Facebook Google+ Twitter

Grzegorz Jędrzejewski: "Jestem hardcore'owym fanem F1". Część II

W drugiej części wywiadu komentator Polsatu odniósł się do minionego sezonu w Formule 1. Opowiedział m.in., za co ceni Sebastiana Vettela oraz co, według niego, było pozytywnym i negatywnym zaskoczeniem ostatniej kampanii.

Sebastian Vettel / Fot. Ryan Bayona/CC 2.0Dawid Bożek: Wielu polskich fanów F1 na forach spiera się o to, czy to Sebastian Vettel jest tak niesamowity, że zdobył czwarty z rzędu tytuł mistrza świata, czy to jednak bolid Red Bulla jest tak szybki. Jaka jest Pana opinia?
Grzegorz Jędrzejewski: Nie bardzo potrafię zrozumieć kibiców, którzy twierdzą, że Vettel nie zasługuje na tytuł, że tak naprawdę to rządzi samochód, a nie on. Oczywiście, samochód w tej układance jest znaczącym elementem. Natomiast nikt nie zdobywa cztery razy z rzędu tytułu mistrza świata, bo ma dobry samochód. Vettel nie dość, że popełnia coraz mniej błędów to jeszcze zostaje czterokrotnym mistrzem świata. To jest mistrzostwo.

Trzeba również zwrócić uwagę na to, że sport się zmienił i wymagania dotyczące sportu również się zmieniły. Dziś Formuła 1 to nie jest sport wariatów, szaleńców i ludzi non-stop balujących. Te wymagania współczesnego profesjonalnego sportu są zupełnie inne niż te sprzed 20 czy 30 lat. Valentino Rossi, opowiadając o MotoGP mówił: – Teraz to jest zupełnie inny sport, niż ten, w którym zaczynałem. Trenowanie? Chodzenie na siłownie? Wtedy? Ależ proszę, ale po co? Siadałem w weekend na motocyklu i miałem wygrać. A teraz wszyscy walczą o zrzucenie kolejnych kilogramów z wagi po to, żeby być najlepiej przygotowanym do wyścigu. Ponadto w grę wchodzą również wymagania dotyczące obsługi systemów w bolidzie oraz innych ustawień. Pociąga to również ze sobą podejmowanie odpowiednich decyzji przez kierowcę w porozumieniu z zespołem.

Czyli Vettel jest lepszy niż jego bolid.
On potrafi z tego samochodu wyciągnąć wszystko. Przecież on i Mark Webber mieli takie same bolidy. Przeprowadzone zostały analizy, które potwierdziły, że przez te cztery sezony mieli dokładnie taką samą ilość awarii. Nie ma mowy więc o tym, że Vettel mógłby być w jakiś sposób faworyzowany przez zespół. Potrafił wykorzystać do bólu szansę, którą stworzył mu Red Bull. A że zrobili oni dobry samochód – czy należy ich za to winić? Czy należy winić Vettela za to, że potrafił to wykorzystać w stu procentach? Nie.

W przypadku Vettela nie można jednak pominąć kwestii, która rzuciła się cieniem na jego osobę, czyli słynne „Multi21” podczas wyścigu w Malezji. Rozczarowało to Pana?
Byłem tym mocno zdziwiony. Generalnie nie jestem fanem „team orders” [poleceń zespołowych, przyp. red] i gdyby spojrzeć na tę sytuację z punktu widzenia Marka Webbera, który był przekonany, że taka kolejność utrzyma się aż do samej mety i że go Vettel nie wyprzedzi – owszem, było to złe. Sebastian nie powinien się tak zachować. Vettel był wtedy bezwzględny. Tyle że mistrzowie są zawsze bezwzględni. Ale z drugiej strony – co to ma wspólnego ze sportem? Wyścigi to nie gra w szachy. Uważam, że ustalenia zespołowe podczas wyścigu w Malezji były błędem, szczególnie na tym etapie rywalizacji w mistrzostwach. „Team orders” w zeszłym sezonie wydawał również Mercedes i także w tym przypadku uważam, że to było niepotrzebne.

Ferrari przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu zapowiedziało walkę o mistrzowski tytuł wśród kierowców. Wydawało się to całkiem możliwe, bowiem bolid był zdecydowanie szybszy od poprzedniej konstrukcji, a jednak różnica na mecie pomiędzy Alonso a Vettelem okazała się większa niż w sezonie 2012.
To było szokujące. O ile na początku sezonu wyglądało to całkiem nieźle, o tyle od 4., 5. czy 6. rundy widać było, że Ferrari sobie nie radzi z ustawieniami bolidu. Również nowe części, które przywozili na kolejne GP po prostu nie działały. Myślę, że Alonso może być rozczarowany, stąd też rozmowy o jego powrocie do McLarena, co jest przy okazji niezłą historią. Przecież on przyszedł do Ferrari po to, by zdobywać tytuły mistrza świata, ale na tym przykładzie jednak widać, że kierowca to jedno, ale bolid to drugie i duże znaczenie ma to, w jaki sposób ten bolid jest rozwijany.

