Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

7229 miejsce

Happy End z esbekiem w roli głównej

W warszawskim sądzie odbyła się rozprawa dotycząca księdza Isakowicza-Zaleskiego, który zarzucił byłemu agentowi SB, Edwardowi Kotowskiemu, że ten brał udział w przygotowaniach do zamachu na Jana Pawła II.

Przed gmachem sądu pojawili się zwolennicy bohaterskiego księdza; mieli ze sobą transparenty "Nie bójmy się wolności". Byli tam "Solidarni 2010" wraz z Ewą Stankiewicz. Później dołączył do nich Jan Pospieszalski. Jeszcze przed wejściem Ewa Stankiewicz przedstawiła przyczyny ich protestu: "Mamy do czynienia z paradoksem; człowiek, który prześladował księży, dzisiaj pozywa przed sąd człowieka, który był prześladowany". Niewątpliwie pod względem moralnym wygląda to okropnie, ale czy prawnie jest niedopuszczalne? Niestety tego pytania nie zadała sobie Ewa Stankiewicz i uznała swoją emocjonalną "linię obronną" za jedyną argumentację w tej sprawie.

Nikogo więc nie powinno dziwić, że rozmowa z oskarżycielem księdza nie była merytoryczna. Stankiewicz ciągle przerywała, a kiedy usłyszała, że Kotowski podał księdza do sądu, ponieważ oskarżył go o udział w przygotowaniach do zamachu na papieża, co jest w jego ocenie nieprawdziwe i krzywdzące, odpowiedziała: "Przecież należał pan do gangu, który pobił księdza". Były oficer SB przypomniał jej, że "każda generalizacja jest niesprawiedliwa", próbował tłumaczyć, że fakt, iż w narodzie są złodzieje nie oznacza, że pani Stankiewicz jest jedną z nich. Autorka jednak nie chciała tego zrozumieć, co więcej - ona nie chciała go słuchać. Jeszcze przed rozmową założyła sobie, że "Kotowski musi być winny, ponieważ należał do SB".

Rozmowa dopiero wpadła na odpowiednie tory, kiedy do akcji wkroczył Jan Pospieszalski. Polski dziennikarz przynajmniej pozwolił wypowiedzieć się Kotowskiemu i nie przerywał mu. Były sbek powiedział, że ksiądz analizując dokumenty z IPN pomylił go z innymi oficerem i fałszywie go oskarżył. Ponadto nie jest jego celem dręczenie księdza, dlatego wystąpił o ukaranie go grzywną w wysokości 500 zł. Pospieszalski widząc, że nie ma do czynienie z bestią, odwołał się do jego sumienia i zapytał: "Czy widzi pan jakiś moralny dyskomfort, z faktu, ze uczestniczył pan w organizacji, która represjonowała polski naród?" – "tak, czuje go do dzisiaj, ale też na swoja obronę, mogę powiedzieć, że zrobiłem wiele, aby poprawić stosunki pomiędzy państwem i kościołem" - odparł. "W takim razie, czy chciał pan rzucić pracę w resorcie po śmierci księdza Popiełuszki?" - ponowił pytanie dziennikarz - "Ale ja już wtedy pracowałem w urzędzie do spraw wyznań" - odpowiedział.

