Pozycja materiału w rankingach:
W jednym z pomorskich ośrodków pomocy rodzinie wykryto gruźlicę. U czterech pracowników socjalnych ujawniono prątki choroby. Zostali skierowani na 6-miesięczne leczenie – tak niedawno prasa alarmowała o renesansie groźnej choroby.
Pracowników wspomnianego ośrodka prątkami gruźlicy zaraził podopieczny. Miał nierozpoznaną chorobę, a jego stan zdrowia zaniepokoił na tyle pracownika socjalnego, że ten skierował go na badania. Okazało się, że mężczyzna jest chory i rozsiewa niebezpieczne prątki.Zobacz także:
Artykuły
(2)
Galerie
(3)
Średnia ocen
(4.56)
Wiek: 41 | Miejscowość: Stalowa Wola/Leżajsk | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
xxx 20.09.2011 11:11
Ja jestem opiekunem w jednym z lubelskich DPS, w naszym domu występowały i występują zachorowania na gruźlicę. Tym samym my pracownicy jesteśmy bardzo nararzeni na zachorowania i na swoim przypadku wiem, że jest to zagrożenie nie tylko osób starszych, ale dosięga także osoby młode ja mam lat 29 i obecnie jestem już po półrocznym leczeniu. W związku z powyższym mam kilka spostrzeżeń, które dotyczą profilaktyki a raczej jej braku. Kiedyś prześwietlenia płuc były obowiązujące, obecnie trudno jest się o nie doprosić. Profilaktyka cała poleg na wykonaniu podstawowych badań krwi i na tym koniec. Ja się pytam dlaczego nikt nas nie szczepi choćby na te najpoważniejsze choroby i dlaczego nasi dyrektorzy przyjmują mieszkańców bez podstawowych badań, przecież wystarczy jedna niezdiagnozowana osoba by zakazić wiele innych, zarówno pracowników jak, ale i współmieszkańców. Z autopsii wiem, iż nawet w momęcie kiedy potwierdzony zostanie przypadek gruźlicy u pracownika to dyrektor stara się sprawę wyciszyć, a powinien raczej zrobić coś by zapobiegać ewentualnemu szerzeniu się choroby, chociarzby diagnozując innych w końcu przecież on sam takrze jest narażony.
Jadwiga Kowalczyk 18.05.2008 16:07
+ od 1996 r. jestem emerytka, ale jeszcze w okresie pracy widać bylo golym okiem (pracowałam w rentgenie), że gruźlica powraca w zastraszajacym tempie.
Rutynowe badanie nowoprzyjmowanych pacjentów czesto wykazywalo zaawansowana chorobę, pamietam rowniez przypadek u niemowlęcia skierowanego na oddźial pediatryczny.
To był okres, kiedy wykruszyły sie ambulansy objazdowe do masowych badań.
Ludzie, ktorzy nie podlegali okresowym badaniom z tytułu pracy - przestali byc badani, bo nigdy sami do tych badań nie byli zmuszeni. To badania przychodziły do nich, a nie oni do gabinetów.
I dlatego ludzie pierwszego kontaktu - sanitariusze, pielegniarki izby przyjec, technicy rentgenowscy, socjalni(autor) narazeni są na zakażenie bardziej od innych - poprostu nie wiedzą "czym pacjent zieje w twarz."
Była tez w czasie poprzedniego systemu rzesza pracowników etatowych, chorych - leczonych w szpitalu, majacych przywileje długotrwałego zwolnienia lekarskiego; wielu z nich rekrutowalo sie z dolów społecznych, chloporobotników, alkoholików. Ci PIELĘGNOWALI CHOROBE UMIEJETNIE, zonglując okresami L4 na roboty sezonowe (rolne, budowlane) w pełnym slońcu i wracajac na zimę do szpitali.
Byli zawsze żródłem zakażeń.
Siostry lekkich obyczajów. Film o holenderskiej prostytucji. [Youtube]
(odsłon: +277)