Facebook Google+ Twitter

Haszek wiecznie żywy

Ludzie w mundurach sfotografowali paskudne realia tam, gdzie pociski i granaty uczą demokracji. Będzie zakaz. Czy brak fotografii zmieni rzeczywistą wiedzę żołnierzy?

Przysłowiowy granat trafił w szambo i cuchnące rozpryski zapaćkały dzienniki papierowe, radiowe i telewizyjne. W radiowych można mówić i się oburzać słownie, ale w telewizyjnych można już pokazać. Co mianowicie? Drastyczne zdjęcia. A właściwie nie pokazać, bo drastyczne.

Patrzyłam więc wczoraj na ekran starego pudła, wypełniony drgającymi plamami, które pokazując – nie pokazywały niczego.

Pytam się więc – po jakiego diabła urządza się taki cyrk? Czy nie wystarczy słowo mówione bez ilustracji, która ilustracją nie jest? Ale taka widać maniera konstruowania wiadomości, co niewątpliwie zachęca każdego z lekka kumatego do wejścia na strony wojskowe, aby dokładnie obejrzeć sobie to, co telewizja pokazuje, nie pokazując.

Dzisiejsza Polska donosi: - Po wczorajszej publikacji "Polski" wojsko wyda instrukcję dla wszystkich kontyngentów zagranicznych. Będzie ona surowo zabraniać przekazywania przez żołnierzy jakichkolwiek informacji o misjach. Fotografowanie ma być całkowicie zakazane.

Jeszcze nie wiadomo dokłanie, kto fotografował, ale naszym się zabroni. Nie ma zdjęć, nie ma trupów. Nie bardzo sobie wyobrażam, w jaki sposób można zakazać robienia fotografii w czasach, kiedy można je wykonać przy pomocy łatwych do ukrycia gadżetów. Oburzenie wokół żołnierskiej „dokumentacji” wywołuje więc sam fakt fotografowania, a nie przyczyna zaistnienia obiektów fotografowanych.

Wiele w życiu widziałam zdjęć drastycznych, wykonanych przez reporterów lub przygodnych widzów, w okolicznościach daleko odbiegających od jedzenia tortu weselnego. Od dziecka często oglądałam filmy dokumentalne z czasów II wojny światowej, wykonane zarówno przez naszych, jak i te odkryte dla światowej prasy, pochodzące z archiwów niemieckich. Zdjęcia jeszcze żywych, ludzkich szkieletów za drutami kolczastymi obozów koncentracyjnych, były i są publikowane przy każdej okazji. Również – zdjęcia z publicznych egzekucji, z rzędem szubienic. Czyż nie były drastyczne? Były. I miały uświadomić wszystkim wszelkie aspekty zbrodni oraz nieszczęść wojennych.

Cóż więc teraz – kiedy internet zawiera wszystko, czego sobie normalny człowiek nawet nie był w stanie wyobrazić – budzi takie oburzenie, wstrząs, "ochy i achy" na okoliczność istnienia wojskowej witryny ze zdjęciami skutków aktualnie prowadzonych wojen?

Oburzenie wywołuje zapewne fakt, że powinny to być zdjęcia z „misji pokojowych”, zdjęcia dokumentujące „wprowadzanie demokracji” czyli zdjęcia z przedszkoli, dyskoteki prowadzonej przez wojsko oraz pokazujące jak żołnierze przeprowadzają staruszki przez jezdnię.

Te zaś, które teraz, w samym środku rozkosznych wakacji i sezonu ogórkowego wywołują oburzenie jak puszczenie bąka w salonie obrazują to, co widzą, co przeżywają i co – normalna rzecz – dokumentują żołnierze. Gdyby nie wykonywane przez żołnierzy zdjęcia, z pewnością nikt nigdy nie dowiedział by się, w jaki sposób marines – również w damskiej odmianie – prowadzili przesłuchania więźniów. To taki pierwszy z brzegu przykład i więcej nie potrzeba.

Jeżeli ktoś twierdzi, że wykonywanie takich zdjęć świadczy o znieczulicy lub innej charakteropatii żołnierzy – w zasadzie ma rację. Tylko że, fotografia jest już końcowym akordem – gestem zamykającym cały proces znieczulania i fascynacji wojną. Jest ukoronowaniem służby, na którą w majestacie prawa i międzynarodowych umów nasz kraj żołnierzy wysyła. Cokolwiek żołnierze słyszą na szkoleniach, weryfikują to praktycznie w momencie pierwszych strzałów i pierwszych rozdartych pociskami trupów. Prawdziwych. Realnych jak kropidło kapelana przed akcją.

Żeby nie wiem jak upiększać portret wojska twierdzeniami o „misjach pokojowych” i „wprowadzaniu demokracji” niezawodnie "muchy obsrają najjaśniejszego pana”. Po cóż więc zakazywać fotografii tam, gdzie są i obiekty do fotografowania i aparaty?

Wieczna chwała Haszkowi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

No tak, głowa w piasek i nie ma sprawy!
Instrukcja sprawi, że na wojnie nie będzie lała się krew, a francuski szampan.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+) +)))))
Szwejkowa filozofia jest uniwersalna. Jak długo będzie wojsko, tak trwać będą na straży "wicepierdoły" typu porucznik Dub.
Kłania się przy okazji "paragraf 22" ciągle aktualny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.