Czytaj dalej --->

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

dr Edward Kotowski
  • dr Edward Kotowski
  • 14.02.2012 19:54

Edward Kotowski


SPRAWA III K 71/10. ZATRZASNĄĆ DRZWI ! Przed wyrokiem …

Nie znam jeszcze treści uzasadnienia X Wydziału Karno Odwoławczego Sądu Okręgowego w Warszawie, ale przypuszczam, że jego istota polegać może na tym, że Sąd nie dał wiary temu, że nie usłyszałem wezwania na salę.Skoro tak, to wypada mi tylko go skomentować cytatami. Najpierw cytat dotyczący fizjologii słuchu, potem zjawisk paranormalnych i wreszcie dotyczący sposobu bycia szpiegiem, w kwestii obrony przed zagrożeniami. Otóż, komunikat (dźwiękowy) o wywołaniu przez protokolanta rozprawy głównej, wg teorii fizjologii słuchu, aby dotrzeć do świadomości słuchającego, przebiega w następujących fazach:
1. Dźwięk dociera do przewodu słuchowego zewnętrznego.
2. Po dotarciu do błony bębenkowej wprawia ją w drgania mechaniczne.
3. Łańcuch kosteczek słuchowych przekazuje drgania mechaniczne do ślimaka.
4. Drgania mechaniczne wprawiają w ruch płyn zawarty w ślimaku.
5. Ruch płynu powoduje ruch rzęsek słuchowych do przodu i do tyłu. W ten sposób generowane są impulsy elektryczne odbierane przez nerw słuchowy. Rzęski słuchowe zgromadzone na jednym z końców ślimaka odpowiadają za przekazywanie dźwięków o niskiej częstotliwości, a te z drugiego końca — za przekazywanie dźwięków o wysokiej częstotliwości.
6. Mózg odbiera impulsy elektryczne z nerwu słuchowego i interpretuje je jako dźwięk./http://www.hear-ring.com/hearring/?q=pl/page/1757/
Jak, Sąd Rejonowy dla Mokotowa, dokonał tej „podróży”poprzez moje ucho zewnętrzne, wewnętrzne i potem środkowe, aż do mózgu - tego nie wiem, nawet jako niezły „szpion”. Ale, jak widać, to było możliwe, skoro swoją powagą zdecydował, że ten komunikat musiałem usłyszeć, a później Sąd Okręgowy to potwierdził. A może mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem bilokacji ? Otóż wg Wikipedii :”Bilokacja – zjawisko paranormalne polegające na możliwości znajdowania się w dwóch miejscach jednocześnie. Osoby, które rzekomo doświadczają bilokacji są w pełni świadome swojego przebywania w dwóch miejscach. Występowanie bilokacji przypisywano hinduistycznym mistrzom duchowym i joginom, świętym katolickim oraz islamskim fakirom.” /http://pl.wikipedia.org/wiki/Bilokacja/. Skoro mogliśmy tu mieć do czynienia ze zjawiskiem paranormalnym, to nie należy wykluczać, że jeśli ono już raz pojawiło się, to może pojawić się i w przyszłości.Być może, widząc co się dzieje, Opatrzność sprawiła, że nie dosłyszałem owego komunikatu o wywołaniu rozprawy, bowiem można sobie wyobrazić, że sąd, który jest w stanie dotrzeć fizykalnie do mojej świadomości, byłby w stanie dotrzeć fizykalnie i do świadomości księdza w momencie, gdy udzielał osławionego wywiadu trzy lata temu. W związku z czym przygotowany pracowicie przeze mnie Akt Oskarżenia i wykazany w nim dolus directus (zamiar bezpośredni) mogłby zostać całkowicie anihilowany i przeistoczyłby się w dolus innocentus, czyli w swoją odwrotność, a utajnienie rozprawy spowodowałoby to, że zagrożony karą więzienia za ewentualne ujawnienie jej przebiegu, nie mógłbym nawet pisnąć na ten temat. A tak, wobec upublicznienia treści tego aktu przedtem, bohater narodowy (określenie red. Jana Pospieszalskiego, który usiłował mi wytłumaczyć, że kogoś takiego nie powinienem nigdy pozywać do sądu) ma możliwość publicznie ustosunkować się do tez aktu oskarżenia i punkt po punkcie, je obalić. Zaś opinia publiczna wyda ostateczny wyrok. Dopóki tego nie będzie w mojej świadomości, a także zapewne wielu innych, ksiądz będzie ciągle w stanie oskarżenia. Jeśli to jemu nie będzie przeszkadzać, to będę gratulować dobrego samopoczucia. Czekam więc na publiczną „rozprawę” oskarżonego i wykazanie, że owego osławionego i pomawiającego mnie wywiadu w ogóle nie było, a jeśli był to został przeze mnie opacznie odebrany. Albo też, wygłaszając te treści nie miał on jakiegokolwiek zamiaru aby mnie pomówić. Summa summarum, w wytworzonej sytuacji, mnie jako „nobil

