Facebook Google+ Twitter

Hate: Nie interesuje nas nagrywanie wciąż tej samej płyty [WYWIAD]

Nigdy nie złożyli gitar i ciężką pracą wywalczyli sobie miejsce w czołówce polskiej sceny metalowej. O sukcesie i jego konsekwencjach opowiedział ATF Sinner - lider zespołu Hate.

 / Fot. Rafał Gdak / W24.plNorbert Winiarczyk: Jak przebiega pierwsza od trzech lat trasa Hate po Polsce?
ATF Sinner: Bardzo dobrze, jesteśmy pozytywnie zaskoczeni odbiorem naszej muzyki. Jest kilka miejsc na tej trasie, w których wcześniej nie graliśmy tj. Słupsk czy Tychy, lub w których graliśmy dawno np. Gdańsk. A propos Gdańska - udało nam się nawet podpalić klub (Wydział Remontowy)! Miejsce niewiele większe od dużego pokoju, ale atmosfera była iście piekielna od samego początku naszego występu. W finale pluliśmy ogniem i zajął się sufit, który po paru chwilach palił się już konkretnie, a ludzie stali jak zahipnotyzowani. Nikt nie uciekał, a my kontynuowaliśmy utwór „Eternal Might” aż do ostatniego dźwięku. Po ostatnim akordzie ktoś wpadł z gaśnicą i zaczęło się gaszenie. Muszę przyznać, że było to wyjątkowe doznanie. Jest coś zniewalającego w widoku ognia...

Powiedziałbyś, że jest to najlepsza trasa, jaką dotąd zagraliście w Polsce?
Trudno powiedzieć. Na pewno jest to nasza najlepsza trasa headliningowa.

Od wydania "Erebos" gracie dużo koncertów, odwiedzając przy tym mnóstwo krajów. Wiele zespołów - których udziałem stał się światowy sukces - wspomina, że podczas tak długich tras często przychodziło im występować w ekstremalnie trudnych warunkach. Jednak to właśnie takie koncerty, wymagające od zespołu ogromnej wytrzymałości psychicznej i fizycznej, weryfikują jego potencjał. Które z dotychczas odwiedzonych przez was miejsc, zagranych koncertów, wspominasz jako test bojowy?
Ciężko tutaj mówić o jakimś jednym, konkretnym miejscu lub koncercie. Odpowiem ci na to pytanie w kategorii całych tras, które zagraliśmy. Trasa po Meksyku była dla nas sprawdzianem odporności psychicznej, chociażby ze względu na warunki, jakie na niej panowały. Nikt tam nie zwraca uwagi na czas - jeśli coś ma zdarzyć się o 21, to dzieje się o 2 w nocy i nikt się tym nie przejmuje. Panują tam inne standardy, gdyż jest to zupełnie inna kultura, np. jeżdżenie samochodem po pijaku jest na porządku dziennym. Sporo czasu zajęło nam wytłumaczenie promotorom, że nie życzymy sobie, aby kierowcy pili podczas jazdy. Koncerty w azjatyckiej części Rosji czy Brazylii były dla nas testem, zarówno odporności, jak i relacji między ludzkich. Ogromnym wyzwaniem była również trzymiesięczna trasa po Stanach Zjednoczonych, gdyż jej część odbywała się w bardzo trudnych warunkach. Ogólnie sytuacja na tak długich trasach jest specyficzna. Do tego wszystkiego dochodzi nieraz nadmierna ilość alkoholu, niewyspanie i przepracowanie, a gdy to wszystko się kumuluje, wychodzą z nas prawdziwe charaktery i dopiero wtedy można zweryfikować, czy te osoby, które tworzą zespół, mogą wytrzymać ze sobą dłużej niż kilka dni. A zespół jest niczym rodzina albo nawet czymś więcej, bo egzystujesz z ludźmi, którzy go tworzą po 24 godziny na dobę przez tygodnie, a czasem miesiące. Długie, siermiężne trasy są prawdziwym sprawdzianem dla ludzkich charakterów.

 / Fot. Rafał Gdak / W24.plMożna więc powiedzieć, że Rebellion Tour ma dla Was charakter ekskluzywny.
Tak zdecydowanie. Jest to trasa, która odbywa się w zupełnie bezstresowych warunkach, co w dużej mierze spowodowane jest małymi odległościami między miastami. Przyjeżdżamy na miejsce parę godzin przed koncertem, mamy sporo czasu na rozstawienie sprzętu, przygotowanie scenografii i zrobienie dobrej próby. A wszystko to odbywa się w spokoju i z dużą dozą humoru, także jest naprawdę sympatycznie w porównaniu z trasami po Rosji czy Ameryce Południowej.

