Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

8517 miejsce

Hanna Śleszyńska: „Przyczyniam się do uśmiechu człowieka“

Hanna Śleszyńska, aktorka, okrzyknięta niezwykle pozytywnie nastawianą do życia osobą. Pozytywna i ciepła była nasza rozmowa w Cieszynie, przy okazji koncertu „Dużo kobiet, bo aż trzy“, zadedykowana pamięci Marii Czubaszek.

Spotykamy się w Cieszynie, gdzie występuje Pani w recitalu „Dużo kobiet, bo aż trzy“. Jaka jest Pani rola w tym wszystkim?

-To szczególny dla mnie występ. Pierwotny pomysł programu „Dużo kobiet, bo aż trzy“ był napisany dla trzech artystek – Marysi Czubaszek, Magdy Umer i mnie. Autorem pomysłu był Artur Andrus. Koncert miał być jednorazowym przedsięwzięciem, ale tak bardzo się spodobał widzom, że jeździmy z nim po całej Polsce. W Cieszynie mieliśmy być w maju, Marysia była wtedy w szpitalu, bo miała problemy ze zdrowiem. Nagle odeszła, braku, który zostawiła po sobie, nie jest w stanie nikt wypełnić. Była niesamowitą osobą. Obdarzona niedoścignionym, abstrakcyjnym poczuciem humoru, można mówić o Niej długo. Wszyscy jesteśmy myślami z Nią i w programie jest chwila, by Ją powspominać. Nie chciała zasmucać ludzi, więc nasze wspomnienia o Niej są pogodne, wręcz wesołe. "Dużo kobiet…" to program, do którego każdy coś wnosi. Artur śpiewa i z nami rozmawia, Magda i ja prezentujemy swoje ulubione piosenki. w Cieszynie była z Nami wspaniała Joasia Kołaczkowska ze swoimi monologami i piosenkami. Maria była jedyną, która nie śpiewała. Jednak rok temu, spontanicznie wymyśliłyśmy, że przy piosence końcowej ("Cyniczne Córy Zurychu") zrobimy Arturowi balecik. Śpiewał z przodu, nie widział, że przechodzimy w tle całe zawoalowane. Kiedy się zorientował, bardzo go to ubawiło. Uznał, że nikt nie ma takiego baletu jak on. Dużo mam wspomnień z Marysią i pewnie tak będzie zawsze. W programie dużo miejsca było na Jej anegdoty, które uwielbiałam.

Całe widowisko składa się z piosenek, rozmów i anegdot. Ma Pani swój ulubiony utwór z tego programu?

-Piosenki dla mnie szczególne to „Wszystko się chwieje“ i „Mężczyzna na lotni“. Tekst drugiego utworu został mi podarowany przez Adasia Nowaka. Lubię takie subtelne poczucie humoru. Ważne są dla mnie też piosenki Młynarskiego, czy pastisz słynnego utworu Demarczyk napisany przez Jonasza Koftę „Grande Valse Frotte”.

Czy program recitalu jest stały, czy jednak za każdym razem można coś innego zobaczyć i usłyszeć?

-Tak, koncert odbywa się na naszych oczach, emocje są żywe i jest zawsze miejsce, by dodać coś od siebie. Myślałam, że z wiekiem nie będę miała tremy, ale dochodzę do wniosku, że ona zawsze jest. Za każdym razem chcemy, by dany wieczór był wyjątkowy i by ludzie dzięki nam przeżyli coś fajnego. To podnosi adrenalinę i wywołuje dreszczyk emocji.

W jednym z wywiadów z Panią, którego słuchałam w ramach przygotowania do naszej rozmowy usłyszałam, że bardzo lubi Pani energię, która wytwarza się między artystami a widownią. Można uznać, że to daje Pani siłę, przed kolejnymi występami?

-Tak. Myślę, że aktorzy grający tylko w filmach i serialach, nie mający styczności z widownią mogą nie doznawać tego rodzaju uczucia ekscytacji, wręcz „magii”. Ona jest. Za każdym razem, kiedy widownia wypełnia się po brzegi, gaśnie światło i rozpoczyna się spektakl, pojawia się coś specjalnego. Emocje wykonawców widowiska są niezastąpione. To, co przed kamerą ma miejsce, można powtórzyć, a w Teatrze wszystko dzieje się tylko raz i niczego nie można cofnąć. Nieoczekiwane sytuacje wzmacniają poczucie wyjątkowości danego wieczoru.

