Facebook Google+ Twitter

Gwiezdne Wojny w trybie ASCII - recenzja "ASCII Sector"

Czy w dobie konsol do gier, realistycznej grafiki 3d i technologii kinect gra, w której znaki ASCII symbolizują statki kosmiczne, planety, budynki i ludzi może bawić? Okazuje się, że może - i to nawet bardzo.

"ASCII Sector", program stworzony w pojedynkę przez Christiana Knudsena, na pierwszy rzut oka przypomina "fan game" osadzoną w świecie "Wing Commander - Privateer". Podobnie jak w grze firmy Origin, tak i tu wcielamy się w rolę awanturnika próbującego przeżyć w kosmicznej wersji amerykańskiego Dzikiego Zachodu, w niegościnnym pasie międzygwiezdnej przestrzeni, o który walczą ze sobą reprezentująca ludzką cywilizację Konfederacja i kotopodobni Kilrathi, gdzie równie łatwo jest zdobyć wielką fortunę jak paść ofiarą piratów albo członków zwalczającej technologię sekty Retro. Na tym jednak podobieństwa się kończą, ponieważ "ASCII Sector", mimo słabej grafiki, oferuje o wiele głębszy poziom imersji w symulowany świat niż produkt firmy Origin.

"ASCII Sector" łączy w sobie najlepsze elementy gier takich jak "Elite 2: Frontier", "Privateer" i zapomniana dzisiaj "Hard Nova". Z jednej strony mamy więc typową grę w "gwiezdnego kupca": możemy przewozić towary pomiędzy planetami i układami gwiezdnymi, przyjmować zlecenia od osób spotkanych na odwiedzanych przez nas planetach i w bazach kosmicznych, walczyć z innymi pilotami w przestrzeni kosmicznej. Ale możemy też dokonać abordażu statków, z którymi walczymy, najechać piracką bazę, brać udział w strzelaninach na powierzchniach planet i w korytarzach baz kosmicznych, doskonalić umiejętności walki wręcz i przy użyciu broni dalekiego rażenia, w końcu - brać udział w tzw. "Questach", historiach stworzonych przez samego programistę i członków społeczności skupionej wokół gry. Opcji jest na tyle dużo, że "ASCII Sector" wciąga na długie godziny.

Grę zaczynamy na rolniczej planecie Basin, posiadając jedynie wolny i słabo uzbrojony statek Tarsus i kilka tysięcy kredytów na koncie. W dodatku jesteśmy osobą kompletnie nieznaną. Od naszych działań zależy nie tylko to, czy uda nam się powiększyć stan naszego posiadania, ale też to, jaką będziemy cieszyć się reputacją.

Kontrolowany przez gracza bohater nie żyje w próżni - z jednej strony musi zabiegać o uznanie potencjalnych pracodawców, z drugiej w zależności od tego, czy zalezie w skórę jednej z fakcji walczących ze sobą o władzę w sektorze, ich statki będą inaczej reagować na pojawienie się statku pilotowanego przez gracza. Uratowanie zestrzelonego kupca sprawi, że statki kupieckie będą słały w naszą stronę przyjazne pozdrowienia i nie zaatakują nas, z kolei notoryczne niszczenie statków Kilrathi i pirackich spowoduje, że piraci i kotowaci obcy będą atakować nas dużymi grupami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

TPR
  • TPR
  • 16.06.2012 13:30

Gra jest rewelacyjna! Nie przepadam za grami ASCII czy roguelike, ale ta jedynie je przypomina. Tak naprawdę jest to znacznie rozbudowany stary dobry "Privateer" (pierwotnie gra zwała się "Privateer: Ascii Sector"). Obecnie rozwój nieco spowolnił, ale projekt nie został porzucony.

Autor planuje zrobić z tego "graficzną wersję komercyjną" dlatego powoli odchodzi od nazewnictwa znanego z serii "Wing Commander". Pierwszym krokiem jest stworzenie gry "Hostile Takeover" (http://laserbrainstudios.com/). Kolejnym ma być dodanie "kosmosu". Trzymam kciuki za powodzenie projektów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.