Pozycja materiału w rankingach:
Widownia słupskiej Filharmonii Sinfonia Baltica wypełniona po brzegi, na scenie gwiazdy jazzu a nad wszystkim czuwający duch patrona Komeda Jazz Festival. Po sobotnim koncercie - jam session, spotkania i rozmowy do późnych godzin nocnych.
Trzeci dzień słupskiego festiwalu miał ekscytujący przebieg. Już pierwsza część koncertu, na którą złożyło się wykonanie kompozycji Leszka Kułakowskiego "Szkice na trio jazzowe i orkiestrę symfoniczną", wprawiło widzów w doskonały nastrój. "Szkice" mają klasyczną, koncertową budowę trzyczęściową. Zarówno soliści - kompozytor przy fortepianie, Piotr Kułakowski (kontrabas) i Jacek Pelc (perkusja) - perfekcyjnie wiedli nie tylko swoje partie improwizowane, ale znakomicie współpracowali z orkiestrą Sinfonia Baltica pod batutą Bohdana Jarmołowicza. Sam utwór stawia przed wykonawcami zadanie o znacznym stopniu trudności. Test w nim miejsce zarówno na indywidualne współtworzenie nastroju przez poszczególne podmioty wykonawcze (orkiestra i soliści), na swoiście wiedzioną rozmowę, ale i precyzyjne porozumienie. Przede wszystkim w warstwach muzycznej fabuły czasowej, "opowiadanej" również ciszą. Wartością dominującą w wykonaniu "Szkiców..." bez wątpienia była radość wspólnego muzykowania. Widoczna tak w partiach silnie synkopowanych, improwizowanych, jak i narracyjnych. Burza oklasków nagrodziła filharmoników i solistów.
W przerwie, wynikającej z konieczności "przemeblowania" sceny, publiczność gremialnie ruszyła na górne foyer. A tam królował Marek Karewicz. Nie tylko w postaci swoich prac fotograficznych, ale i osobiście. Dużą popularnością cieszył się album zawierający zdjęciową dokumentację jego spotkań z jazzem. Autor nie odmawiał składania na nim swojego autografu. A po przerwie na scenie pojawił się Larry Coryell, wirtuoz gitary współtworzący przed laty elektryczne brzmienie jazz-rocka. I znów okazało się, że samotny na scenie instrumentalista jest w stanie stworzyć show, który na długo pozostaje w pamięci. Jego aranżacje i wykonania kompozycji Georga Gershwina, Django Reinhardta, Mauricea Ravela czy wieńczące koncert fascynujące złożenie Joaquina Rodrigo, Manuela de Falli z wizją Hiszpanii Chicka Corei dało publiczności okazję do standing ovation.
Podziw wszystkich wzbudziła wirtuozeria Coryella w posługiwaniu się trudną techniką flażoletów harfowych, a sympatię... zapewnienia, że polska publiczność należy do najlepszych na świecie, że podziwia niezwykły poziom artystyczny koncertującej przed nim orkiestry i solistów, że w Krakowie pozdrawia Jarka Śmietanę a w Warszawie Ulę Dudziak... Nic dziwnego, że musiał bisować! I to dwukrotnie!
Na finał tej koncertowej triady organizatorzy pozostawili Adama Makowicza. - Jest mi bardzo miło, że mogę dzisiaj znów zagrać w Słupsku i to w ramach tak szacownego festiwalu. Tym bardziej, że znałem Krzysztofa Komedę. Niejedną noc słuchaliśmy razem muzyki, dyskutowaliśmy i rozmawialiśmy... O ile byliśmy w stanie... - refleksyjnie przywitał się Makowicz ze słupską publicznością i rozpoczął recital. Zaprezentował w nim wszystko to, co najpiękniejsze w jego repertuarze. Przede wszystkim niepowtarzalną nastrojowość ballad, łącznie z autorką kompozycją dedykowaną swojemu idolowi "Tatum in my minnd". Mistrzostwo fortepianowej narracji Makowicza, rozłożonej na głosy dialogujących ze sobą rąk i zróżnicowanej dynamiki gry, wiodło publiczność w nastroje tyle liryczne, co przepełnione harmonią i radością tworzenia. Zobacz także:
Artykuły
(76)
Galerie
(9)
Średnia ocen
(4.83)
Wiek: 58 | Miejscowość: Słupsk | Kraj: Polska
O mnie: "Nie tylko wpierw się najadłszy mandragor, Błądziły w limbach szalone kobiety, Nie tylko Dante i trzeźwy Pitagor – Byłem i ja tam… pamiętam, niestety!" (C.K. Norwid) Bywa, że pojawiam się i tutaj http://blog.gotowalniapism.eu/
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Autor usunął profil 15.11.2009 17:41
Ryszardzie, o moich odczuciach, niezmiennie super-pozytywnych, piszę za każdym razem. Niezmiennie... 5* :-)) Marr
Grammy 2012: Adele najjaśniejszą gwiazdą gali w Los Angeles
(odsłon: +8608)