Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

89716 miejsce

Hamlet dla średniozaawansowanych w Teatrze Współczesnym

Dramat wszech czasów. Pytania o byt i niebyt. I twarz Borysa Szyca w roli Księcia Danii. To pomysł Macieja Englerta na współczesnego Hamleta.

Hamlet, tetar Współczesny / Fot. fot.Magda HueckelCo pamiętacie ze szkolnej lektury Szekspirowskiego „hitu”? Umówmy się – zazwyczaj pamięta się niewiele. Hamlet… – to brzmiało i brzmi dumnie. Ale o co tam w szczegółach chodziło to po maturze powoli z pamięci znika… Oczywiście nie na tyle, żeby usunąć z niej znajomość hamletowskich „evergreenów”, jak słynne „być albo nie być” (a co dalej – hę?), patetyczne „źle się dzieje w państwie duńskim” (stosowane na każdej szerokości geograficznej), czy „słowa, słowa, słowa” (a „reszta jest milczeniem”…). Szczegóły drążą literaturoznawcy, hamletolodzy i ekipy teatralne lub filmowe, które próbują zmierzyć się z wiekopomnym dziełem.

Z takim wyzwaniem zmierzyli się artyści Teatru Współczesnego. Zapraszają widzów do mrocznego, ciekawie zaaranżowanego zamczyska w Elsynorze. Przestronna sala przedzielona industrialnymi kolumnami, dookoła metalowe rusztowania ze schodami i stare meble tworzą specyficzny klimat towarzyszący widzom przez cały spektakl. Interesująca aranżacja dźwięków w niektórych scenach sprawia, że ma się wrażenie pogłosu występującego w prawdziwych średniowiecznych wnętrzach.

Ciekawy efekt uzyskała projektująca kostiumy Anna Englert. Jak najbardziej współczesne, proste stroje, w większości utrzymane w ciemnej, stonowanej kolorystyce (za wyjątkiem – można powiedzieć – krzykliwych sukni Królowej) z jednej strony korespondowały z „mrocznością” tematyki spektaklu, z drugiej nadawały inscenizacji nowoczesny ryt.

Postaci dramatu

Warto zwrócić uwagę na interesującą obsadę spektaklu. Można wprawdzie zastanawiać się nad przeźroczystością postaci kobiecych, ale nie można im również odmówić pewnych atutów. Ofelia (Kamila Kuboth) zapada w pamięć ze względu na swój śpiew – nieoczywisty, z nutą szaleństwa.
Hmalet / Fot. Magda HueckelGertruda, albo nie miała za wiele do zagrania, albo zagrała małą część tego, co przeznaczył Jej Szekspir. A jednak nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wybór Katarzyny Dąbrowskiej nie był złym wyborem. Jej fizjonomia i kostiumy sprawiały, że odcinała się od szarego, ponurego otoczenia. To z pewnością miało ilustrować osobowość tej postaci i w moim przekonaniu było zabiegiem udanym. Ale jednoznacznie nie sposób określić, czy Gertruda w tym wydaniu była raczej pusta, raczej wyniosła, raczej dostojna czy raczej hedonistyczna. I nie przychodzi mi do głowy żadne wyjaśnienie, dlaczego na matkę Hamleta wybrano aktorkę w rzeczywistości młodszą od Niego, która mogłaby być raczej jego siostrą…

Król Klaudiusz (w tej roli Andrzej Zieliński) robi natomiast wrażenie stabilnego i silnego – nie kojarzy się z tyranem. Już raczej ze sprawnym i skutecznym (choć oczywiście nieetycznym) politykiem.

Wiele jeszcze postaci przewija się przez Szekspirowski dramat, ale na wyróżnienie zasługuje bez wątpienia Poloniusz w genialnej i zabawnej interpretacji Sławomira Orzechowskiego. Usłużny dworzanin, w tym wydaniu w zasadzie nie rodzi negatywnych uczuć – raczej bawi niż złości.

Odnotować warto też małą, dowcipną rólkę Krzysztofa Kowalewskiego (Grabarz).

Hamlet / Fot. fot.Magda Hueckel
To dobry chłopak był

A sam Hamlet według Borysa Szyca? Można chyba w uproszczeniu powiedzieć: jakie czasy - taki Hamlet. Ma twarz Silnego (z „Wojny polsko-ruskiej”), Kruszona (z „Oficerów”), kelnera Tytusa (z „Testosteronu”). Jest zagmatwany, szalony, dowcipny, cyniczny, błyskotliwy, samotny. "Szycowy". Może odrobinę "zawadiacki". Pełnokrwisty. Dzisiejszy. I przez to zrozumiały. W gruncie rzeczy to taki inteligentny, dobry, zagubiony chłopak - chciałoby się rzec.

Całość przedstawienia – choć długa (prawie 4 godziny) – jest zupełnie przystępnie i wartko podana. Skrojona na współczesnego widza, który na co dzień niekoniecznie podziela hamletowskie dylematy. Tekst w przekładzie Józefa Paszkowskiego jest zaskakująco zrozumiały w ustach aktorów Współczesnego. Mimo pewnej archaiczności, naprawdę nietrudno odnaleźć jego niestarzejące się znaczenia.

Jest też kilka scen, które same w sobie również zapadają w pamięć. Pojawianie się i znikanie Ducha, "demolka" sceny w pojedynku Hamleta i Laertesa i finał z nakładającymi się na siebie kwestiami wygłaszanymi równocześnie przez Fortynbrasa i Horacego – to takie „smaczki” wprowadzające nieco metafizyki i poetyki.

Kiedy kurtyna opadła miałam poczucie, że oto obejrzałam spektakl nietuzinkowy. Formuła przedstawienia i obsada zaproponowana przez Macieja Englerta sprawiły, że trudne treści z dramatu Szekspira zyskały zrozumiały, nowoczesny sposób na dotarcie do dzisiejszego widza.

Być czy nie być… „pod telefonem”?
I jeszcze odwróćmy wzrok i spójrzmy przez chwilę na widownię. Jaka byłaby Wasza reakcja, gdyby po „kultowym” „być albo nie być” wzniosłą cisze przerwał dźwięk dzwonka w telefonie komórkowym? Szyc nie mrugnął nawet okiem. Nie zająknął się. Za to ja zdekoncentrowałam się na tyle, że nie usłyszałam już ani jednego słowa więcej z „monologu wszech czasów”. Gospodarze Teatru Współczesnego muszą chyba wymyślić skuteczniejszy sposób na przypominanie o wyłączaniu urządzeń dzwoniących niż sugestywny „przypominacz” emitowany przed spektaklem…


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.