Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

24717 miejsce

"Greatest Hits" Clock Machine

Piękni, zdolni i młodzi nagrywają niezwykle dojrzałą płytę, której utwory przyprawiają o ciarki i przenoszą nas do czasów brudnego rocka lat 90-tych.

 / Fot. O Clock Machine mogliśmy usłyszeć podczas pierwszej edycji konkursu Make More Music organizowanego przed Empik, w którym dotarli do finałowej trójki. Już wtedy słysząc ich kawałek "Bad Man" zostałam ich wierną fanką. Po konkursie wydali EP-kę zawierającą pięć utworów. Miałam okazję usłyszeć je na żywo podczas zeszłorocznego koncertu w katowickiej Kultowej. Na pierwszy rzut oka cała czwórka wydawała się dosyć nieśmiała i niesamowicie skromna. Jednak gdy wyszli na scenę, potrafili dać niezłego czadu. Ten koncert tylko powiększył moją sympatię do zespołu i spowodował, że coraz bardziej wyczekiwałam nowego krążka.
Wreszcie 1 kwietnia br. ukazuje się ich płyta o przewrotnym tytule "Greatest Hits". Wybór takiej nazwy Kuba Tracz, gitarzysta zespołu, uzasadnia w jednym z wywiadów " to są po prostu najlepsze piosenki, jakie mamy w tym momencie".
Album zawiera dziesięć utworów (siedem po angielsku,trzy po polsku). Zespół dotychczas nagrywał wyłącznie angielskie utwory, więc pojawienie się na płycie ojczystego języka jest zaskakujące. Jednak trzeba przyznać, że w polskim wydaniu sprawdzają się na szóstkę. Wszystkie teksty świadczą o dojrzałości muzyków, którzy nie podejmują w swej twórczości błahych tematów.
Na uwagę zasługuje singiel "Bije dzwon", który promuje najnowszy album. Wokalista swoim charyzmatycznym wokalem śpiewa: "Dziś już wiem/Niektóre marzenia zbyt szybko stają się prawdą/Słyszę jak ciągle wybija się rytm tego co za mną/Komu bije ten dzwon?" W głosie Igora słychać pewien niepokój jakby miał wrażenie, że wszystkie jego marzenia spełniły się zbyt szybko, a dzwon wybija czas do końca kariery.
Drugim z moich ulubionych jest "Ćma". Jak można wyczytać z utworu, tytułowa ćma to kobieta, która lgnie do mężczyzny niczym ćma do światła: I wiem jak wabi cię mój płomień/i wiem, że lgniesz do niego jak ćma/i wiesz, że przecież możesz w nim spłonąć,/lecz zbliżasz się do niego i pas." Utwór śpiewany seksownym głosem Igora sprawia, że naprawdę robi się gorąco.
Z angielskich kawałków najlepiej oceniam balladę "Unsent Letter", która stopniowo przyśpiesza i buduje napięcie. Trwa ponad pięć minut, a chciałoby się jej słuchać bez końca. Zdecydowanie uważam, że ballady są dużym atutem "Greatest Hits". To właśnie dzięki nim można całkowicie zatracić się w wydobywanych dźwiękach i płynąć razem z nimi. Z kolei słuchając takich numerów jak : "Swimming In The River", "So Close So Far" czy "In The Flames" poczuć można prawdziwą moc rock 'n' rolla.
Trzeba przyznać, że niezwykle momentami seksowny i obdarzony pazurem głos Igora w połączeniu z wyrazistą i rasową muzyką chłopaków robi wrażenie. Jednym zdaniem: mamy polski Led Zeppelin!
Mam nadzieję, że wkrótce ta zdolna czwórka z Krakowa osiągnie sukces na miarę popularnych dzisiaj rockowych kapel takich jak Myslovitz, Luxtorpeda czy Kult, a ich kariera szybko się nie skończy i zapisze ważne karty w historii polskiego rocka. A może wypłyną znacznie dalej? Trzymam kciuki i wierzę w rychły sukces!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.