Facebook Google+ Twitter

„Grzechomat”

Wyznane winy, pokwitowanie odebrane – sprawa załatwiona. Wbrew pozorom to bardzo ryzykowna transakcja! Konfesjonał to nie „grzechomat”.

Pewien dominikanin powiedział dziś, że obserwuje czasem bardzo bolesne zjawisko - ludzie podczas spowiedzi – jak to określił - „mordują się religią”. Chodzi o to, że religia staje się długą listą zakazów i nakazów. Sakrament spowiedzi staje się tylko wypełnieniem obowiązku, o którym mówili nam rodzice, potem katecheta w szkole. Nie zabieram się tu do oceniania relacji w rodzinach, sposobu prowadzenia katechez w szkołach. Stwierdzam tylko, że pewnie się znajdzie dość dużo osób, które zaskoczone pytaniem: „po co się spowiadać”, odpowiedzą – „bo tak trzeba”!

Bo ksiądz nakrzyczy…


Matka z córką (dziewczyna mogła mieć 12-13 lat) wychodzą ze sklepu. Idą dość szybko, dziewczynka między jednym a drugim kęsem ciasteczka pyta matkę: „kiedy się Post kończy”? Zamiast odpowiedzi usłyszała – „chodź szybciej, spieszymy się”…!
Może rzeczywiście w danej chwili zaabsorbowana czymś mama nie chciała odpowiadać na pytania o wybrane okresy roku liturgicznego. A może sama nie wiedziała i wolała najpierw sprawdzić?

Kolejny przykład, tym razem o złym księdzu i złym Panu Bogu. Małe dzieci w kościele robią różne rzeczy. Przychodzą z maskotkami, biegają, kopią w ławki, mruczą, śpiewają, dodają zabawne komentarze podczas nabożeństw. Czasem to przejaw chwilowego znużenia, a czasem – dziecko nie jest przyzwyczajone do pobytu w kościele, który staje się jakimś dziwnym budynkiem, w którym „ksiądz śpiewa, a ludzie mu odpowiadają”… Z jakim obrazem Boga i Kościoła będzie wchodzić w kolejne etapy życia dziecko, któremu zawsze powtarzano: „bądź grzeczny/a, bo ksiądz nakrzyczy”, „uklęknij ładnie, bo Pan Jezus się obrazi”. Świadomość tego w czym się uczestniczy zaczyna budować się już u małych dzieci. A one zapamiętują więcej, niż nam się wydaje…

Spowiedź… z miłości do siebie?


Pewnie wiele czynników składa się na to, że po latach człowiek idzie do spowiedzi z obowiązku, czasem z lęku. I tak przychodzi „zły grzesznik”, pełen obaw, że może ktoś mu zadać krępujące pytania, chcieć wyjaśnień, a może i nie dać rozgrzeszenia.

Może zabrzmi to dla niektórych poetycko, zbyt metaforycznie, nieżyciowo. Zapytam jednak: ile jest w naszych spowiedziach oskarżenia a ile miłości… do siebie? Tu chyba ukłon w stronę wszystkich ludzi, którzy mają okazję rozmawiać czasem o religii (może to być katecheza, ale też czasem zwykła rozmowa przy podwieczorku).

Trzeba podkreślać, że spowiedź to nie ograniczenie się do wyznania grzechów. Tutaj bierze się na warsztat własne sumienie. Trzymając się terminologii transakcji – w moim interesie jest, by ciągle się rozwijać, szukać, chcieć coraz więcej wiedzieć o sobie! Wtedy wyznanie grzechów (które jest tyko jednym z elementów sakramentu pojednania) będzie jakimś etapem w drodze. Przystankiem, żeby zrobić małe przewartościowanie życia, przyjrzeć się temu, co było dobre (!) i temu, co powinno być lepsze. Na końcu tym działaniom, które z wielu względów było po prostu czymś złym.

Wtedy religia nie będzie kolejnym starciem tylko etapem ku dojrzałej (a może trafniej – ciągle dojrzewającej) religijności.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

> xiaoju

"Na spowiedzi dobrowolnie trzeba sie przyznać do zła" - ładne zdanie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

No to xiaoju poleciałaś z grubej rury.
Tak jakby ksiądz był jedyną osobą przy której zdejmujemy maskę...
Mam na szczęscie przyjaciół przy których w 100 procentach jestem sobą.
Znają moje zalety i wady, szajby te małe i te duże, a mimo to lubią.
Do spowiedzi się nie przekonam i już... Wole inną forme "odpoczynku od ciagłego udawania, że jestem świena " i tak dalej... niż chodzenie do konfesjonału.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.02.2008 22:18

plus za tematykę i nienachalne podejście do tematu

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.02.2008 22:17

spowiedź to odpoczynek od ciągłego udawania, że jestem świetny i nie popełniam żadnych błędów. w spowiedzi wychodzi z nas prawdziwy człowiek - niedoskonały. w codziennym życiu trudno jest przyznać się do błędów: wolimy raczej wymyślić najgorszą bzdurę, żeby się usprawiedliwić czy obronić przed zarzutem, że coś złego zrobiliśmy. Na spowiedzi dobrowolnie trzeba sie przyznać do zła - i to właśnie oczyszcza, zrzuca kamień z serca.

przyznanie się do winy oczyszcza relacje między ludźmi i sprawia, że są one głębsze. polecam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Małe dzieci w kosciele - oto autentyczne skojarzenia małego dziecka: trzyletnim wnukiem przez miesiąc opiekowała sie nabożna tesciowa (matka dziecka była chora).
Babcia każdego popołudnia zabierała dzieciaka na nabożeństwo, a do snu opowiadała bajki pełne królewien i złych czarownic.
Po powrocie do domu mały, idąc ulicą ze swoja mamą, na widok zaknnicy i wrzasnął; -Mamo, a ta czarna to taka z kościoła czy czarownica?

Komentarz został ukrytyrozwiń

> zkamera

...bo czasem lepiej "tylko" obserwować niz dawac recepty

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.02.2008 16:02

miałem nadzieję na religijne know - how... Po tej lekturze dalej nie jestem w stanie się spowiadać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.