Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

18237 miejsce

"Grindhouse - Death Proof". Recenzja w pełni subiektywna

"Death Proof" to jedna z części "Grindhouse". Drugą część nakręcił Robert Rodriguez ("Planet Terror") tej nie wiedziałam, więc nie będę się wypowiadać. Część nakręcona przez Quentina Tarantino to kolejny film, który moim zdaniem wejdzie do historii kina.

"Grindhouse" to efekt współpracy dwóch nietuzinkowych reżyserów Tarantino i Rodrigueza. Efekty ich wcześniejszej współpracy to m.in.: - “Od zmierzchu do świtu”, “Cztery pokoje” czy “Sin City”. Tym razem stworzyli dzieło, na które składają się dwa sześćdziesięciominutowe horrory ”Planet Terror” (premiera w Polsce 12 października) i “Death Proof”. Grind house to amerykańskie, miejskie kino, które czasy świetności przeżywało w latach 30. i 40. Na program grind house składały się dwa filmy klasy B emitowane jeden po drugim. Tarantino od lat czerpie inspiracje z filmów, fabuł książkowych klasy B. Tworzy jednocześnie całkiem nową jakość w kinie, kiedy groza staje się umowna i zamiast straszyć, wyzwala śmiech.

"Death Proof" jest filmem, który na początku może sprawić wrażenie przegadanego. Ale w filmach Tarnatino ekscytujące jest to, że nic nie jest nigdy takie, jakie się na pozór wydaje. Do fabuły też nie należy się zbytnio przywiązywać. Nie jest ona też szczególnie wymyślna. Oto znana w Austin w Teksasie didżejka Jungle Julia (Sydney Tamiia Poitier) lubi się zabawić. Dlatego wraz z dwiema przyjaciółkami wybiera się do teksaskiej knajpy z szafą grającą Chili Parlor. Ich wyprawę obserwuje kaskader Mike z przerażającym samochodem. Podstarzały stuntman Mike budzi w dziewczynach mieszankę zdziwienia, zainteresowania i strachu. Bohaterki pojęcia nie mają, że to ostatnie odczucie jest jak najbardziej usprawiedliwione, gdyż Mike ma hobby, którym jest zabijanie młodych, naiwnych kobiet. Czy uprawianie tego hobby będzie mu się wiodło, przekonaj się widzu sam.

Tarantino to reżyser nietuzinkowy, wieczny chłopiec, po filmach którego znać, że kino to dla niego pasja, ale nie na klęczkach, raczej coś w rodzaju zabawy dla niegrzecznych wiecznych chłopców. Wiadomo, że Tarantino nie podchodzi do kina nabożnie, nie kręci wielkich kinowych fresków, nie zaczadza dydaktycznym smrodkiem ani tanią psychoanalizą. Po prostu bawi się, z tym, że robi to genialnie i tworzy przy okazji nową jakość.

Błędem jest odbieranie filmów Tarantino dosłownie. Bo jak można odpowiednio zareagować, kiedy na ekranie krew leje się litrami, kiedy widzimy kadr z odciętą podczas wypadku nogą pięknej dziewczyny? Użalać się nad kruchością ludzkiego życia? Nad złem tego świata? Bez sensu.

Film „Death proof” ogląda się jak komiks. Nawet dialogi są rozpisane tak, jakby widz czytał komiksowe dymki, z przesadnym akcentem, z wydumanymi wypowiedziami, które są majstersztykiem socjologicznej obserwacji. W tym filmie mamy np. rozmowę teksaskiego szeryfa ze swoim synem, charakterystycznie podpierający boki mężczyźni w kowbojskich kapeluszach prowadzą dialog na temat sensowności poszukiwania dowodów winy kierowcy-kaskadera (genialny Kurt Russel). Tarantino obśmiewa styl teksańskiej mowy, meandry składni mieszkańców tamtych okolic. Scena ta zmiękcza poprzedzające sceny masakrycznej kraksy samochodowej, podczas której ktoś za mną w kinie zwymiotował, ktoś z kina w ogóle wyszedł.

Jednak nikt o niewielkiej choć wrażliwości filmowej nie bierze tych obrazów dosłownie. Zabawa konwencją, nawet drastyczną, dostarcza paradoksalnie powodów do gromkiego śmiechu. Splot okoliczności, działań bohaterów prowadzi na koniec do swoistego katharsis, oczyszczenia poprzez śmiech, zadowolenie z zabawy.
Ktoś mógłby spytać, co jest śmiesznego w obrywanej podczas wypadku nodze, w tym, że giną 4 sympatyczne bohaterki? No więc nic w tym śmiesznego, bo to nie w tym rzecz.

Rzecz w tym, jak Tarantino skleja motywy filmów klasy B, którymi się fascynuje. Krwawa jatka, genialna obserwacja stylów bycia, rozmowy bohaterów amerykańskiej prowincji, widowiskowe wyścigi starymi samochodami Challanger, kaskaderskie popisy. Do tego zabawa formą, taśma filmowa się rwie, momentami jest czarno biała, bohaterowie niby są na serio, ale na koniec widz ma co do tego poważne wątpliwości. Bo to wszystko, co widzimy na ekranie, to prawdziwe krwiste kino, ale na pewno nie „prawdziwa” rzeczywistość.
Sporą satysfakcję z filmu mogą mieć też kobiety. One są tu ofiarami, ale ostatecznie one też tryumfują. Symbol męskiego twardego faceta z blizną, zostaje przez reżysera okrutnie obśmiany. Ale tego też nie należy brać zbyt poważnie. Bo jak zabawa to zabawa, śmiejemy się ze wszystkiego, co może być śmieszne, bez względu na płeć, na funkcje w świecie.