Komentarz został ukrytyrozwiń
dr Edward Kotowski
  • dr Edward Kotowski
  • 31.12.2011 18:09

Jako „nobilitowany” szpieg, „figurujący” na poczesnym miejscu w rankingu światowym ludzi tej profesji, chciałbym poświęcić kilka zdań na podsumowanie obecnego etapu sprawy III K 71/10.
Zacznę od nawiązania do kuriozalnego rozpoczęcia procedury rozprawy głównej, w dniu 1 grudnia 2011 r. i jej nieoczekiwanego zakończenia, które z niezrozumiałych dla mnie powodów wprawiło w euforię oskarżonego ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, jak i jego licznych zwolenników przybyłych do Sądu i tu go wspierających. Patrząc na jego „triumfującą” minę, gdy wychodził z sali Sądu i ogłaszał umorzenie sprawy z powodu niestawienia się na sali oskarżyciela prywatnego, zastanawiałem się, czy on zdaje sobie sprawę z tego, co zaszło ? Wydaje się, że on nie zrozumiał tej sytuacji, bowiem z powodów proceduralnych, o których nie warto tu już mówić, doszło do tego, że kwestia jego niewinności, którą tak namiętnie przed procesem głosił, nie doczekała się potwierdzenia sądowego.Oznacza to, że w odczuciu opinii publicznej nie doszło do jego samooczyszczenia się przed sądem, co tu mówić, z bardzo poważnego zarzutu, o tym, że mówił nieprawdę. Dla duchownego jest to szczególnie zarzut poważny i obciążający jego misję społeczną. Ja, na jego miejscu z przebiegu wydarzeń w Sądzie nie cieszyłbym się, a wręcz odwrotnie, prosiłbym Sąd, aby spowodować skuteczne powiadomienie oskarżyciela prywatnego, aby ten wszedł na salę sądową. Zależałoby mi bowiem na tym, gdybym czuł się niewinnym, aby Sąd to potwierdził. Chyba, że ktoś czuje się winnym i nie chce rozstrzygnięcia sądowego? Nie dojście do wydania wyroku sadowego, z przyczyn proceduralnych nie jest jakąkolwiek wygraną osoby niewinnej! Odwrotnie, jest przegraną ! Czyżby aż problem był taki trudny dla oskarżonego, że wolał przegrać, tylko w sposób mniej dokuczliwy! ? Zdawałem sobie sprawę, że może coś wyniknąć dla mnie niekorzystnego z mobilizacji stronników księdza, ale nie zakładałem, że będzie to, co się stało. Dlatego też świadomie upubliczniłem akt oskarżenia, w którym jest zawarte to wszystko, co obciąża oskarżonego, bo spodziewałem się, że z powodu kruczków formalnych, może nie dojść do odtajnienia rozprawy. Jak zauważyłem na wokandzie to się stało, a z późniejszych medialnych enuncjacji księdza wynikało, że był on zgorszony tym moim zachowaniem. Czyżby utajnienie sprawy było mu na rękę ? Rzecz jasna, wpierw, upubliczniłem wszystkie inne dokumenty w tej sprawie, bo wiedziałem, że to jest jedyny sposób na dotarcie z prawdą do opinii publicznej, a nie byłem na tyle naiwny, aby ufać, że procedury sądowe - i nie tylko - będą mnie sprzyjać. Nie wiem, czy Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględni moje Zażalenie ? I to nie jest już aż tak istotne z punktu mojego osobistego interesu. Jest bardziej istotne z punktu widzenia interesu prawdy jako takiej i interesu wymiaru sprawiedliwości.Pozdrawiam.dr Edward Kotowski

Komentarz został ukrytyrozwiń
dr Edward Kotowski
  • dr Edward Kotowski
  • 28.12.2011 08:58

http://pionek.nowyekran.pl/post/42074,skandaliczny-koniec-urojonego-mitu

Dobrze byłoby przeczytać i ten artykuł, pokazujący "mechanizm" pomówienia. Gdzie indziej, autor takiego pomówienia, wstydziłby się pokazać na ulicy.

