Facebook Google+ Twitter

Halemba. Nadzieja umiera ostatnia

Wypadek w kopalni Halemba to wielka tragedia. Dla Ślązaka śmierć pod ziemią jest wpisana w życie, jak jedzenie i spanie. Ryzyko, jakie wiąże się w wydobyciem węgla, jest wszechobecne. Trzeba mieć jednak nadzieję i twardy charakter. O wypadku na Halembie dowiedziałem się ok. 17. Wsiadłem w samochód i po 10 minutach byłem na miejscu.

Budynek administracji kopalni stoi równolegle do ulicy dojazdowej. Policja zamknęła ruch kołowy wzdłuż całej ulicy, czyli odcinek ok. 800 m. Do budynku administracji doszedłem pieszo. Była godzina 17.30.

Krewni górników oczekują na informacje o swych bliskich. Fot. PAP/Andrzej Grygiel / Fot. Kompletny bałagan informacyjny. Po godzinie od wypadku na terenie kopalni nie było jeszcze rzecznika. Informacji udzielał jeden z szefów działu administracji. Oszalałe kobiety biegały wzdłuż budynku administracji chcąc uzyskać choćby najdrobniejszą informację dotyczącą swoich mężczyzn. Niestety, odpowiedzialni za informacje bardziej zajmowali się udzielaniem informacji dla prasy niż informowaniem najbliższych.

Jedna z kobiet zaczęła krzyczeć, że niczego nie można się dowiedzieć. Natychmiast poproszono ją do budynku administracji.

Pierwsza wiadomość to jeden zabity i dwóch rannych. Po chwili dwóch zabitych, jeden ranny. Tłum pod kopalnią gęstnieje z minuty na minutę. Jest już rzecznik. Odczytuje nazwiska tych, którzy zostali na dole. Reakcja najbliższych jest natychmiastowa. Twarz ukryta w dłoniach cichy szloch, żadnych oznak histerii.


– Najgorszy jest brak wiadomości – mówi kobieta stojąca obok mnie. Na początku bliscy po uzyskaniu informacji, że ich mąż, syn czy ojciec są pod ziemią, stali przed kopalnią, później zorganizowano w pobliskiej stołówce salę, w której mogli porozmawiać z psychologami.

Podjeżdżają ostatnie zastępy ratownicze, karetki i niestety już dwa karawany. Wśród tłumu dostrzegam szkolnego kolegę Marka Tokarskiego. Marek był ratownikiem górniczym 12 lat. Nieraz samego musieli go koledzy wynosić z chodnika po akcji zawałowej. Pytam o szczegóły takich akcji.

fot. Agnieszka Łuczakowska/Dziennik Zachodni / Fot. - Po pierwsze tam jest ciasno, zwałowisko pozwala na pracę jednocześnie dwóch ratowników przy czole zwałowiska. Inni stoją za nimi i odgarniają to, co wyciągają ci pierwsi. Po drugie tam musi być gorąco, ale nie temperatura stanowi największy problem tylko brak tlenu. Oni pracują cały czas w aparatach tlenowych. Maski na twarzach i pot zalewający oczy – opowiada Marek. Z uwagą nasłuchujemy wiadomości.

- Ratownicy na akcji wpadają w swego rodzaju amok. Chęć wydobycia kolegów jest tak wielka, że zapominają o własnym bezpieczeństwie. Wiele razy zdarza się, że adrenalina uśmierza zmęczenie i ból, pracują wtedy do upadłego… dosłownie. Nieprzytomnych trzeba ich wynosić spod czoła zwałowiska
– mówi Marek.

Przesuwamy się na skwer obok budynku administracji, przyjechali goście z Warszawy. Strzelają flesze aparatów, samochody premiera i ministrów wjeżdżają na teren kopalni.

- Jak to się dzieje, że już wiadomo, iż górnik nie żyje, a nie można wydobyć jego ciała – pytam Marka.

- Oczywiście ratownicy drążą w zwałowisku tunel nie większy niż 1,5 m na 1 m. Dokopują się np. do ręki lub nogi, wtedy już wiedzą, że kolega nie żyje. Dają taką informację na górę, ale zanim ciało wykopią, mija wiele minut. Pamiętaj, że to jest nie tylko węgiel, ale i kupa poskręcanego metalu no i ciała są popalone. Trzeba jeszcze uświadomić sobie, że na dole jest zupełnie ciemno. Lampy górnicze dają nikłe światło, a przy pyle węglowym światło prawie się nie przebija. Bez wątpienia największym niebezpieczeństwem jest metan. On tam cały czas jest, raz więcej, raz mniej, ale jest i może znów pierdyknąć. Metaniarze są na dole i trzymają rękę na pulsie. Jak by co, to przerywają i wietrzą – mówi Marek gasząc następnego papierosa.