Świat w filmach Tarantino jest tak zbawiennie odrealniony, śmiesznie absurdalny, że po wyjściu z kina nabiera się zbawiennego dystansu do swojej własnej rzeczywistości. Po to właśnie chodzi się do kina i możemy tylko winszować sobie, że ktoś potrafi jeszcze zrobić takie filmy, na których można świetnie się bawić. Gorąco polecam.

Ps. Tarntino ma także talent do wyszukiwania świetnej muzyki, soundtrack polecam nie mniej gorąco.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

gqigxmp
  • gqigxmp
  • 14.07.2011 13:12

pAAFJD <a href="http://manjivykqlqz.com/">manjivykqlqz</a>, [url=http://gzowwnrtbxbw.com/]gzowwnrtbxbw[/url], [link=http://hgdvmkkouobf.com/]hgdvmkkouobf[/link], http://rckpovxsaqnh.com/

Komentarz został ukrytyrozwiń

bardzo chciałabym poczytać jakąś szerszą wypowiedź na temat, co wg ciebie znaczy "oszukiwanie widza";]

Komentarz został ukrytyrozwiń

pewnie że nie usiądzie w studio i będzie myślał, jak to zrobić, ale on sam ma pewnie przekonanie, że rpbi coś oryginalnego, choć dla mnie to jest już kompl;etnie nieoryginalne. i tylko tyle...dla mnie to oszukiwanie widza, a ty przeciez możesz się nie zgodzić i tak raczej jest.a co do gramatyki, to przeciez nie pisze pracy magistreskiej tylko komentarz na forum, nie musisz być złośliwa jesli ktoś sie nie zgadza z twoją opinią...a filmu rodrigueza nie oceniam.oceniam tylko jeden element języka filmowego-w obrazie tarantino przyjemnej zabawy z konwencją nie widziałem, we fragmwentach rodrigueza9sporych fragmentach) owszem...pozdrawiam!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

krawa, co to znaczy, że zaczyna cię on oszukiwać, że jego kino jest takie oryginalne?? naprawdę sądzisz, że rezyser strzeli sobie piwko, zasiądzie w studio swoim prywatnym i będzie główkowła jak cie oszukac i wysmazyć coś "oryginalnego"?
zalecałabym ci precyzyjniejsze dobieranie słów dla wyrażenia swojej opinii oraz pracę nad gramatyką i składnią, bo nie mówi się "odnoszę z fragmentów" tylko "wnoszę z fragmentów", a swoją drogą oceniać coś na podstawie filmowych zajawek w kinie, to ten, gratuluję!

Komentarz został ukrytyrozwiń

a moim zdaniem u Tarantino wszystko jest coraz bardziej takie, jak sie wydaje. szanuje tego reżysera, ale on chyba zaczyna zjadać własny ogon. i mam wrażenie, że fakt, że niektórzy traktują go jako artystę kultowego, sprawia, iż zaczyna on mnie po prostu oszukiwać, że jego kino jest takie oryginalne(bo z takimi opiniami się spotkałem). lubie go za dwa filmy(choć nie powiem jakie) i tyle. a gdyby pod "death Proof" był podpisany ktoś inny, pewnie zostałby zjechany na maksa. a zabawą z konwencją jest raczej film rodrigueza (tak odnoszę z fragmentów).

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 09.08.2007 16:15

Na ten film idźcie najlepiej po ciężkim dniu w pracy. Dobrze relaksuje :-D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Beata, to jest własnie genialne wg mnie. Że tylu ludzi potrafi odebrac na podobnym poziomie ten sam kod:) (dialogi, film).

Komentarz został ukrytyrozwiń

emene, idź koniecznie i napisz, czy moje wrażenie są twoim podobne:)

natt, no jak ma się w domu odpowiednio duży ekran i dobry wzmacniacz do dvd to tak:)

Karnisz, duzo trudnych słów:D ale ponieważ jest wcześnie i mi się chciało wniknąć w istotę twojej odpowiedzi, to doszłam do wniosku, że trudno sie z tobą nie zgodzić;)
a co do muzyki. to tak sobie pomyślałam w kinie, ze człowiek w sumie obraca sie wciąz wokół wciąż tej samej pop papki a tu istnieje na świecie tyle genialnych dźwieków. Niestety żaden z nich nie był mi znany;/ ale jak to działa na wyobraźnię!:) kupię sobie soundtrack.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W latach 70. furore robilo tzw. kino kampowe, przeladowane kiczem i pelne ironicznych mrugniec oka do widza. Mam wrazenie, ze Tarantino swietnie wykorzystuje fenomen tego (niszowego) kina i odpowiednio je wygladza, aby podac w hollywoodzkim sosie i jeszcze na tym zarobic. Czesc widzow pojdzie na to, "bo Tarantino", czesc "bo latwy (pozornie) film", malo kto sie zastanowi nad post-postmodernistyczna :) gra , jaka rezyser uprawia, jak bawi sie wrazliwoscia, w pelni swiadomy efektu. Tarantino to dla mnie geniusz (vide rewolucyjny Pulp Fiction), jednak w tym filmie jawi sie jako epigon (choc bardzo dyskretny, bo zeruje na malo znanym gatunku). Troche mam mu to za zle, ale film i tak pewnie obejrze:) Z drugiej strony, jego dorobek artystyczny w pelni usprawiedliwia mniej ambitne wybryki;)
Jednakze, plus. Zgadzam sie w 200% z p.s.-em.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak dla mnie to Tarantino obśmiewa samego siebie. I chociaż jestem wielką orędowniczką oglądania filmów w kinie - ten akurat można spokojnie obejrzeć na małym ekranie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.