Pozycja materiału w rankingach:
Jestem staromodna - lubię spektakle, które są mądre, dowcipne albo piękne. Jestem też bezczelna - wychodzę z takich, które nie spełniają tego kryterium. Z wrocławskiego "Hair" wyszłam po pierwszym akcie.
Publiczność reagowała żywiołowo. Brawa, śmiech, charakterystyczny stłumiony chichot. Nie mogę pojąć, dlaczego. "Hair" - kultowy musical o życiu dzieci-kwiatów wystawił wrocławski Teatr Muzyczny Capitol. Temat uroczy. Kolorowe ubrania, wiatr i kwiaty we włosach, a do tego taniec. Tym bardziej, że legenda ruchu hippisowskiego jest w Polsce żywa i z pewnością niejeden warszawiak jadąc rano do pracy, pomyśli czasami o tym, by zrzucić garnitur i zatańczyć taniec wolności na stacji metra. Zdawać by się mogło, że wystarczy wierzyć w tę wolność, miłość i pokój, by dobrze zagrać hippisa. Aktorzy Capitolu nie potrafiliby jednak przekonać pana w garniturze, by spalił swoje krawaty.Zobacz także:
Artykuły
(26)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.35)
Miejscowość: Warszawa-Wilno-Bristol | Kraj: Polska-Litwa
O mnie: Antropolog kultury (nie lubi słowa antropolożka), dziennikarka. Ewa.Wolkanowska@gmail.com
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
W. 25.11.2010 20:06
Szalenie dziwi mnie opinia recenzentki. Fakt, nie byłam na opisywanym spektaklu, a aktorzy to nie roboty, więc za każdym razem nie grają tak samo, ale dziwi mnie to, że widziałam ten sam spektakl ponad pół roku temu na III Festiwalu Teatrów Muzycznych i moje odczucia są AŻ tak skrajnie odmienne. Spektakl nie jest jakoś szczególnie intelektualny, mimo, że poruszane tematy wymagałyby głębszego zastanowienia, ale jest ujmujący, porusza i wzrusza… Przynajmniej mnie! W jakimś stopniu zostałam wciągnięta do całej zabawy, co na pewno wpływa na moją opinię, bo do dziś wspominam ten dzień z wielką radością, ale i wzruszeniem (nie wiem, jak można być obojętnym wobec niektórych scen przedstawionych w tym musicalu). Bardzo chciałabym ujrzeć ten spektakl jeszcze raz, tym razem, żeby zobaczyć, jak zespół wypada „u siebie” (co nie znaczy, że w Baduszkowej wypadł źle :)). Szkoda tylko, że Capitol tak daleko… Do wszystkich, którzy nie widzieli- proponuję się wybrać, żeby wyrobić sobie WŁASNĄ opinię, proszę wybrać któryś z pierwszych rzędów, żeby potem nie musieć opuszczać teatru podczas antraktu, bo gwarantuję, że siedząc w pierwszym rzędzie, ani przez moment takowa myśl wam nie pojawi się w głowie!
Ewa Wołkanowska-Kołodziej 22.11.2010 15:43
Myślę, że tysiące fanów "Szansy na sukces" mogło się właśnie obrazić.
Marek 20.11.2010 13:28
Pani Ewo.
Hair miało dwa odcinki a nie 100...- tyle tylko trudu należało sobie zadać i zobaczyć obie części, aby być wiarygodnym i rzetelnym recenzentem - i oczywiście sprostać obietnicom ( porównanie do "szansy na sukces" jest tak nie na miejscu jak porównania pana Piotrusia łakomczuszka - przepraszam). Oczywiście, że nie musiałem kontynuować lektury, aby jednak mieć wiedzę, rzetelnie i uczciwie dyskutować z Panią, musiałem przeczytać do końca. Bo co mogą obchodzić innych i Panią, moje przypuszczenia i odczucia na temat treści z którą nie dane było się spotkać .Nawet w obliczu nieodpartej mojej woli nie czytania Pani artykułu - bo zdrowie moje ważne i cenne także - musiałem.
Ewa Wołkanowska-Kołodziej 20.11.2010 12:52
Czy żeby ocenić poziom artystyczny "Szansy na sukces", też trzeba obejrzeć wszystkie odcinki?
Ewa Wołkanowska-Kołodziej 20.11.2010 12:50
To proste - recenzję napisałam, bo obiecałam. Ale jako że cenię sobie swoje zdrowie, więc nie byłam na całości przedstawienia. I wilk jest więc syty i owca cała (ew. Bogu świeczkę, diabłu ogarek). Żyjemy w kraju demokratycznym i Pan, Panie Marku, czytając tę informację na początku tekstu, wcale nie musiał lektury kontynuować.
Andrzej Szelbracikowski 20.11.2010 12:49
"Hair" to już tradycja tamtych lat;)) Ale przyznaję autorce rację: " -Nie wystarczy krzyczeć Miłość - trzeba mieć charyzmę;)) Boję się jednego; - czy ta miłość z Hair, może być w ogóle & w szczególe w dzisiejszej Polsce celebrowana?? Dlatego właśnie, ażeby tu coś powiedzieć trzeba by zobaczyć spektakl do końca! Pozdrawiam
Marek 20.11.2010 09:53
Pani Ewo.
Może ja pomogę. Przyznała się Pani, że nie była na całym spektaklu - i to jest uczciwe. Nieuczciwe jednak jest to, że napisała Pani recenzje ze spektaklu. Ja, czytając Pani recenzję wiem, że czytam opinie kogoś kto nie był - dlaczego i jak, ma to być dla mnie opiniodawcze? Dlaczego Pani nie może zrozumieć, że recenzent, powinien przed napisaniem recenzji poznać całość dzieła które opisuje? Jeżeli się nie udało doświadczyć - nie pisze recenzji........- wszak oskarżony spodziewać się może łaski w obliczu przyznania się do winy zarzucanego mu przestępstwa, czy jednak uniknie całkowicie kary???
Ewa Wołkanowska-Kołodziej 20.11.2010 02:24
Raz jeszcze chciałabym podkreślić, że nieuczciwe by było, gdybym nie zaznaczyła, że nie byłam na całym przedstawieniu. Naprawdę nie potrafię pojąć oburzenia niektórych komentatorów. Czarno na białym napisałam (i to dwa razy!), że wyszłam po pierwszym akcie i jest to moja recenzja właśnie z tej jednej części przedstawienia.
Anna 19.11.2010 22:03
Recenzja doskonała, podpisuję się pod każdym słowem ( Pani Ewy nie znam). Pragnę Jej jednak podziękować, że przywraca moją mocno nadwątloną wczoraj wiarę w to, że odróżniamy kicz, tandetę, szmirę od Sztuki (nie wyłączając Sztuki prowokującej, pozostającej jednak Sztuką przez duże S). To co zszokowało mnie najbardziej to jednak nie musical, nie popiskiwania aktorów (?), nie bełkot dialogów, ile - o zgrozo - właśnie reakcja publiczności ... Droga Pani Ewo, również opuściłam miejsce przy pierwszej sposobności. Przez szacunek do samej siebie.
Joanna Pachla 19.11.2010 21:34
Pani Ewo, ja z kolei mam mieszane uczucia - nieuczciwe wydaje mi się ocenianie spektaklu, którego nie widziało się do końca. Jednak sposób, w jaki Pani ten krótki przecież tekst napisała, podoba mi się szalenie. Zwłaszcza tytuł i zajawka. ;)
5. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie oraz 80. urodziny Wojciecha Kilara. Relacja
(odsłon: +566)