Wasz ostatni album "Solarlfesh - A Gospel of Radiant Divinity" - zdaniem wielu, zarówno fanów, jak i krytyków - jest najlepszym w waszej karierze. Jak Ty po dziewięciu miesiącach od premiery oceniasz ten krążek?
Nadal jestem z niego zadowolony, a nawet dumny. Jest on kolejnym dużym krokiem na naszej artystycznej drodze. Mogę ci powiedzieć, że wytwórnia namawia nas, żebyśmy nagrywali kolejną płytę i jest szansa na to, aby ukazała się ona w 2014 roku, gdyż pracujemy już nad materiałem. Mamy kilka pierwszych szkiców utworów i zaraz po trasie bierzemy się za dalszą pracę, także być może już w okolicach czerwca zarejestrujemy go w studiu i jesienią przyszłego roku wydamy nakładem austriackiej wytwórni Napalm Records, z którą jesteśmy związani kontraktem na cały świat.

Jeśli już wspomniałeś o nowej płycie, to czy mógłbyś powiedzieć o niej coś więcej? Czy będzie to jeszcze bardziej epicki materiał od tego, który znalazł się na "Solarflesh"?
Jest jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić, ale wydaje mi się, że będzie na niej więcej melodii. To nie znaczy słodkich melodyjek, a po prostu więcej użycia melodyki w utworach, które ciężko będzie zakwalifikować jednoznacznie jako black lub death metalowe. Myślę, że nowa płyta będzie fuzją rocka, death, black, a miejscami też heavy metalu z jeszcze wieloma innymi wpływami. Tak sobie ten album wyobrażam, ale tak jak powiedziałem, zadajesz mi to pytanie na bardzo wczesnym etapie powstawania materiału.

Słuchając waszych ostatnich albumów, począwszy od "Anaclasis", a na "Solarflesh" skończywszy, nie trudno zauważyć, że ciągle ewoluujecie, zarówno muzycznie, jak i ideologicznie. Nie boisz się, że jednak w pewnym momencie formuła zespołu wyczerpie się lub wręcz przeciwnie - przekombinujecie?
Naszym celem jest rozwijanie tej formuły, nie chcemy się trzymać jednego patentu, stylu. Nie chcemy, aby zespół był skończoną "powieścią", od której będą odcinane kupony. Nie interesuje nas nagrywanie wciąż tej samej płyty, chcemy ciągle się rozwijać jako muzycy, a także ewoluować w sprawach pozamuzycznych, nawet za cenę ryzyka. Zdajemy sobie sprawę z tego, że niektórzy fani mogą nie zaakceptować pewnych naszych ruchów.

Dla wielu słuchaczy death metalu, tekst jest tylko uzupełnieniem muzyki. Jednak często w wywiadach wspominasz, że dla Ciebie zespół jest tubą za pomocą której komunikujesz się ze światem. Czyli rozumiem, że w przypadku Hate teksty i symbolika, którymi się posługujecie, są tak samo ważne jak muzyka, a może nawet są od niej ważniejsze?
Muzyka nie jest dla nas celem samym w sobie, a tylko środkiem wyrazu. Dlatego mniej nas pasjonuje aspekt techniczny, a bardziej aspekt treściowy, stąd też tak bardzo się do niego przykładamy. Jest to niewątpliwie trochę inne podejście niż preferuje wiele zespołów, chociażby z naszego podwórka.

Od jakiegoś czasu jesteście uważani za czwartą siłę polskiego metalu, a to za sprawą sukcesu, który udało się Wam odnieść za granicą. Sam jednak odżegnujesz się od wyścigu do mitycznej I ligi black/death metalu, w który próbują uwikłać Was muzyczne media. Co w takim razie jest celem Hate?
Celem jest po prostu nasz indywidualny rozwój, a jeśli poruszymy przy tym strunę w duszy ludzi, to być może kiedyś trafimy do tej I ligi. Jednak nie jest to naszym głównym celem, stanie się to przy okazji. Najważniejsze jest patrzenie w głąb siebie i tworzenie muzyki, którą się kocha niż obserwowanie rynku i kombinowanie co tu zrobić, żeby ludzie cię polubili. Uważam, że nie tędy droga.