Gdzie jeszcze, oprócz recitalu będzie można Panią wkrótce zobaczyć?

-Spektakl „Psiunio“, który obecnie gramy bardzo rzadko, ale również „Polityka“, „Pomalu a jeszcze raz“, „Własność znana jako Judy Garland”, monodram „Kobieta Pierwotna”.

Jest Pani jedną z najbardziej pozytywnie nastawionych do życia aktorek w polskim showbiznesie. Skąd bierze Pani siłę?

-Spotykam się z taką opinią na mój temat i to jest bardzo miłe. Staram się cieszyć życiem i tym, co mam. Doceniam wszystko to, co mnie spotkało na mojej drodze życiowej i artystycznej. Po za tym wszyscy potrzebujemy pogody ducha. Możliwość grania w komediach jest szansą, by móc się przyczynić do tego, że ktoś się uśmiechnie. To fajne zadanie.

Co jest dla Pani w życiu najważniejsze?
Fot. Z albumu autorki Marioli Morcinkové / Fot. Fot. Z albumu autorki Marioli Morcinkové
-Trudno szeregować rzeczy najważniejsze. Myślę, że ważne jest nastawienie do życia, ponieważ wiele rzeczy można przegapić, kiedy ciągle jest się smutnym i przybitym. Trzeba patrzeć i doceniać. Żyć każdą chwilą. Nie odkładać niczego na później. To jest ważne.

Z tego, co wiem, od dłuższego już czasu przymierza się Pani do wydania płyty. Czy jakieś kroki zostały już poczynione?

-Kroki cały czas czynię, ale mi nie wychodzi. To moja Pięta Achillesowa. Mam tyle różnych zobowiązań zawodowych, że nie daję rady. Zamiast pójść i nagrać to, co mam, chcę wymyślić coś nadzwyczajnego. Dlatego tyle to trwa. To mój cel, który nie doczekał się jeszcze realizacji.

W jakim repertuarze chciałaby Pani wydać tę płytę?

-Aktorzy mają z tym problem. Tak wiele rzeczy mnie interesuje, śpiewałam mnóstwo piosenek w kabarecie Olgi Lipińskiej, w programie „Co nam w duszy gra” czy galach wrocławskiego PPA i można jest znaleźć na Youtube , ale nagrań radiowych, studyjnych nie ma, więc płyta jest pewnie dobrym pomysłem.

Jeśli chodzi jednak o aktorstwo, jakiego rodzaju role są Pani bardziej bliskie? Komediowe, czy dramatyczne?

-Chyba role komediowe, więcej ich zagrałam, mam też więcej do zaproponowania przy ich kreowaniu. Wkrótce pojawi się etiuda filmowa – „Jonatan“, taki trochę thriller, gdzie gram matkę, nie jest to rola komediowa, kobieta z problemami, zero makijażu. Boję się trochę efektu. Zdecydowanie komediowość bardziej mnie inspiruje. Fajne są też role, w których można przemycić obydwa gatunki. Wzruszenie i radość. Taka jest rola w spektaklu o Judy Garland.

Wspominając o rolach, nie sposób pominąć Pani Irenki z serialu „OMSNM“. Co najbardziej Pani w niej lubi?

-Najbardziej lubię jej relację z serialowym Krzyśkiem, (Paweł Domagała, przyp. red.) To istna opozycja. On jest roztrzepany, a Irenka bardzo poukładana. To dwa bieguny podejścia do życia. To nadaje sens naszym scenom. Irena to postać,która wszystko umie, na wszystkim się zna. Teraz rozpoczną się jej prywatne perypetie. Spróbuje usidlić Pana doktora.

W czym tkwi według Pani sukces tej produkcji, że jest tak lubiana przez widzów?

-Myślę, że sceny są pisane dowcipnie, interesująco przeplatają się wątki, bohaterowie wzbudzają sympatię. po za tym to ciężka praca całej, wspaniałej ekipy.

Na koniec proszę sprecyzować swoje plany zawodowe na jesienny sezon.

-Kończą się zdjęcia do „Blondynki” i „O mnie się nie martw”, ale w listopadzie ma wrócić „Daleko od noszy“ - już się cieszę!

(Rozmawiała Mariola Morcinková)





Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.