Facebook Google+ Twitter

"Gwiazdy na porannym niebie"... i w Teatrze Polskim

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2010-09-28 09:44

Aktor, to wspaniały instrument... zwłaszcza, gdy grają kobiety. Rzadko się to zdarza, ale byłem świadkiem, więc potwierdzam, że w Teatrze Polskim zaistniało wreszcie coś bliskiego ideału piękna i harmonii. Cztery dziewczyny tworzą kwartet.

 / Fot. Mat. dla prasy - Teatr PolskiAby grać na ludzkich emocjach, trzeba w życiu coś naprawdę przeżyć... To wielka, niebezpieczna pokusa. Niemniej jednak ta ryzykowna sztuka oscylowania na granicy szaleństwa udała się reżyserowi "Gwiazd na porannym niebie" Aleksandra Galina. Rzecz dotyczy sposobu przetrwania w świecie, który nie daje człowiekowi najmniejszej szansy na zwycięstwo.

Andrzej Pieczyński nie zdecydował się w relacji z tego ponurego świata na inscenizacyjne fajerwerki, chociaż autor w didaskaliach i dialogach sugeruje wiele efektownych rozwiązań. Skupił się za to na grze niesłychanie intymnej, niekiedy wręcz na bardzo wysokiej nucie... To ryzykowny zabieg, bo wtedy bardzo łatwo o fałsz. Pamiętam jego świetną, debiutancką kreację w jednej z trzech nowel filmu "Zdjęcia próbne". Wraz z Darią Trafankowską udało mu się odtworzyć klimat towarzyszący pierwszej miłości. Jest w tej postaci umiar i właściwa proporcja wszelkich stanów emocjonalnych. To doświadczony aktor i mądrze prowadzący zespół reżyser. Wszechstronnie utalentowane kobiety uczestniczące w tej grze stanowią wszakże harmonijny, doskonale zestrojony zespół. W ich zbiorowych śpiewach, tańcach i indywidualnych popisach nie przeszkadza im nawet towarzystwo aktorów płci odmiennej. Jest ich zaledwie dwóch. To nieustannie wahający się kandydat na narzeczonego Marii - milicjant i wcielający się w rolę pacjenta pobliskiego szpitala psychiatrycznego reżyser spektaklu.

Treść sztuki jest dostępna w programie i na internetowej witrynie teatru, więc o niej nie napiszę ani słowa. Nie zdradza się przecież czytelnikowi powieści kryminalnej zagadki w trakcie fascynującej lektury. Dla nas ważni są ci, którym widzowie zawdzięczają niezapomniane chwile spędzone w ciemnej norze wypełnionej metalowymi łóżkami. Scena kameralna Teatru Polskiego wygląda, niczym miejska noclegownia albo sypialnia koszmarnego hotelu robotniczego. Właśnie w tej ciasnej przestrzeni muszą przebywać ze sobą dziewczyny nie najcięższych obyczajów, wraz z dozorującą je herod - babą, matką zakochanego w Marii milicjanta. W towarzystwie tych wyrzutków socjalistycznego społeczeństwa przegląda się widownia, a do każdego z widzów zwracają się uwięzieni na scenie ludzie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

5*Interesujące.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.