 / Fot. Rafał Gdak / W24.plPo śmierci nieodżałowanego Sławka "Mortifera" Archangielskiego, zatrudniliście w roli muzyka sesyjnego Piotra Kołakowskiego znanego jako "Kain". Jak nawiązaliście współpracę i jak dotychczas ona wygląda?
Znamy się z "Kainem" od lat, grał on już wcześniej z nami koncert w Szwajcarii, gdzie zastępował "Destroyera", który był wówczas nieobecny z powodu uroczystości rodzinnej. Piotrek w ogóle jest świetnym gitarzystą i na co dzień gra również w zespole Neyra. Obecnie jest stowarzyszony z Hate, gra z nami próby i koncerty oraz jest bardzo zaangażowany w sprawy zespołu. Jak dotąd staje na wysokości zadania, bardzo dobrze się sprawdza z nami na scenie, a także świetnie czujemy się w swoim gronie. Jest dla nas dobrą sytuacją, że zaraz po tym tragicznym wydarzeniu nie zaczęliśmy rozpaczać i pogrążać się w melancholii, tylko postanowiliśmy działać dalej, bo zdajemy sobie sprawę, że Sławek właśnie tego by chciał. Był on człowiekiem czynu, żył dniem bieżącym i nigdy nie patrzył wstecz. Żył dynamicznie, można powiedzieć - aż do spalenia. Gdyby zobaczył nas pogrążonych smutku, na pewno by mu się to nie spodobało, dlatego kontynuujemy dzieło, którego był częścią. Pamiętając przy tym o Sławku, wspominając go na koncertach i dedykując mu utwory. Chcemy jednak kontynuować Hate, bo jest to dzieło naszego życia.

Wspomniałeś wcześniej o Napalm Records, z którym związaliście się jeszcze przed wydaniem "Solarflesh". Jak do tej pory układa się wasza współpraca?
Jest duży postęp choćby w dystrybucji materiału. Albumy docierają do najdalszych zakątków świata. Nasza wcześniejsza wytwórnia Listenable Records nam tego nie umożliwiała. Oprócz tego współpracujemy również z agencją koncertową Rock the Nation. Mamy już na przyszły rok zabukowanych kilkanaście festiwali, jest również szansa na to, że jeszcze w tym roku po raz pierwszy wystąpimy w Tel-Awiwie. Rozmawiamy w tej chwili z promotorem z Japonii, który jest bardzo zainteresowany zespołem, także możliwe, że uda nam się w przyszłym roku pojechać do Azji, co być może otworzy nam kolejne drzwi. Poza tym, tak jak wspomniałem, prawdopodobnie w przyszłym roku nowa płyta, co jest dużym wyzwaniem i wiąże się z ogromem pracy, jednak cieszy nas to, bo świadczy o tym, że coraz więcej ludzi dostrzega Hate i wspiera nasze dzieło. Współpraca z Napalm Records jest na pewno perspektywiczna, rozmawiamy z nimi także o teledysku, który powstanie do nowego materiału. Jak to mówią: nie chwal dnia przed zachodem słońca, dlatego też nie chciałbym popadać w przesadny zachwyt, ale jak dotąd wszystko układa się bardzo dobrze.

Na koniec chciałbym zapytać jeszcze o Twój poboczny projekt - Mothernight. Nagraliście jak dotąd jedną płytę, która została ciepło przyjęta przez słuchaczy i recenzentów, ale od jej wydania minęło już sześć lat. Czy zespół wciąż funkcjonuje?
Zespół jest w tej chwili zawieszony, to znaczy nie koncertuje, ale tworzony jest materiał na drugą płytę. Ta przerwa jest spowodowana tym, że członkowie zespołu mieli plany matrymonialno-rodzinne, które zablokowały naszą działalność. Chcemy jednak wrócić do grania, powstają cały czas nowe utwory, których mamy w tej chwili bodajże sześć, są one nawet już nagrane, tylko bez wokalu. Jest więc szansa, że pod koniec przyszłego roku reaktywujemy Mothernight i wydamy nową płytę.

Dziękuję za ten wywiad i życzę Ci, żebyście nadal się rozwijali i być może za jakiś czas stali się pierwszą siłą polskiego metalu.
Serdeczne dzięki za te słowa oraz wiarę w nas. Obserwujcie Hate i nasze dzieło w kolejnych odsłonach.

Wywiad ukazał się pierwotnie na blogu choremelodie.pl.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.