Podczas swojego pierwszego warszawskiego koncertu No Age wraz z Die! Die! Die! zaaplikowali w piątek w Powiększeniu kojącą wręcz dawkę hałasu.
Wieczór dla muzyków zaczął się zapewne nerwowo - utknęli gdzieś w korku pod stolicą i długo nie mogli dotrzeć na miejsce. Zgodzili się jednak skrócić przygotowania do minimum (niestety warszawska cisza nocna utrudniłaby późniejsze koncertowanie) i w pół godziny po przewidzianym czasie Nowozelandczycy eksplodowali. Z magmy kłębiących się dźwięków wyłonił się kompozycyjny koktajl Mołotowa - ATTITUDE.
wyskakuje jeszcze cokolwiek skontrolować z brzmienia, a publiczność jeszcze drętwawa. Sytuacji pomogło znalezienie złotego środka między kompletnie pokręconymi, agresywnymi dwiema poprzednimi płytami i świeżym "Forms". Post-hardcorowo-punkowe, math-rockowo, shoegazowe kompromisy w postaci "Sidewalks Here We Come", "Disappear Here", "Howye" i "Wasted Lands" miały jeden wspólny mianownik na żywo - miażdżyły ilością decybeli i cholerną, niewiarygodną energią. Po półgodzinnym zaledwie występie, podczas którego Andrew i Lachlan grali i śpiewali z tłumem i w tłumie, szans na dogrywkę nie było przede wszystkim na ich kompletne zmęczenie. Fascynujący chaos.
A później na scenę weszli No Age i potraktowali nas swoją wizją hałasu, który po poprzednikach wydawał się nieco zbyt perfekcyjny i ujarzmiony. Rozpoczęli znakomitymi riffami i mieszanką hałasu z ich charakterystyczną elektroniką, odgrywaną przez nowego muzyka - w zastanawiającym czarnym prochowcu. Energia znacznie szybciej udzieliła się rozochoconej publice, która oddała się ekstatycznym tańcom w rytm dopracowanych dźwięków, robiącej niesamowite wrażenie perkusji i rozedrganych gitar w manierze My Bloody Valentine połączonych z ciepłym punkiem. Niemalże godzina muzycznej przyjemności. Zostaliśmy
podwójnie uleczeni hałasem i nawet uporczywe brzęczenie w uszach jeszcze następnego dnia było błogim wspomnieniem. Zobacz także:
Artykuły
(279)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.42)
Wiek: 25 | Miejscowość: Palermo Sicilia | Kraj: Polska
O mnie: but at least i don't see you float away
Ostatnie artykuły autora:
5. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie oraz 80. urodziny Wojciecha Kilara. Relacja
(odsłon: +566)