Facebook Google+ Twitter

"Haiti" Marcina Wrońskiego. Lubelski pisarz ponownie podnosi poprzeczkę

Po doskonałym "Pogromie w przyszły wtorek" byłem przekonany, że warsztat Marcina Wrońskiego ustabilizował się na wysokim poziomie i nic mnie już nie zaskoczy. Nic bardziej mylnego. W "Haiti" lubelski pisarz ponownie podniósł poprzeczkę.

 / Fot. materiały prasoweLipiec 1938 r. W Lublinie odbywa się II Krajowa Wystawa Koni Remontowych. Na trybunach hipodromu zasiedli przedstawiciele władz, wojskowi i bogaci ziemianie. Bukmacherzy i kieszonkowcy zacierają ręce, ale świąteczną atmosferę burzy mroczne odkrycie. W stajennym boksie pięknej klaczy Haiti, należącej do księcia Seweryna Czetwertyńskiego, znaleziono zwłoki mężczyzny ze zmasakrowaną twarzą. Okoliczności wskazują na wypadek.

Komisarz Zygmunt Maciejewski, kierownik Wydziału Śledczego Komedy Powiatowej Policji Państwowej w Lublinie ma trudne zadanie. Praktycznie równolegle do zbrodni na wystawie, następuje włamanie do kasy ogniotrwałej w browarze Vettera. Dwie z pozoru różne sprawy łączy na początku tylko jedno, fakt że sprawcy nie pozostawili żadnych istotnych śladów. Tylko dzięki uporowi Maciejewskiego i jego ludzi wychodzi na jaw misterna gra pozorów. Komisarz na wszelkie, w tym niekonwencjonalne, sposoby próbuje znaleźć trop. Pomocny okaże się medalion, który lekarz patolog znajdzie w ustach zabitego.

"Haiti" Marcina Wrońskiego toczy się w dwóch wymiarach czasowych. Oprócz wydarzeń z 1938 r. śledzimy powojenne losy Zygmunta Maciejewskiego, który po wojnie zostaje dozorcą na pozostałościach lubelskiego hipodromu. Były policjant ma pod opieką leciwą już tytułową klacz.

Autor tradycyjnie buduje misterny obraz Lublina sprzed kilkudziesięciu lat. Dba nie tylko o szczegóły topograficzne, ale szkicuje obraz stosunków społecznych panujących tuż przed wybuchem wojny i kilka lat po jej zakończeniu. Wizja ta jest do bólu realistyczna. Tło i detale splecione zostały w wiarygodną całość. Ich dopełnieniem jest psychologia postaci, które w szóstym tomie serii o komisarzu Maciejewskim wydają się być jeszcze bardziej "mięsiste". Wroński z zacięciem mistrza rzeźbi w niezbyt szlachetnym kamieniu. Spod jego pióra wychodzą - chciałoby się napisać - żywi ludzie, pełni problemów, dylematów moralnych, zmagający się z nałogami, kompleksami i frustracjami. Alkohol leje się strumieniami. Ambicja, zemsta i urażona duma stają się determinantami.

"Haiti" to podróż do mrocznego Lublina. Częściej niż po reprezentacyjnym Krakowskim Przedmieściu wędrować będziemy po robotniczych Piaskach. Przyjrzymy się powszechnemu zubożeniu. Razem z bohaterami będziemy przeklinać fakt, że miasto ogarnęła gorączka robót drogowych. Autor dba o kontekst, choć oczywiście pokazuje Lublin ze specyficznej perspektywy.

Po doskonałym "Pogromie w przyszły wtorek" byłem przekonany, że warsztat Marcina Wrońskiego ustabilizował się na wysokim poziomie i nic mnie już nie zaskoczy. Nic bardziej mylnego. W kolejnych książkach lubelski pisarz podnosi poprzeczkę i pokazuje tym samym, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Za sprawą Marcina Wrońskiego, Marka Krajewskiego czy Zygmunta Miłoszewskiego polska powieść kryminalna przeżywa swój renesans. Można powiedzieć, że przywrócono jej należne miejsce w literaturze. O polskich autorach pisały ostatnio "The New York Times" i "The Independent". "Haiti" to dowód na to, że wyrażenie "dobry kryminał" nie jest oksymoronem, a zainteresowanie opiniotwórczych dzienników rodzimą prozą nie jest przypadkowe.

Marcin Wroński, "Haiti",
Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2014.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.