Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

23709 miejsce

Harry Potter i piractwo intelektualne

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2007-08-23 23:18

Tuż po ostatniej premierze oryginalnej wersji siódmego i ostatniego tomu sagi „Harry Potter i śmiertelne relikwie” francuska policja zatrzymała autora nielegalnego przekładu, który trafił do Internetu. Tłumaczem był szesnastolatek. Chłopak został przesłuchany przez prokuraturę i wypuszczony na wolność po jednej nocy spędzonej w areszcie.

Okładka najnowszej części Harry`ego Pottera / Fot. Wydawnictwo Media RodzinaGallimard Jeunesse, francuski wydawca Rowling, nie wniósł skargi do prokuratury i nie zażądał odszkodowania od tłumacza, który nie działał z chęci zysku. Nie stwierdzono żadnych powiązań ze światem przestępczym, tłumacz działał zupełnie sam. Eksperci wysoko ocenili pracę chłopca, określając ją jako „prawie profesjonalną”.

Jeszcze szybsi byli Chińczycy, którzy swojego Harry’ego mieli już w dniu premiery. Przekładu dokonała w ciągu 24 godzin grupa studentów, pracująca niemal bez przerw. Tłumacze-piraci stwierdzili, że czynu dokonali z uwielbienia dla Pottera, nie dla pieniędzy. W trakcie pracy – jak doniosły chińskie agencje – odżywiali się wyłącznie makaronem instant, żeby nie marnować cennego czasu na bardziej skomplikowane jedzenie.

Wielki komin Harrego
Inną plagą chińskiego rynku wydawniczego są podróbki Pottera napisane przez domorosłych literatów. Alternatywnych do autorskiej wersji siódmego tomu już powstało co najmniej kilkanaście. „Harry Potter i Wędrujący Smok”, „Harry Potter i Chińskie Imperium”, „Harry Potter i Wielki Komin” oraz tym podobne dzieła po prostu psują rynek oryginałowi. Niektóre z tych książek są napisane z talentem, a za najlepszą uważany jest „Harry Potter i Ostateczna Rozgrywka” pióra Li Jingshenga, pracownika fabryki tekstylnej, który, jak twierdzi, napisał ją dla synka niecierpliwie czekającego na następny tom. Tradycja tych fałszywek jest już długa, zapoczątkowało ją opublikowanie w 2002 r. „Harry’ego Pottera i Chińskiej Laleczki”.

W grupie pracuje się szybciej
Problem pojawił się także w Polsce. – Powieści o Harrym Potterze mają wiele milionów czytelników – mówi Joanna Nowakowska, redaktorka z poznańskiej oficyny Media Rodzina, polskiego wydawcy cyklu. – Wśród nich bardzo duża grupa to fani, a fani nie są cierpliwi. Oczekiwania są przecież bardzo duże, czytelnicy są ciekawi dalszych losów bohaterów. Jeśli wydanie w języku narodowym pojawia się w księgarniach po np. pół roku od wydania oryginalnego, to niektórzy niecierpliwi uczą się angielskiego, a inni szukają w Internecie chociaż kilku rozdziałów w swoim rodzimym języku. Mała cząstka fanów jest do tego stopnia zainteresowana książką, że sama ją tłumaczy i potem chce się nią podzielić z innymi. Takie postępowanie jest naruszeniem praw autorskich.

Autorka i jej macierzyste wydawnictwo dążą do całkowitego wyeliminowania nielegalnych wydań, które w przypadku pełnego przekładu przed oficjalnym wydaniem może poważnie obniżyć sprzedany nakład. W Polsce jeszcze nie pojawiło się całościowe tłumaczenie żadnej z powieści Rowling, ale można ściągnąć po kilkanaście rozdziałów.

– Dzieci, bo to przeważnie są gimnazjaliści lub licealiści, tworzą grupy i tłumaczą po kawałku – opowiada redaktorka. – Przekłady są bardzo różnej jakości, od zupełnie słabych po całkiem niezłe, zrobione z talentem. Oczywiście nic nie zastąpi profesjonalnego tłumaczenia, ale takie wydania psują rynek. Jesteśmy zobowiązani do śledzenia pirackich wydań, mamy specjalną pracownicę, która śledzi Internet codziennie i za pośrednictwem wynajętej kancelarii powodujemy usuwanie ich z sieci. Raz trafiliśmy na ogłoszenie oferujące nielegalne wydanie „Harry’ego Pottera i Księcia Półkrwi” za zaliczeniem pocztowym. Natychmiast wysłaliśmy pieniądze i otrzymaliśmy paczkę z makulaturą za cenę zbliżoną do ceny legalnego wydania. Pewnie co najmniej kilka czy kilkanaście osób skusiło się na tę ofertę, a to już pospolite oszustwo.

