Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

60548 miejsce

"Grizzly" Adama Zalewskiego. Recenzja całkowicie subiektywna

Clinton Gerstaecker, pięćdziesięciojednoletni szeryf Green Doll w Kentucky właśnie wraca po służbie do ukochanej ponad wszystko żony. Gdyby wiedział, co się niedługo wydarzy, nie cieszyłby się aż tak bardzo.

Adam Zalewski - Grizzly / Fot. Marek Bachorski-RudnickiSzeryf jedzie jej powiedzieć, że dostał propozycję awansu na szefa wszystkich szefów, czyli szeryfa okręgu w niedalekim mieście i jest ogromnie ciekaw jaka będzie jej opinia. Opinia Cynthii, ukochanej ponad wszystko żony, jest dla szeryfa najważniejsza na świecie.

Cała opowieść zaczyna się kilkanaście kartek później


Gdy Clinton wyjeżdza i wraca po kilku dniach nieobecności spowodowanej sprawami awansu, zamiast gorącego obiadu zastaje rozniesione po całej ścianie sypialni coś, co kilka dni temu było jego żoną. Strzały z broni dużego kalibru potrafią nieźle namieszać niejednemu w głowie. Ale nasz szeryf nie jest mięczakiem. Spokojnie zapala papierosa i analizuje sytuację. Przed oczami przelatują mu klatki z filmu z Chuckiem Norrisem w roli głównej „Samotny wilk McQuade”.
Po kilku minutach już wie, że dobrzy i uczciwi ludzie o surowej sprawiedliwości są bohaterami, a ci źli – zawsze giną.

Nie ma co tak stać na werandzie – pomyślał szeryf i zawołał kolegów z pracy


Gdy już wszystko było w domu posprzątane, krew zmyta i słonce zaszło, chłopaki wyciągnęli flaszkę, a kumple z drogówki zamienili silnik w jego starym Dodge z rupiecia na superpotwora z czterystoma końmi. Jak western to western, niech szeryf sobie pojeździ na czterystu konikach.
Na zachodzie, szczególnie w Ameryce, broni jest pod dostatkiem (może rośnie w kukurydzy?), więc nasz bohater załadował ją do auta pod sufit, złożył wymówienie z pracy i pojechał na poszukiwanie zbirów, którzy z jego żony zrobili konfetti. Sprawę miał ułatwioną, zostawili tyle widocznych śladów, że nie musiał się martwić, że ich nie znajdzie. Obiecał sobie, że im nie daruje tego pochlapanego krwią błękitnego w złociste słoneczka fartuszka. Bo ten fartuszek był jego ulubionym.

Już raz, jak mu kiedyś zastrzelono przypadkowo tatusia, znalazł sposób, by morderca umierał długo i powoli. Teraz też nie będzie miał skrupułów, w końcu jest bohaterem w książce dla osób o wyjątkowo mocnych nerwach.

Od tej chwili akcja się nie toczy, ona, jak to pisze sam autor książki, zapie…


Chociaż wszystko jest jasne i podane na tacy, a napięcie tak wysokie jak w trakcie partii szachów, to jednak powieść czyta się całkiem nieźle. Autor na łamach lektury nie nudzi, ale też i nie rozpala wyobraźni i nie powoduje, że odkładając książkę do czytania na tzw. później, nie można doczekać się chwili, by znów po nią wrócić. Ot, taka sobie. Jasne natomiast od początku jest tylko jedno:

Czytaj więcej -->

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.