Komentarz został ukrytyrozwiń
dr Edward Kotowski
  • dr Edward Kotowski
  • 28.12.2011 08:51

Jest też i taki wątek:
Wszystkich nie znam, ale niezłe towarzystwo:
Wladimir Putin, Mata Hari, James Bond
http://www.amazon.com/Szpiedzy-1918-1945-Amerykascy-Brytyjscy-Francuscy/dp/1232665479

A taki np. Aleksandr Orłow uciekł spod kosy samemu Stalinowi.

Jeśli dobrze zrozumiałem co napisali w tym "pogańskim" języku, to można kupić tę książkę (wydanie papierowe Wikipedii?) ale za dostarczenie do Polski dodatkowe 25 funtów czy dolarów.

Komentarz został ukrytyrozwiń
dr Edward Kotowski
  • dr Edward Kotowski
  • 28.12.2011 08:47

http://piotr.salon24.pl/370805,e-kotowski-vs-x-t-isakowicz-zaleski-rozprawa-jawna

Proszę tu zajrzeć, co wyżej. Toczy się tam, najbardziej aktualna dyskusja. Z róznymi wątkami w tle.

Komentarz został ukrytyrozwiń
dr Edward Kotowski
  • dr Edward Kotowski
  • 27.12.2011 20:38

PANIE RADOSŁAWIE, a nie Arturze, Bardzo przepraszam, ale pomyliłem Pańskie imię. Chodzi o Pana Radosława Kowalskiego, autora artukułu. Pozdrawiam serdecznie. EK

Komentarz został ukrytyrozwiń
dr Edward Kotowski
  • dr Edward Kotowski
  • 27.12.2011 20:30

Panie Arturze, Mam dla Pana propozycję.Na www.iskry.pl jest ponad 60 moich artykulików na różne tematy, w tym i związane z moją misją watykańską. Byłbym wdzięczny, gdyby je Pan przeczytał. Aby je odnaleźć trzeba wejść na Stronę Główną Niezależnego Serwisu Informacyjnego Iskry Polskości (www.iskry.pl) i pod nagówkiem odnaleźć frazę E.Kotowski. Po jej kliknięciu doprowadzi ona do tych artykułów, a także i innych autorów, którzy pisali na mój temat.Jest Pan człowiekiem młodym o wyjątkowo ciekawym spojrzeniu na to, co nas otacza i na pewno Pan się zorientuje o co chodzi w tych kwestiach, także i w ich odniesieniach współczesnych. Bo takie konteksty, mimo wszystko, występują. Ponadto, ta sprawa jednak szybko się nie zakończy, a ona jest jednak ciekawa z uwagi na swoją wyjątkowość i pośrednie powiązanie z polskim papieżem. Byłbym wdzięczny za "namiary" na Pana, bo może zajdzie potrzeba osobistych kontaktów.Dodam tylko, ze posiadam w maszynopisie moje "Wspomnienia (1971-1990)", gdzie również jest bardzo wiele informacji dla Pańskiego pokolenia, nieskażonego ideologiocznymi uprzedzeniami.Serdecznie pozdrawiam. dr Edward Kotowski

