Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

92378 miejsce

Grożący katastrofą "Most Żydów" Martiego Gironellego

Czy wartka akcja i ciekawa średniowieczna historia gwarantują powieści sukces? Bynajmniej! "Most Żydów" Martiego Gironellego jest jedną z tych nieudolnie napisanych książek, o których zapominamy w trakcie czytania.

Marti Ginorelli, Most Żydów / Fot. fot.okładkiAkcja powieści toczy się wokół budowy mostu w katalońskim Besalu. Jest rok 1075. Mieszkańcom Besalu zagrażają wojska Hugona - hrabiego Emupuries, który rości sobie prawo do przejęcia władzy nad prowincją. Prawowity dziedzic prowincji - Bernat Tallaferro, zgodnie z radą papieża, postanawia wzmocnić mury obronne i zlecić budowę mostu. Pracami budowlanymi zajmie się Prim Llombard, który przybędzie do Besalu ze swoim synem Itramem.

Gironell zawodzi właściwie od początku: zupełnie niepotrzebnie sięga po stary schemat odnalezienia tajemniczego rękopisu. Ponad dwieście lat od opisywanych wydarzeń, do Besalu przybywa Pedro Baro, w którego ręce dostaje się ów tajemniczy manuskrypt. Księga okazuje się historią budowy mostu spisaną przez samego Itrama. Nie mam nic przeciwko twórczemu przetwarzaniu literackich schematów czy zabawom konwencjami. Tutaj jednak wątek rękopisu jest naprawdę zbyteczny, niczemu nie służy, razi brakiem celowości.

Druga rzecz - średniowieczne Besalu jest nieprzekonujące. Gironell, którego powieść określana jest mianem "powieści historycznej z dziejów średniowiecznej Katalonii" stara się oddać klimat epoki, ale w dość powierzchowny i naiwny sposób. Uderza w osławioną surowość średniowiecznego prawa (opisy egzekucji) czy rzekomo średniowieczne zepsucie obyczajów (rozwiązłość mnichów czy przypadki zoofilii wśród parobków). Jak dla mnie to jednak trochę za mało.

Zażenowanie budzi również sposób konstruowania bohaterów. Gironell zdaje się nie przykładać do nich (może poza Primem i Itramem) większej wagi. Pozbawieni głębszych portretów psychologicznych, naszkicowani jakby w pośpiechu - są (podobnie jak dialogi między nimi) rażąco papierowi i… jednoznaczni. Zresztą cały układ sił w powieści jest spłaszczony, zero-jedynkowy, pozbawiony wszelkich wątpliwości: dobro kontra zło; Prim, Itram, Tallaferro kontra hrabia Emupuries i ludzie z jego świty, chwytający się wszelkich możliwych sposobów, żeby nie dopuścić do powstania mostu. A - jak wiadomo - dobro zwycięża zło (tyle że tutaj - nachalny, nieprzekonujący happy end powieści zamiast cieszyć - razi!).

Paradoksalnie, wydaje mi się, że na podstawie tej kiepskiej książki mógłby powstać scenariusz naprawdę świetnego filmu. Sama historia, którą autor „Mostu Żydów” traktuje bardzo elastycznie (bawi się faktami historycznymi, dowolnie naginając je na potrzeby licentia poetica) przerzucona na duży ekran mogłaby wzbudzić emocje, których powieść Ginorellego niestety nie dostarczyła.

Marti Gironell
Most Żydów
Przełożyła z katalońskiego Karolina Jaszecka
Bellona
Warszawa 2013

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.