiedzieć, gdzie pójść, żeby dobrą góralszczyznę usłyszeć. Mówię tutaj oczywiście o muzyce.

To gdzie można usłyszeć prawdziwą góralską muzę?
Na przykład w restauracji Sopa w Zakopanem. Mogę zaręczyć, że tam zawsze grają dobrze po góralsku. Graliśmy tam przez pięć lat, kiedy zaczynaliśmy swoją działalność.



Sebastian Karpiel-Bułecka jest młodym i bardzo szanowanym na Podhalu skrzypkiem i wokalistą. Urodził się 14 maja 1976 roku w Zakopanem. Jest liderem i wokalistą zespołu Zakopower. Grupę tworzą doświadczeni muzycy, którzy brali udział m.in. w nagraniu znakomitego albumu Kayah z Goranem Bregoviciem. Zespół ma na koncie płytę „Musichal”. Wiosną przyszłego roku ma się ukazać drugi album grupy. Tabloidy rozpisywały się o romansie Sebastiana z Kayah. Najpierw obwieściły początek wielkiej miłości, teraz odtrąbiły jej koniec. Muzyk nie chce o tym mówić, a menedżerka poinformowała, że nie autoryzuje on jakiejkolwiek wypowiedzi w tej sprawie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.