Można powiedzieć, że przenosząc się do Ferrari w 2010 roku Alonso trafił na zły moment?
Nie wiem, czy na zły moment. Trafił po prostu do ekipy, która w pewnym sensie nie radziła sobie przez ostatnie sezony z rozwojem bolidu. Doszły do tego również problemy z tunelem aerodynamicznym, a co za tym idzie nie było korelacji wyników z tunelu z tym co wychodziło na torze. Alonso trafił na niesamowitego przeciwnika. Ekipa Red Bulla wykonuje swoją pracę perfekcyjnie. Nawet pomimo usterek alternatorów czy skrzyń biegów, innych problemów nie mieli.

Pozytywne zaskoczenie minionego sezonu w F1?
Na pewno Esteban Gutierrez zaskoczył w kilku wyścigach. Również pozytywnie zaprezentował się Mercedes. Widać, że się pozbierali po latach problemów, choć teraz pozostaje pytanie, co się z nimi stanie w następnym sezonie po odejściu Rossa Brawna. Paddy Lowe jeszcze nigdy nie pełnił tak wysokiej funkcji w zespole, nigdy nie był szefem zespołu. Pozytywnie również oceniam Nico Hülkenberga. W jego przypadku trzeba jednak zadać sobie pytanie, co dalej? Jak sobie poradzi po tym, gdy ponownie nie otrzymał angażu w większej stajni.

Hülkenberg przechodząc z Saubera do Force India wraca na stare śmieci [Niemiec startował już w tym zespole w sezonie 2012, przyp. red]. Może w jego przypadku sprawdzi się powiedzenie, że aby zrobić dwa kroki w przód, trzeba najpierw wykonać krok w tył?
Oby nie było odwrotnie

A Romain Grosjean?
Nie uznałbym go za pozytywne zaskoczenie. To jest gość, który pokazywał, że jest niesamowicie szybki, natomiast miał problemy z psychiką, z wytrzymaniem presji. On podkreślił, że praca z psychologiem bardzo mu pomogła, pozwoliła mu się pozbierać i opanować emocje.

Rozczarowania?
Pastor Maldonado bardzo negatywnie mnie zaskoczył. Szczególnie te jego buńczuczne wypowiedzi. Dla mnie to strasznie smutne obserwować gościa, który chodzi z walizką pieniędzy i jest pewny swego, bo może sobie wybierać między zespołami, a w tym wypadku chodzi tylko i wyłącznie o kasę.

Myślę, że rozczarowaniem sezonu jest Lotus i informacje, które wypłynęły w końcówce sezonu o problemach finansowych zespołu. Dla Formuły 1 to niepokojące, że ekipa, która w pewnym momencie walczy o pierwsze miejsce, nagle okazuje się, że nie ma pieniędzy na wypłaty. To pokazuje jednak, że sport potrzebuje jakiejś przebudowy związanej z finansowaniem tego sportu, również kwestia podziału pieniędzy. Dla mnie problemem jest to, że za podział pieniędzy odpowiadają po części zespoły. Wiemy, jak silna jest pozycja Ferrari i wiadomo, że Włosi nie chcą zrobić sobie krzywdy kosztem swoich finansów, dając pieniądze mniejszym ekipom.

Rozczarowaniem jest również moim zdaniem fakt, że Pirelli nie dostało takiej ochrony od Formuły 1, na jaką zasługiwali. Bo przecież wszystkie decyzje dotyczące tego, jak ten spektakl ma wyglądać oraz jaki wpływ na niego mają mieć opony podejmuje organizator. Natomiast w momencie, kiedy Pirelli wywiązało się z tego zadania w stu procentach, nie dostało żadnego parasola ochronnego od F1. Nie chciałbym być w skórze PR-owca firmy Pirelli, który musiał wygrzebywać się z tych stert obelg pod jej adresem, czy to ze strony zespołów (tam prym wiódł Red Bull), czy też ze strony dziennikarzy.

Nie uważa Pan, że Pirelli wkrótce da sobie z tym spokój i opuści Formułę 1?
Niewiele brakowało do tego już w tym sezonie. Myślę, że Pirelli to coś dobrego dla tego sportu. Miejmy nadzieję, że zostaną na te kolejne pięć sezonów. Ale czy tak się stanie – nie wiem. Ja na miejscu Pirelli bardzo poważnie bym się nad tym zastanowił, bo pod względem PR-owym poprzedni sezon to był dla nich koszmarem.