Nie podajemy fanów na policję
Powieści o Harrym są jedynymi książkami skierowanymi do masowego czytelnika nielegalnie tłumaczonymi w Polsce. Czasami w Internecie można znaleźć przekłady mało znanych tytułów filozoficznych, religijnych czy politycznych, które z jakichś powodów nie znalazły wydawcy, ale to marginalny problem. Pierwsze próby dzikich tłumaczeń pojawiły się przy trzecim i czwartym tomie cyklu, przy których zaczął się w Polsce czytelniczy szał na Pottera.

– Problem nasilił się przy tomie piątym i szóstym – wspomina Joanna Nowakowska. – Na piąty trzeba było bardzo długo czekać czytelnicy bardzo się niecierpliwili i te tomy zostały spiratowane w całości. Oczywiście nie były długo dostępne. Stoimy na stanowisku, że nie ma znaczenia fakt, czy do naruszenia praw autorskich doszło dla zysku czy nie. W świetle prawa to jest wykroczenie. Trudno jest oszacować nasze straty finansowe z tego tytułu, ale nawet gdyby były niewielkie, kradzież pozostaje kradzieżą. Jednak nie podajemy namiarów na fanów policji, zadowala nas usunięcie publikacji.

Kradzież i tyle
Naruszenia książkowych praw autorskich to tylko wierzchołek góry lodowej. Rynek zalany jest pirackimi kopiami programów komputerowych, gier, nagrań muzycznych filmów. Producenci i autorzy tracą na tym procederze krocie, a policja i detektywi nie patrzą na piratów przez palce – coraz więcej spraw trafia więc do prokuratury i do sądu.

– Nie widzę usprawiedliwienia dla ludzi, którzy nielegalnie korzystają z dóbr kultury – denerwuje się mecenas Wojciech Cieślak, specjalizujący się m.in. w ochronie praw autorskich. Nie rozumiem dlaczego kradzież czyjegoś filmu czy nagrania muzycznego jest traktowana jako coś innego od kradzieży czyjegoś roweru. Muzyka, film czy literatura nie są dobrami niezbędnymi do życia. Dyskusyjna jest sprawa patentów na lekarstwa, ale sprawa z twórczością artystyczną jest prosta – za książki, płyty, gry komputerowe trzeba płacić, to towar taki jak każdy inny. Prawa autorskie są masowa gwałcone, a ich naruszanie traktowane pobłażliwie. Moim zdaniem w Polsce skala zjawiska, przecież olbrzymia, jest spadkiem po komunizmie, który prawa własności miał za nic. A dzieło sztuki nie jest niczyje, należy do jego twórcy i korzystanie z niego powinno być płatne.

* * *
J. K. Rowling i jej prawnicy na razie nie rujnują nielegalnych tłumaczy i pisarzy z bożej łaski odszkodowaniami. Ich cierpliwość może się jednak wyczerpać. Warto o tym pomyśleć, siadając do nielegalnej pracy, nawet jeśli wykonujemy ją tylko z miłości dla młodocianego czarodzieja.

Tomasz Rozwadowski

Przeczytaj też
"Harry Potter i śmiertelne relikwie" to tytuł 7. tomu powieści J.K. Rowling
Fani Harry`ego Pottera oburzeni postępowaniem polskich mediów
Nowy Harry Potter po polsku jest już w internecie
"Harry Potter and Deathly Hallows" w Norwegii
Internetowy Harry Potter jednak autentyczny?
Pilnie strzeżona powieść J.K. Rowling do ściągnięcia w internecie
Haker zna już treść ostatniej części przygód Harry Pottera!
Fani Harry'ego Pottera mają w internecie prawdziwy raj

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Rowling , dzieło sztuki, dobro intelektualne - coś tu nie pasuje.
"J. K. Rowling i jej prawnicy na razie nie rujnują (..........) pisarzy z bożej łaski odszkodowaniami." -> Jeśli wyrwać to z kontekstu to brzmi komicznie . Sama siebie nie będzie przecież rujnować :) Poważnie mówiąc to ci piraci i doniesienia o nich w każdej gazecie na każdym kontynencie, nakręcają tej hucpie z Potterem koniunkturę. Rowling z jej prawnikami ma ukręcać łeb darmowej reklamie ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.