W oczekiwaniu... Fot. Bogdan Kułakowski/Dziennik Zachodni / Fot. Wśród ludzi zgromadzonych przed kopalnią poruszenie, poszła następna nieoficjalna informacja o 8 ofiarach śmiertelnych. Po paru chwilach, ktoś potwierdza tą informację, pod ziemią pozostaje jeszcze 15 górników. Zaczyna padać deszcz. Telewizyjne kamery pracują, wywiady. Premier, minister, rzecznik przechodzą od jednej kamery do drugiej. Ludzie cicho się modlą, niektórzy trzymają w rękach różańce. Ok. 23 wsiadam w samochód i jadę do domu. Do 2 oglądam relacje w telewizji. Teraz piszę te słowa, ale za chwilę jadę pod kopalnię. Nadzieja umiera ostatnia.




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

Świetny tekst, zupełnie inny niż ta papka telewizyjno-prasowa otaczająca nas w tych dniach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

podoba mi sie tekst bardzo....zupelnie inne spojrzenie na takie wyadrzenie jak wypadek w kopalni. podoba mi sie bardzo "+"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi dotyczącej pieniędzy i zachowania rzadu. Ale, masz rację. Nie czas i miejsce na to. Tylko kiedy ten czas będzie? Prawda jest taka, że trzeba się zastanowić nad sytuacją w górnictwie. Bo ta jest zła. Choćby względy bezpieczeństwa. A nie chce się tym zając żaden rząd. Trzeba by zrobić tak jak zrobiła M. Thatcher w Anglii. Tylko każdy się boi. I dopóki nic się z tym nie zrobi, dalej będą miały miejsce takie tragedie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pawle, uważam, że masz rację tylko w części. To nie jest miejsce odpowiednie do dyskusji, jednak pozwolę sobie się wypowiedzieć. Otóż w kwestii mediów masz rację - media niepotrzebnie pokazują łzy, robią wywiady z poszkodowanymi i rodzinami - to moim zdaniem jest - powiem otwarcie - nieetyczne nawet. Wykorzystywanie ludzi do tego, by zrobić jak najlepszy materiał to TV czy gazety. Pan Witold pokazał tragedię inaczej - tak jak powinno się to robić - to powinien być poniekąd wzór. Opis ze swojej perspektywy - jestem pod wrażeniem tekstu - tak jak ta część Autorów, którzy ocenili go. Co do rządu - nie rozumiem, Pawle. Nie rozumiem tego, dlaczego przy każdej okazji jest nagonka na rząd. Moim zdaniem inicjatywa pomocy nie wypłynęła przez naciski mediów, o nie. Wydaje mi się, że jakiekolwiek działanie rządu jest zbytnio rozdmuchiwane przez media. Ale widocznie taka polska natura - jakikolwiek rząd jest u władzy - zawsze źle, jak słowo daję, zawsze. Każdy chce rządzić, nikt nie umie. Oceniajmy pod koniec kadencji. Konćzę, bo to nie miejsce na tego typu polemiki i dyskusje. Pozdrawiam serdecznie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szczerze powiedziawszy, zaczyna mnie już męczyć cała ta sytuacja. Rozumiem tragedię rodzin tych górników. Mam jednak wrażenie, że media zrobiły z tego swoistego rodzaju świeto. Dawno przecież, takiej tragedii nie było. I mówie, tu tak o radio i TV, jak i co poniektórych portalach i-netowych. Najbardziej zastanawia mnie działanie rzadu, który przeznaczył po 30 tysięcy na każdą z tych rodzin. Cóż, mam dziwne wrażenie, że gdyby nie zostało tak to nagłośnione to pieniedzy by nie było. Z drugiej strony, nie od dzisiaj wiadomo, że każdy rząd boi się górników. Pojadą do stolicy i znowu trzeba będzie sprzątać.

A w cieniu rozgrywa się tragedia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Powiem tylko jedno! Mam nadzieje że umrze tylko nadzieja!

Komentarz został ukrytyrozwiń

jestem pod wrażeniem tekstu....

Komentarz został ukrytyrozwiń

"+" Zgadzam się z przedmówcami. Tekst rzeczowy, był Pan na miejscu, rozmawiał, widział to, nic więcej nie trzeba. Dzięki Panu lepiej zrozumieć skalę tragedii. Smutne jedynie to, że coraz więcej jest takich informacji :( katastrofy, wypadki , ranni, zabici... [*]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moje wyrazy uznania za poważny i rzeczowy styl materiału.I dołączam się myślami do Śląska,skąd pochodzę - z górniczej rodziny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

nic dodać, nic ująć... w 100% zgadzam się z przedmówcami... wielki plus dla Ciebie za ten artykuł... dzięki z te piękne słowa

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.