Nie wymienił Pan w gronie rozczarowań McLarena. Celowo?
Nawet o nich nie pomyślałem, szczerze powiedziawszy. Rzeczywiście McLaren to totalna porażka. Widać jaki dorobek zostawił w angielskim zespole Paddy Lowe i jak oni sobie teraz bez niego radzą.

Mogą oni jeszcze z tego wyjść?
Tak, spokojnie. Każda ekipa w trakcie swojej przygody z Formułą 1 ma lata, w których ich bolid był niekonkurencyjny. Pytanie brzmi: jak odrobią lekcję z tego sezonu? Jak to wszystko wpłynie na budowę bolidu?

I żadnego miejsca na podium w całym sezonie. Nawet nie ma co porównywać z tym w 2009 roku, w którym mimo słabego samochodu Lewis Hamilton wygrał dwa wyścigi.
Rzeczywiście, bardzo fatalna sprawa. No ale zobaczymy co będzie potem. W McLarenie nie jedna głowa myśli nad tym, aby było dobrze.

Pytanie, czy na tę porażkę nie mieli wpływu również kierowcy. Bo o ile Perez pokazywał czasem pazur, choćby podczas pamiętnego wyścigu w Monako, a przecież zapewne musiał zmagać się z ogromną presją ze strony ekipy, wymaganiami sponsorów i to jest już zupełnie inna zabawa, niż wcześniej, o tyle Button powinien tę ekipę poprowadzić za rękę. Ale w jego przypadku też trzeba przyznać, że miał ogromne problemy.

Zatęskni Pan za Markiem Webberem albo Paulem di Restą?
Niespecjalnie zatęsknię za di Restą, jeśli miałbym być szczery. Natomiast za Webberem tak, ale nie na torze. Będzie mi brakowało jego otwartości i tego, że potrafił powiedzieć coś, czego inni się bali wydusić z siebie.

Co Pan sądzi o zmianach w Formule 1 na przyszły sezon? Nowe jednostki napędowe, punkty karne oraz bardzo głośna ostatnio kwestia – podwójnie punktowana ostatnia runda mistrzostw świata.
Zacznę od końca – podwójne punkty w ostatnim wyścigu to jest dla mnie absurd. Nie jestem absolutnie fanem tej zmiany, bo załóżmy że wszystkie ekipy walczą do końca, różnice punktowe są bardzo małe i nagle o losach tytułu mistrza świata może zadecydować ostatni wyścig. To tak jak w NASCAR – są eliminacje i decydującym punktem sezonu jest ostatnie dziesięć wyścigów. Proszę bardzo. Tyle że w NASCAR tych rund jest ponad 30, tymczasem w F1 sezon liczy 19 wyścigów.

Jeżeli chodzi o technologię, zobaczymy. Wiadomo, że romantyczny silnik V8 i ten dźwięk wolnossącej jednostki napędowej jest czymś niesamowitym. Natomiast będziemy mieli do czynienia z bardzo zaawansowanymi technologicznie jednostkami napędowymi z ERS [nowy system odzyskiwania energii kinetycznej, pochodzącej z procesu hamowania oraz energii cieplnej, przyp.red.]. Za tym idą zmiany w aerodynamice. Pytanie, czy to wszystko dzieje się w odpowiednim momencie, bo te zmiany pociągają za sobą ogromne koszty. Owszem, można powiedzieć, że nigdy nie będzie idealnego momentu na zmiany, ale ten szczególnie nie jest bliski ideału. Popatrzmy zresztą na to, co się działo w poprzednim sezonie – coraz więcej ekip ma problemy finansowe.

Nie kłóci się to jednak z planami, by w sezonie 2015 do stawki dołączyły kolejne dwie ekipy?
Na tę chwilę wiemy to, że został ogłoszony przetarg, ale na razie jakoś nikt jeszcze nie kwapi się do tego, by wprowadzić swój zespół do F1. Poza tym widać, jak ogromna jest dysproporcja między budżetem choćby Ferrari, a budżetem najsłabszych ekip. Ściganie stało się dla nich z roku na rok coraz droższe, a jak dorzucimy do tego obecne zmiany techniczne, będzie jeszcze gorzej.

Zobaczymy. Będzie to na pewno ciekawy sezon, ale czy w układzie sił coś się zmieni? Wydaje mi się, że nie, choć znaczące będzie to, kto będzie miał najbardziej wytrzymałą jednostkę napędową. Mówi się, że prawdopodobnie Mercedes będzie miał najlepszy silnik, ale przecież kto może powiedzieć, co się dzieje w fabrykach Renault czy Ferrari?

Wydaje mi się, że już od kilku lat istnieje taki stereotyp, że silniki Mercedesa są najlepsze.
Tak, trzeba również przyznać, że dobrą pracę wykonali w zeszłym sezonie Red Bull z Renault.

Trzecia (i ostatnia) część wywiadu ukaże się już jutro.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.