Komentarz został ukrytyrozwiń
dr Edward Kotowski
  • dr Edward Kotowski
  • 26.12.2011 13:35

z piotr.salon24.pl :
Panie Piotrze, Otóż przeglądając moją obszerną dokumentację akt sprawy III K 71/10, stwierdziłem, że Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa, utajnił rozprawę zaplanowaną na 1 grudnia 2011 r. wbrew mojemu Wnioskowi datowanemu, na dzień 20 lipca 2010 r. i w tym dniu przesłanym (za potwierdzeniem odbioru) przesyłką poleconą nr 134923402, do Sądu. Przesyłka dotarła do Sądu w dniu 28.07.2010r., co zostało pokwitowane w Biurze Podawczym. Wnioskowałem,aby w oparciu o art.359 pkt 2 kpk, postępowanie sądowe, w sprawach III K 71/10 i III K 496/10, toczyło się jawnie na wszystkich jego etapach. Z treści zapisu tego artykułu jasno wynika, że Wniosek pokrzywdzonego jest dla Sądu wiążący. Dlaczego więc Sąd utajnił rozprawę w dniu 1 grudnia b.r.wbrew mojemu interesowi? Qui prodest? To pytanie jest jednak retoryczne.A niespodzianki można znaleźć nie tylko pod choinką. Pozdrawiam."

W związku z tym, że ksiądz ciągle mowi mass-mediom, że ma jakieś dokumenty mnie obciążające, to niech wreszcie je ujawni. Chciażby na swoim blogu! Ja swoje wyłożyłem na "stół internetowy" i mam spokój. Kto mądry to osądzi je zgodnie ze swoim, a kto głupi, to ze swoim. Ciągłe mówienie, że coś się ma, a czego nie pokazuje się nie jest za bardzo poważne.Pozdrawiam dr Edward Kotowski

Komentarz został ukrytyrozwiń
 dr Edward Kotowski
  • dr Edward Kotowski
  • 26.12.2011 13:21

Dziekuję za obiektywny i mądry artykuł. Sprawa nie jest jednak tak radosna dla pikietujących, jak się im wydaje. Przede wszystkim dlatego, że Sąd ją utajnił wbrew mojemu Wnioskowi z 20 lipca 2010 r., który dotarł do mokotowskiego sądu w dniu 28 lipca 2010r. We Wniosku, zgodnie z treścią art. 359 pkt 2 kpk wnioskowałem o to, aby postępowanie sądowe, na wszystkich jego etapach było jawne. Oznacza to, że utajnienie rozprawy przez Sąd nastąpiło z obrazą prawa procesowego, a konkretnie art.359 pkt 2 kpk, z którego treści wynika, że wniosek pokrzywdzonego ma dla Sądu charakter obligatoryjny. Gdy otrzymam prawomocne postanowienie o umorzeniu sprawy, odwołam się do sądu apelacyjnego, z uwagi na zaistniałą obrazę wspomnianego artykułu. A teraz moja wypowiedź dla mass-mediów w tej kwestii:

"Aby nie być gołosłownym, niniejszym przekazuję Czytelnikom treść mojego Wniosku, z dnia 20 lipca 2010r. przesłanego do Sądu w sprawie jawności postępowań przed sądem mokotowskim. Rzecz jasna na ten Wniosek, ani na jakiekolwiek inne wnioski ( w tym dowodowe) nigdy nie otrzymywałem odpowiedzi. To jest korespondencja tylko w jedną stronę. To ostatnie to jeszcze pół biedy, gdyby te wnioski były realizowane zgodnie z ich treścią, a nie odwrotnie, tak jak było z tym, który w całości zacytuję:

„Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa
III Wydział Karny
00-873 Warszawa
ul.Ogrodowa 51a

