
Podopieczne Rafała Błaszczyka udowodniły, że zeszłotygodniowa przegrana na własnym parkiecie wynikała wyłącznie ze słabego dnia. Przypomnijmy, że siatkarki wrocławskiej Gwardii w pierwszym meczu z Minchanką Mińsk przegrały przed własną publicznością 2:3.
Wtorkowe spotkanie korzystnie rozpoczęły Gwardzistki, do pierwszej przerwy gra układała się bardzo równo. Na drugą przerwę techniczną Gwardia schodziła z trzypunktowym prowadzeniem, do końca seta wrocławiankom przewagę udało się jeszcze zwiększyć i partia zakończyła się wynikiem 25:19 dla ekipy z Wrocławia.
W drugiej części spotkania gospodynie przejęły inicjatywę, już na początku seta wyrobiły sobie przewagę, której drużyna z Wrocławia nie zdołała odrobić. Białorusinki na kolejnych przerwach technicznych prowadziły 8:4, 16:10 ostatecznie zwyciężając w drugiej partii 25:23.
Set trzeci to znów wygrana Gwardzistek. Wrocławianki na pierwszą przerwę techniczną schodziły z jedno punktową stratą, jednak w kolejnych minutach zdołały przegonić rywalki ostatecznie wygrywając seta 25:20.
Prawdziwy horror rozegrał się w czwartej partii. Gwardia źle rozpoczęła seta i na pierwszej przerwie traciła 4 punkty zawodniczek z Mińska, sytuacja diametralnie odmieniła się w kolejnych minutach meczu. Gwardzistki szybko przegoniły drużynę gospodarzy i na drugiej przerwie prowadziły już 16:10. Wydawałoby się, że sześciopunktowa przewaga pozwoli ekipie z Wrocławia na spokojną końcówkę. Nic podobnego. Minchanka bardzo szybko zdołała odrobić stratę i wyjść na dwupunktowe prowadzenie. Wrocławianki zachowały jednak zimną krew i prawie natychmiast wynik się wyrównał (20:20). Później nastąpiła gra „punkt za punkt”. Minchanka uległa dopiero w drugiej piłce meczowej po której Gwardia mogła cieszyć się z wygranej 26:24 i 3:1 w całym meczu.
Minchanka Mińsk - IMPEL Gwardia Wrocław 1:3 (19:25, 25:23, 20:25, 24:26)
Źródło: CEV.lu