Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9839 miejsce

Happysad wyruszył w długą drogę

  • Anna Kot
  • Data dodania: 2008-10-05 09:29

Jesienna trasa koncertowa zespołu happysad o znaczącej nazwie "Długa Droga Tour" wystartowała! Wczorajszy koncert w Krakowie był szczególny.

Szczególny, bo nagrywany na DVD. Po raz pierwszy w karierze zespołu, co zresztą Kuba Kawalec kilkakrotnie powtarzał podczas imprezy. Ale zacznijmy od początku.

Koncert planowo miał się rozpocząć o 19.30. Na miejsce wraz ze znajomymi dotarliśmy około godziny 18.45. Stojący w kilkudziesięciometrowej kolejce przed krakowskim klubem Studio niedaleko hali Wisły, za nic mieli ulewny deszcz, który od rana ani na moment nie ustał. Wszyscy byli uśmiechnięci i szczęśliwi, że za chwilę na żywo zobaczą i usłyszą ukochaną kapelę. Po krótkiej chwili otworzone zostało drugie wejście, dzięki czemu kolejka nieco się rozładowała i po zaledwie pięciu minutach byliśmy już w środku. Tam przywitał nas kolejny długi ogonek, tym razem do szatni. Ludzi wciąż przybywało.

 / Fot. Anna KotOkoło 19.15 byliśmy już w środku, na sali klubu Studio. Górna część, balkony i schody były już pozajmowane. To tereny znacznie bezpieczniejsze, odizolowane od skaczących, pogujących i pływających na rękach. Przy wyjściu można było kupić koszulki, zaprojektowane specjalnie na tę trasę koncertową. Na scenie stały już przygotowane instrumenty, część ludzi jeszcze siedziała przy barze, natomiast ci zgromadzeni pod sceną wytrwale skandowali "ha-ppy-sad", śpiewali ich piosenki i machali do kamer pojawiających się co chwilę nad głowami tłumu. Około godziny 19.40 na sali pojawili się już wszyscy przybyli na koncert, a światła zaczęły powoli gasnąć. Na ścianie wyświetlił się krótki czarno-biały filmik, co oznaczało rozpoczęcie się koncertu. Te krótkie motywy przedstawiające w metaforyczny sposób twórczość zespołu, pojawiały się przez cały koncert, co kilka piosenek. Chwilę po tym, na tłum spadły setki obrazków z podobnymi motywami. "Na szczęście" i na pamiątkę.

Wreszcie, wszyscy już nieco zniecierpliwieni ujrzeliśmy na scenie happysad. Charakterystyczny głos Kuby przywitał fanów zgromadzonych w klubie i rozpoczął imprezę piosenką "Milowy las". Mocne uderzenie od samego początku spowodowało, że tłumu nie trzeba było w żaden sposób zachęcać do zabawy, od pierwszego dźwięku wszyscy zaczęli klaskać i podskakiwać. Mało kto stał jeszcze w tym miejscu, które sobie pierwotnie zajął. Zresztą nikt nie zwracał uwagi na to gdzie się obecnie znajduje, radość była w każdym zakątku Studia taka sama. Już podczas pierwszej piosenki pojawiły się osoby niesione na rękach przez całą salę. Z racji tego, że był to koncert nagrywany na DVD, pod sceną stał sprzęt telewizyjny dlatego przy barierkach stali ochroniarze, którzy odpychali ewentualnych "przypływających" zbyt blisko sceny. Czasem kończyło się to upadkiem na podłogę, ale nikogo nie zrażało to do dalszych szaleństw. Tłum falował, śpiewał, pogował - tak wspaniałej zabawy dawno nie widziałam. Happysad odśpiewał prawie wszystkie kawałki z "Nieprzygody", ale nie zabrakło także utworów z płyty "Podróże z i pod prąd" oraz z krążka "Wszystko jedno". / Fot. Anna Kot

Pojawiły się nawet pewne "bonusy"- Kuba odśpiewał piosenkę zespołu Mir pt. "Najwyżej", która także rozbujała publikę, mimo że nie była z repertuaru happysadu. Szczególnie interesujące było wykonanie "Łydki", o którą prosił krzyczący tłum. Fragment "wydrylujesz śliną mnie" wokalista za każdym razem śpiewał ze specyficznym przeciągnięciem "r", dzięki czemu nie dało się usłyszeć tej jego niewielkiej wady wymowy. To dość duże urozmaicenie zważywszy na to, że forma całego koncertu była przez nagrywanie nieco "ugrzeczniona". Nie pojawiły się żadne solówki, a tekst nie mógł być zmieniany. Kuba pomylił się w tekście "Pięknej", co zaowocowało powtórką tej piosenki na koniec koncertu. Powtórzono także "Nieprzygodę", bo za pierwszym razem zgasła jedna z gitar. Zespół bisował łącznie dwa razy, ale każy bis składał się z kilku utworów. Na sam koniec, na pożegnanie, happysad wykonał coś niesamowitego. Połączył refren piosenki "Płonie wioska ogniem babilonu" z fragmentami różnych znanych piosenek, m.in "Wódką" Kultu i piosenką Ryszarda Rynkowskiego "Dziewczyny lubią brąz". Wywołało to ogromny entuzjazm fanów, i zmęczeni do granic możliwości zaczęliśmy resztkami sił podskakiwać i śpiewać razem z zespołem.

 / Fot. Anna KotTrzeba przyznać, że był to niespotykanie dobry koncert, energia jaka biła od ludzi jest nie do opisania. Temperatura wzrosła do poziomu nienaturalnego upału, kto mógł - ściągał koszulki, a wszystkie głowy wyglądały jakby wyszły spod prysznica. Chwile ulgi fundowali co jakiś czas ludzie z napojami, oblewając chłodną cieczą cały tłum stojący w pobliżu. Fajnie, kiedy to była woda, gorzej gdy panowie w stanie lekkiej nieświadomości pryskali brzoskwiniowym sokiem. Cóż, tak czy inaczej było niesamowicie i pozostaje nam tylko czekać na kolejny występ happysadu w Krakowie, bo było to przeżycie absolutnie warte podeptanych butów i zasypiania z niemiłosiernym piskiem w uszach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Miło tu spotkać fankę Happysad. :)
Nigdy nie zapomnę koncertu na warszawskich juwenaliach...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.