Dotyczy spraw: a)sygn.: III K 71/10
b)sygn.: III K 496/10

W N I O S E K

W oparciu o treść art. 359 pkt 2 Kodeksu Postępowania Karnego, jako pokrzywdzony, niniejszym wnoszę o to, aby postępowanie sądowe w obu sprawach przywołanych w piśmie (na wszystkich jego etapach) odbywało się jawnie.
Swój Wniosek uzasadniam tym, że częściowa kwerenda archiwalna tytułów prasowych, jaką ostatnio przeprowadziłem, ujawniła, że publikacja, która jest przedmiotem postępowania sądowego została przedrukowana w, co najmniej, 27 tytułach (dzienniki, tygodniki, miesięczniki).
W powyższej sytuacji, w moim interesie osobistym, a zapewne i prawnym tych tytułów prasowych, leży to, aby poprzez jawność postępowania sądowego, dotrzeć z obiektywną informacją przynajmniej do tych samych odbiorców, do których te mass-media, zapewne nieumyślnie, doprowadziły kłamstwa, znieważenia i pomówienia dotyczące mojej osoby.
Uprzejmie proszę o poinformowanie mnie oficjalnie, na piśmie, o sposobie załatwienia mojego Wniosku, bowiem chcę osobiście zwrócić się do mass-mediów z informacją w tej sprawie, aby one mogły wypracować swój punkt widzenia i poinformować swoich odbiorców o rzeczywistym stanie sprawy, w powiązaniu z tym, co było zawarte w przedrukach.
Myślę też, że z punktu widzenia interesu społecznego byłoby to również korzystne, bo fałszywe informacje dotyczące mojej osoby, jak wskazuje profil tytułów prasowych, dotarły do wszystkich środowisk, nie wyłączając czytelników pism kobiecych: „Pani”, „Twój Styl”, „Pani Domu”, „Gala” a nawet „Szpilek”, czy środowisk rolniczych („Zielony Sztandar”) czy biznesowych („Puls Biznesu”).
W powyższej sytuacji nie wyobrażam sobie, aby w stosunku do osób winnych, niezależnie od tego, których ostatecznie to będzie dotyczyć, była możliwa moja zgoda na pojednanie.
Z wyrazami szacunku
dr Edward Kotowski
Egz. Nr 1 – adresat
Egz. Nr 2 – a/a”
(Dodaję, ze chodziło mi o inernetowe wydania tych tytułów prasowych).
Jak wiadomo, mimo mojego Wniosku, który, wg treści art. 359 pkt 2 kpk, jest wiążący dla Sądu, tenże jednak utajnił rozprawę wyznaczoną na dzień 1 grudnia 2011 r. powołując się na ten sam artykuł. Dodam, że można taką rozprawę utajnić jedynie wtedy, gdy zgodzi się na to pokrzywdzony.
Niestety, pokrzywdzony nie miał tu nic do powiedzenia. A przecież, to nie strony procesowe są dla sądu, a chyba odwrotnie, zgodnie ze znaną zasadą pomocniczości wszelkich instytucji państwowych wobec obywatela.(...)dr Edward Kotowski

Komentarz został ukrytyrozwiń
 dr Edward Kotowski
  • dr Edward Kotowski
  • 26.12.2011 13:12

Dziekuję za obiektywny i mądry artykuł. Sprawa nie jest jednak tak radosna dla pikietujących, jak się im wydaje. Przede wszystkim dlatego, że Sąd ją utajnił wbrew mojemu Wnioskowi z 20 lipca 2010 r., który dotarł do mokotowskiego sądu w dniu 28 lipca 2010r. We Wniosku, zgodnie z treścią art. 359 pkt 2 kpk wnioskowałem o to, aby postępowanie sądowe, na wszystkich jego etapach było jawne. Oznacza to, że utajnienie rozprawy przez Sąd nastąpiło z obrazą prawa procesowego, a konkretnie art.359 pkt 2 kpk, z którego treści wynika, że wniosek pokrzywdzonego ma dla Sądu charakter obligatoryjny. Gdy otrzymam prawomocne postanowienie o umorzeniu sprawy, odwołam się do sądu apelacyjnego, z uwagi na ziostniałą obrazę wspomnianego artylułu. A teraz moja wypowiedź dla mass-mediów w tej kwestii:

