Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19678 miejsce

"Hamlet" w Teatrze Współczesnym. Zabrakło metafizyki

Inscenizację "Hamleta" w reżyserii Macieja Englerta należy zaliczyć do udanych, ale z pewnością nie najlepszych i najbardziej oryginalnych adaptacji. Zabrakło „czegoś” metafizycznego, co czyniłoby ze sztuki poprawnej, sztukę wybitną.

 / Fot. Magda Hueckel, Teatr Wspólczesny Nie ukrywam, że przed spektaklem obawiałem się czy „serialowy” Borys Szyc sprosta wyzwaniu. Gra aktorska oczyściła go tylko z części zarzutów. Sztukę cechuje płynność i równowaga elementów tragicznych i komicznych, choć brak „czegoś” metafizycznego, co czyniłoby z niej spektakl wybitny.

Na szczególne uznanie zasługują przede wszystkim kreacje aktorskie Andrzeja Zielińskiego, który wcielił się w rolę Klaudiusza króla duńskiego i Sławomira Orzechowskiego, grającego królewskiego szambelana Poloniusza. Postacie nie są czarno-białe, sam Klaudiusz nie został przedstawiony jako model tyrana, ale jako człowiek, który świadom jest skali zła, którego się dopuścił, pełen żalu, ale jednocześnie nieskory do poniesienia odpowiedzialności. Wyśmienita rola Orzechowskiego sprawia, że Poloniusz żyje na scenie własnym życiem – na przemian bawiąc i wzbudzając irytację publiczności. Sprawnie odzwierciedlone zostały jego przywary wpisujące się w ukrytą krytykę dworu i in extenso otoczenia ludzi sprawujących władzę. Obraz dworu został ukazany bez złudzeń jako zbieranina bałamutnych głupców, bądź dwulicowych obłudników gotowych sprzedać przyjaźń za akt pańskiej łaski.

Kobieca część obsady pozostała zdecydowanie w cieniu partnerów ze sceny. Wprawdzie zarówno Katarzyna Dąbrowska w roli królowej Gertrudy, jak i Kamila Kuboth zagrały postacie poprawnie, ale zabrakło „czegoś”, co wzbudzałoby autentyczny zachwyt. Na uwagę zasługuje krótki epizod grabarzy, w których wcielili się Krzysztof Kowalewski i Leon Charewicz. Odtwórca słynnego Zagłoby w charakterystyczny dla siebie sposób stworzył prześmieszną, groteskową scenę nad otwartym grobem.

Szyc w roli Hamleta dobrze odnalazł się w odgrywaniu szaleńca, wprawnie kpiąc sobie z dworskiej bufonady, nieustannie bawiąc widzów i tworząc pozór niegroźnego(a może groźnego?) idioty. Monologi nie przemawiają jednak tak silnie i przekonywająco. Widać, że aktor przywykł bardziej do ról telewizyjnych niż dramatycznych.

"Hamlet" Macieja Englerta trochę przypomina serial telewizyjny, jest połączenie tragizmu i komizmu, są znani aktorzy całość ogląda się dobrze pomimo, że spektakl trwa prawie 4 godziny. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że zabrakło w tym wszystkim głębszej refleksji. Sztukę się oglądało, ale nie przeżywało. Zdecydowanie bliżej jej do dobrego produktu rzemieślniczego niż niesztampowego dzieła artysty.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.