Facebook Google+ Twitter

Gwałty i protesty w Indiach

Po raz pierwszy od 16 grudnia, kiedy 23-letnia studentka indyjska, wracając z kolegą z kina - zaatakowana w autobusie i wielokrotnie przez godzinę gwałcona i pobita, a następnie wyrzucona przez sprawców z pędzącego pojazdu – zmarła, postanowił opowiedzieć o zdarzeniu jej przyjaciel.

 / Fot. Uploaded to wiki by use:nikkulTa poruszająca, smutna i tragiczna historia, która obiegła świat, wciąż jest na ustach społeczeństwa Indii. Ulica nadal manifestuje. Odważył się mówić kolega studentki, który razem z nią wracał do domu. Jak powiedział w rozmowie telewizyjnej, "leżała na ulicy, naga i we krwi". "Przez godzinę przechodnie ją mijali, nikt nam nie pomógł". Stało się to w biały dzień, w stolicy kraju - Delhi, na oczach wielu obojętnych podróżnych. Nikt z pasażerów autobusu nie interweniował. Także kierowca nie reagował.

Przyjaciel studentki, również ciężko pobity, został razem z nią wyrzucony przez sześciu zbirów z jadącego autobusu. Studentka zmarła dwa tygodnie po gwałcie, w szpitalu w Singapurze. On, po uzyskaniu przytomności, leżąc obolały na ulicy, próbował gestami rąk i krzykiem dawać sygnały przechodniom i kierowcom jadących samochodów o potrzebie udzielenia pomocy dziewczynie.

Dopiero po godzinie ktoś zainteresował się nimi i wezwał policję. Policja po przyjeździe długo deliberowała nad tym, jaką ma podjąć decyzję w sprawie nagiej, zmasakrowanej i nieprzytomnej, krwawiącej dziewczyny. W końcu odwieziono ją razem z chłopakiem do szpitala 50 km od miejsca tragicznego wydarzenia.

Bili mnie do nieprzytomności – mówił w telewizji. Bili jakimś metalowym narzędziem. Kiedy się ocknąłem, wyrzucono nas z autobusu na ulicę - powiedział. Krzyczałem: ratujcie nas. Dajcie nam jakieś ubrania - relacjonował przyjaciel studentki w stacji TV Zee News, do której przyjechał na wózku inwalidzkim – podaje serwis tvn24.pl. Policja wcale nie była skora do szybkiej pomocy – opowiadał. Policja oświadczyła, że pierwszy patrol pojawił się na miejscu zdarzenia już cztery minuty po wezwaniu.

Po wyemitowaniu rozmowy telewizyjnej, w całych Indiach znowu zawrzało. Ulice zapełniły się setkami manifestantów. W internecie krążyły apele wzywające do ulicznych protestów. "Wstyd mi, że jestem z Indii"; "Jak mogli im nie pomóc"? "W tym kraju musi się coś zmienić" - piszą wzburzeni internauci.

Społeczeństwo Indii do tej pory nie otrząsnęło się jeszcze i wciąż nie milknie, po nagłośnionym w kraju gwałcie z 16 grudnia, w Delhi. Dziewczyna, w bardzo ciężkim stanie przeszła trzy skomplikowane operacje, a po 10 dniach została przewieziona na dalsze leczenie do jednej z najlepszych klinik w Singapurze. Szpital poinformował, że kobieta doznała znacznych uszkodzeń mózgu. W nocy 28 grudnia studentka zmarła.

Sześciu sprawców gwałtu aresztowano. Zatrzymany został także a następnie zwolniony z pracy, kierowca autobusu, który nie zareagował na brutalny akt przemocy, gwałtu i ciężkiego pobicia kobiety i jej towarzysza. Na ulicach Indii tysiące wściekłych demonstrantów, po tym, co się stało w grudniu w stolicy, domagają się kary śmierci dla gwałcicieli studentki. Przedstawiciele rządu od początku zdarzenia zapowiedzieli, że są za karą dożywocia dla sprawców.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 14.01.2013 15:52

Co za hipokryzja władz: przedstawiciele rządu opowiadają się za karą dożywocia dla sprawców, a premier obiecuje zapewnić kobietom bezpieczeństwo. I to dopiero w 14 lat od sprawy w Kerali!

A ile takich zdarzeń ma miejsce każdego dnia w tym potężnym kraju o powierzchni 10x większej od Polski i 32x liczniejszym?!
O czym tu mowa, skoro fakt zgwałcenia bada się przy pomocy 2 palców - jeśli oba nie wchodzą do pochwy zgwałconej (sic!), to znaczy, że gwałtu nie było?!
Co to za ludzie, którzy gardzą każdą kobietą, w tym szczególnie bezdzietną i 70-letnie staruszki poddają się sztucznemu zapłodnieniu tylko po to, by środowisko nareszcie je zaakceptowało?!
Co to za ojcowie, bracia, mężowie, i w końcu matki, którzy pozbywają się kobiety przez podpalenie po uprzednim oblaniu jej substancją łatwopalną twierdząc, że to był "wypadek w kuchni przy pracy"?!

Proszę sięgnąć do wstrząsającej książki Pauliny Wilk pt. "Laki w ogniu", a ujrzycie społeczeństwo, które nawet nie jest dziczą, tylko jak trafnie zauważył pan Grzegorz Wink: "tłum pojedynczych osób, które nie interesują się nikim poza sobą."

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Społeczeństwo Indii do tej pory nie otrząsnęło się jeszcze i wciąż nie milknie" - jak wynika z relacji owego nieszczęśnika to tam nie ma żadnego społeczeństwa. Tam mieszka tłum pojedynczych osób, które nie interesują się nikim poza sobą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.