"Aby nie być gołosłownym, niniejszym przekazuję Czytelnikom treść mojego Wniosku, z dnia 20 lipca 2010r. przesłanego do Sądu w sprawie jawności postępowań przed sądem mokotowskim. Rzecz jasna na ten Wniosek, ani na jakiekolwiek inne wnioski ( w tym dowodowe) nigdy nie otrzymywałem odpowiedzi. To jest korespondencja tylko w jedną stronę. To ostatnie to jeszcze pół biedy, gdyby te wnioski były realizowane zgodnie z ich treścią, a nie odwrotnie, tak jak było z tym, który w całości zacytuję:

„Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa
III Wydział Karny
00-873 Warszawa
ul.Ogrodowa 51a

Dotyczy spraw: a)sygn.: III K 71/10
b)sygn.: III K 496/10

W N I O S E K

W oparciu o treść art. 359 pkt 2 Kodeksu Postępowania Karnego, jako pokrzywdzony, niniejszym wnoszę o to, aby postępowanie sądowe w obu sprawach przywołanych w piśmie (na wszystkich jego etapach) odbywało się jawnie.
Swój Wniosek uzasadniam tym, że częściowa kwerenda archiwalna tytułów prasowych, jaką ostatnio przeprowadziłem, ujawniła, że publikacja, która jest przedmiotem postępowania sądowego została przedrukowana w, co najmniej, 27 tytułach (dzienniki, tygodniki, miesięczniki).
W powyższej sytuacji, w moim interesie osobistym, a zapewne i prawnym tych tytułów prasowych, leży to, aby poprzez jawność postępowania sądowego, dotrzeć z obiektywną informacją przynajmniej do tych samych odbiorców, do których te mass-media, zapewne nieumyślnie, doprowadziły kłamstwa, znieważenia i pomówienia dotyczące mojej osoby.
Uprzejmie proszę o poinformowanie mnie oficjalnie, na piśmie, o sposobie załatwienia mojego Wniosku, bowiem chcę osobiście zwrócić się do mass-mediów z informacją w tej sprawie, aby one mogły wypracować swój punkt widzenia i poinformować swoich odbiorców o rzeczywistym stanie sprawy, w powiązaniu z tym, co było zawarte w przedrukach.
Myślę też, że z punktu widzenia interesu społecznego byłoby to również korzystne, bo fałszywe informacje dotyczące mojej osoby, jak wskazuje profil tytułów prasowych, dotarły do wszystkich środowisk, nie wyłączając czytelników pism kobiecych: „Pani”, „Twój Styl”, „Pani Domu”, „Gala” a nawet „Szpilek”, czy środowisk rolniczych („Zielony Sztandar”) czy biznesowych („Puls Biznesu”).
W powyższej sytuacji nie wyobrażam sobie, aby w stosunku do osób winnych, niezależnie od tego, których ostatecznie to będzie dotyczyć, była możliwa moja zgoda na pojednanie.
Z wyrazami szacunku
dr Edward Kotowski
Egz. Nr 1 – adresat
Egz. Nr 2 – a/a”
(Dodaję, ze chodziło mi o inernetowe wydania tych tytułów prasowych).
Jak wiadomo, mimo mojego Wniosku, który, wg treści art. 359 pkt 2 kpk, jest wiążący dla Sądu, tenże jednak utajnił rozprawę wyznaczoną na dzień 1 grudnia 2011 r. powołując się na ten sam artykuł. Dodam, że można taką rozprawę utajnić jedynie wtedy, gdy zgodzi się na to pokrzywdzony.
Niestety, pokrzywdzony nie miał tu nic do powiedzenia. A przecież, to nie strony procesowe są dla sądu, a chyba odwrotnie, zgodnie ze znaną zasadą pomocniczości wszelkich instytucji państwowych wobec obywatela.Wydaje się, że obraza prawa procesowego, a konkretnie art. 359

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.